Turniejowo – Gnomicon 2016 Szczyrk

Turniejowo – Gnomicon 2016 Szczyrk

Trzecie podejście do tematu krótkich raportów poturniejowych, tym razem udane. Na tapecie – sobotni turniej ITS 300 pkt na Gnomiconie w Szczyrku.

Do Szczyrku wybrałem się po raz pierwszy. Samo miasteczko zupełnie mnie nie interesowało – góry to bardziej nielubiana przeze mnie część ukształtowania terenu, więc deszczowy i mglisty poranek był wyłącznie na plus. Za to półgodzinne poszukiwania bankomatu w dżdżystej, rzęsistej pogodzie były zdecydowanie na minus. Hotel, w którym odbywa się Gnomicon udało mi się odnaleźć bez problemu – po szybkim check-in i ogarnięciu rzeczy w pokoju, udałem się na poszukiwania turnieju Infinity.

Po wejściu do sali konferencyjnej, na której ulokowały się największe polskie bitewniaki, szybko udało mi się wyłowić, wyróżniające się na tle nieomal puściutkich stołów WFB i Wh40k,gęste stoły do Infinity. Właściwie słowo „gęste” powinno znaleźć się w cudzysłowie, gdyż na warunki wrocławskie było dość przestronnie. Jedynie stół wystawiony przez ESGraf charakteryzowała, przyjemna dla moich Daturazi, gęstość zabudowy. TL;DR – stoły bardzo po hiszpańsku.

Jeśli chodzi o misje to było bardzo pozytywnie: graliśmy Frontline, Annihilację i Quadrant Control. Dzięki temu mogłem zabrać moją rozpiskę z Pragi, po niewielkich modyfikacjach (wrzuciłem wszystkomającego Spec-Opsa i wywaliłem Dr. Wonsza). Zaś druga, oparta  była na koncepcie „mam dużo -6 i ARO dla Ciebie, cny przeciwniku”. Dobrze się sprawdziła w obu misjach o kontroli terenu.

Dużo, dobrego ARO.
Wielki, zły i piękny, czyli duet Avatara i Speculo.

Nad samymi listami nie chcę się za długo rozwodzić, może poświęcę im w przyszłości konkretny wpis. Dość powiedzieć, że podstawowym założeniem było 10 rozkazów i zabranie modeli, którymi lubię grać. Stąd Avatar + Spekulo, cholernie mocne, ofensywne złożenie w jednej liście i Le Muet, Noctifier z ML oraz Q-drona w drugiej – oporowo defensywnie.

Dużo, dobrego ARO.
Dużo, dobrego ARO. Bez MSV2 nie podchodź!

Pierwszą grę miałem przyjemność rozegrać z kolegą Neuronem265 i jego Qapu Khalki. Klasycznie na przeciw mnie stanął link Djanbazanów (HMG, snajper, doktor + dwie Hafzy) oraz Haris Odalisek (Spit, haris i Hafza). Dodatkowo pod niebem czekało trzech Yuanów, jacyś rozkazodawcy, SpecOps z pełnym fakultetem (doktor, inżynier, haker). Wygrałem inicjatywę, wybrałem wygodniejszą stronę i jeszcze dostałem zaczynanie. Doskonale wiedząc, jak potrafią krzywdzić Djany, rzuszyłem do boju Malignosem FO. Udało mu się przed śmiercią wymordować 3 modele z linku. Dalej podciągnąłem trochę do przodu Le Mueta, by mógł zdjąć jedną z Djanowych Hafz, lecz zagapiłem się i zapomniałem o tym, że przeciwnik zabrał mi dwa rozkazy. Po cofniętym rozkazie Le Muet został samotnie na gdzieś na 16 calach od mojej krawędzi. Wtedy zaczęło padać Yuanami. Pierwszy został zhakowany na środek stołu, gdzie oberwał od drony TR oraz LeMueta. Kolejny nie zdał PH i wyleciał na stół, zaś dopiero trzeci wpadł w mój deployment. Zaraz potem usiłował zabić jednego z moich Daturazi, na co ten tylko ziewnął i zdał Change Facing. Dalej do boju ruszyły Odaliski, tylko po to, by otrzymać jedną-dwie rakiety od ujawnionego Noctifiera. Udało mi się pozbawić przeciwnika doktora i Odaliski. W mojej turze LeMuet wyjął kolejną Odaliskę, a mój Charontid zajął się Yuan-yuanem. Dalej przeciwnik usiłował załatwić LeMueta ostatnim Yuan-yuanem, lecz ten wiele się tym nie przejął. Podciągnąłem inne modele do stref, Charontid zarushował pod deployment przeciwnika. W turze Neurona zostało mu tylko usiłowanie zabójstwa mojego Lt. Nieudane. CA górą, 10:0, Classified: Secure HVT.

Mój deployment w pierwszej grze. Charontid będzie bliżej budynku, a Noctifier ostrzy sobie ząbki na Haris Odalisek.
Mój deployment w pierwszej grze. Charontid będzie bliżej budynku, a Noctifier ostrzy sobie ząbki na Haris Odalisek.

Następnie mamy przerwę na obiad, gdzie serwują nam pierś z kurczaka w boczku, ryż, żurek i na deser jakieś ciacho drożdżowe. Mniam. Ponadto na terenie konwentu spokojnie można spożywać piwko, z czego korzystam już w pierwszej bitwie.

Druga gra, z Narratorem i jego Onyxem. Annihilacja, więc stawiam wszystko na jedną kartę i „kto łeb urwał hydrze”. Biorę listę z Avatarem, znaczy się. Znowu dostaję zaczynanie i biorę lepszą stronę stołu. Swoją drogą, bardzo kolorowego, wystawionego przez ESGraf. Ogłaszam przeciwnikowi, że nie ma rezerw, bo używam Strategosa lvl3. On na to przelicza moje SWC i zastanawia się czy ten niewydany punkcik poszedł w Noctifiera. Ta pomyłka dużo go będzie kosztować. Na przeciw mnie pojawia się Nexus Lt, Umbra Samaritan z Breaker Combi w Harisie z dwoma Xeodronami – groźną (K1) i mniej groźną (Red Fury). Robi mi się trochę cieplej, bo za dużo rzeczy olewa mojego ARMa 9 na TAGu. Stąd szybka decyzja – gramy Speculo. Podchodzę do CC z Xeodronem, wcześniej zadymiwszy drogę i przybrawszy nieoczekiwaną postać. Pierwszy atak to trafienie, ale przeciwnik wybronił. Drugim razem również. Dopiero trzeci skutecznie ciacha go na plasterki. K1 Combi wyeliminowane. Wracam do Impersonacji. Jako, że wcześniej moja Q-drona eliminowała Q-dronę przeciwnika, jest po mojej turze. Narrator rusza po Avatara. Nieszczęśliwie dlań obydwa moje ARO z Multi HMG trafiają, przez co Umbra pada martwy. Było tak blisko, a ja byłem blady ze strachu. Przeciwnik naprawia Q-dronę. W swojej turze załatwiam pierwszego z Noctifierów przeciwnika, następnie próbuję zabić Xeodronę by przypomnieć sobie o Blitzenie – groźna broń, szczególnie jak trafi Lt. z Mnemonicą. A więc Q-dron. Zapominam o założeniu nań Marksmanship, więc tym razem to przeciwnik obraca mojego murderbota w kupę złomu. Opcja trzecia: Speculo. Lady of the Match. Zabija Xeodronę, której wbiłem wcześniej jedną ranę Avatarem. Z boarding shotguna. Znowu wracam do impersonacji. Narrator próbuje ratować sytuację Q-droną, lecz nie udaje mu się przeważyć szali zwycięstwa. W ostatniej turze łapię znów Secure HVT, dobijam Q-dronę, załatwiam drugiego Noctifiera z ML i instaluję Avatara pod deploymentem przeciwnika. Obok grzecznie czeka Speculo. Jest praktycznie po grze i znów 10-0 dla mnie. Przed grą powiedziałem przeciwnikowi, że to będzie bardzo jednostronna gra – albo on zabije Avatara, albo tenże przejdzie się po jego armii. Tak właśnie było, z zaznaczeniem, że najgorsze cele załatwiła Speculo.

Bitwa trzecia, Magnus i jego Bakunin. Gramy Quadrant Control, a na środku stołu mamy objective room. Bardzo sympatycznie. Za to Nomadzi nigdy nie są sympatyczni. Przeciwnik ma dwóch Morloków, link Riot Grrls i potencjalny link Moderatorów. Klasyczna Custodierka-haker oraz dron TR. Dodatkowo Tsyklon ze Spitfire. Ja tam najbardziej boję się Blitzenów. Znając braki Bakuninu w temacie MSV zabieram listę z ODD i TO Camo i całą kontrę ustawiam na Riotki. Jak się okaże – bardzo słusznie. Dlaczego? Tu powinnienem napisać tylko „Le Muet” i oddać głos Magnusowi. Chociaż mógłby nie chcieć się wypowiedzieć. Long story short – Tsyklon na Marksmanshipie ubija mi Q-dronę i Noctifiera, gdy wybija mu zęby mój Tohaa. Dalej do boju ruszają Riotki, które odbijają się raz po raz od Le Mueta. Dodatkowo włażą na mojego Malignosa, którego nie potrafią zabić. Dwie pierwsze tury biorę po trzy ćwiartki. W drugiej szczęśliwie – nieprzytomny Malignos, jak to perfidne Shasvastii, scoruje jedną, a drugą łapie Charontid – który został pechowo Immobilizowany przez Blitzena wojujących feministek. Z krytykami nie wygrasz. Koniec końców, bo emocjonującej i ostrej rozgrywce, kończę grę ze Spec Opsem i Shroudedem FO na stole, w kwestii wyniku 7:4 dla mnie. Obydwaj z Magnusem przyznajemy, że gra była jedną z bardziej zaciętych, jakie mieliśmy okazję rozegrać, a dwa Tournament Pointy dają mi ostatecznie pierwsze miejsce w turnieju.

Przed rozdaniem nagród ruszamy na kolację-grilla, gdzie mam okazję spotkać starego znajomego z czasów Lubińskiego Klubu Fantastyki – przyjechał grać w X-Wingi. Dodam jeszcze, że grę kończyliśmy sporo po reszcie grających, lecz dzięki zapleczu lokalowemu pośpiech nie był zupełnie konieczny. WFB kończyło finałową batalię gdzieś nad ranem.

Ogórki, browar, vici! Ta kompozycja martwej natury idealnie oddaje klimat Gnomiconu.
Ogórki, browar, vici! Ta kompozycja martwej natury idealnie oddaje klimat Gnomiconu.

W kwestii graczy, lokalu i nagród: było kapitalnie! Gnomicon ma tą specyficzną atmosferę, jednocześnie kameralną i dość domową, bym ja – osoba spoza „środowiska” mogła się szybko wpasować w towarzystwo i dobrze bawić. Sam hotel jest kolosalny i co rusz słyszałem legendy i podania o zaginionych duszach, błąkających się po piątkowych, czy sobotnich afterparty. Same nagrody, sponsorowane m.in. przez Corvus Belli, Wargamera czy Playmaty również były na wysokim poziomie, a świetny puchar będzie dumnie prezentował się na półce. W tym miejscu powinnienem również podziękować wszystkim (ośmiu) uczestnikom sobotniego turnieju Infinity, a w szczególności moim przeciwnikom, gdyż gry upłynęły w doskonałej, sportowej atmosferze. Last, but not least wielkie ukłony dla Shizune, gdyż potrafiła zapanować nad naszą wyluzowaną i rozbrykaną gromadką, a jednocześnie miała na tyle wyczucia, by nie być nazi-organizatorem. Czapki z głów! Za rok na pewno Gnomicon znajdzie się w moim kalendarzu wyjazdowym i nie odpuszczę sobie fantastycznego afterparty, które trwa do rana.

ps. jak tylko pojawią się zdjęcia organizatorów, to podlinkuję je tutaj.