Turniejowo – Pragalactika 2016 cz. 1

Turniejowo – Pragalactika 2016 cz. 1

Największy turniej Infinity w Czechach, edycja druga.

Przeszło tydzień temu miałem nieukrywaną przyjemność wybrać się do czeskiej Pragi, w celu rozegrania 5 gier w przeciągu weekendu. Pragalactika 2016 rozgrywana była – podobnie jak ubiegłoroczna edycja – w lokalnym sklepie z bitewniakami o dźwięcznej nazwie „Ogri Doupe”, co przekłada się na „Ogrzą Jamę”. Jeśli chcielibyście dowiedzieć się więcej o tej, największej w Czechach imprezie związanej z Infinity, to czytajcie dalej.

Organizacyjnie i frekwencyjnie

Pod względem organizacji muszę przyznać, że nasi czescy koledzy wyciągnęli nauczkę z ubiegłorocznej edycji i tym razem obyło się bez zbędnych przestojów. Główny organizator Yas Tera, wraz z Barrinem – czeskim WarCorem i Alrim stanęli na wysokości zadania. Nawet wykrzaczenie się ITS Managera po drugiej rundzie nie spowodowało jakiejś znaczącej obsuwy i szybko mogliśmy wznowić zabawę. Jedynie musiałem zagrać z Brzozą, czyli swoim człowiekiem. No cóż, bywa i tak.

bitwa 3
Brzoza i ja, ja i Brzoza, czyli jak przejechać 300 km i zagrać z wrocławianinem na wrocławskim stole. Fot. Pavla

W ciągu weekendu 22-23.10 rozegraliśmy, jak już wcześniej wspomniałem, 5 scenariuszy. Były to następująco: Highly Classified, Firefight, Supplies, Safe Area i Frontline. Trochę niepokojącego klikania (Highly Classified i Supplies) oraz misje typu „kontroluj obszar”. Format punktowy, w jakim mieliśmy je rozegrać to 300 pkt/6 SWC bez Spec-Opsa. Zdecydowałem się na zabranie Bahramu, głównie ze względu na świetnych Muttawiah, Ragika hakera, no i oczywiście Fidaya! O rozpisce będzie niżej. Dużo niżej.

Wspomniałem, że Pragalactika to największy turniej Infinity w Czechach. Największy, czyli jak duży? Jak na polskie standardy, to frekwencja prezentowała się raczej skromnie. 18 uczestników, z czego Wrocław wystawił mocną, sześcioosobową reprezentację (mocną liczebnie, niekoniecznie na stole ;)). Pojawił się też rodzynek z sąsiedniej Słowacji. Resztę stanowił twardy rdzeń czeskich weteranów Infinity w postaci organizatorów z niewielkim wsparciem graczy o mniejszym stażu, czy może zaangażowaniu w grę.

Dzielni wojownicy Islamu

Jak już nadmieniłem, zdecydowałem się zabrać ze sobą moją nową sektorówkę do Haqqislamu – Hassassin Bahram. Po premierze Human Sphere N3 ta, wcześniej zdecydowanie gorsza, siostra potężnego Qapu Khalki, nabrała rumieńców. Opcji na złożenie ciekawej listy jest tak wiele, że nieomal do ostatniej chwili nie mogłem zdecydować się na drugą listę. Ostatecznie zabrałem ze sobą dwie listy z jedną cechą wspólną – pięcioosobowym linkiem Muyibów. Ghulamy odpadły w przedbiegach, gdyż nie uznaję linków Line Infantry złożonych z mniej niż 5 członków, a Govadzi nie mają wydanego modelu z HMG, który byłby u nich podstawowym profilem. W obu listach podstawą były świetne profile ze Spitfire i Heavy Rocket Launcher (obydwa z X-visorem, obydwa z D-charge). Do tego Doktor+ i Viral Minelayer. Świetna baza, która pokrywa praktycznie wszystkie zasięgi, ma kopa w turze aktywnej i w razie potrzeby może nieźle namieszać w ARO za sprawą bardzo groźnych min i niesamowicie trollujących przeciwnika DEPów.

hassassin bahram
„Nie jesteś tu mile widziany, niewierny” czyli kilku moich bahramitów w pozowanej fotce. Fot. Asar

Lista pierwsza, zatytułowana przeze mnie, jakże oryginalnie Asawiryyah (wybaczcie mój pseudo-arabski) oparta była na wspomnianych Muyibach. Jako piąty dołączył do nich lejtnant, z Panzerfaustem. Oprócz tego w pierwszej grupie miałem Haris dwóch Asawir z doczepionym Muyibem z Light Grenade Launcherem (bo to piękne, wielozadaniowe narzędzie). Pierwsza Asawira to klasyk ze Spitfire, zaś druga to kolejny Doktor+, w wersji z Boarding Shotgunem. Grupę dopełniał Farzan w wydaniu z Chain of Command, żeby mój Muyib-porucznik nie musiał się wstydzić wystawać na ARO. W drugiej grupie znalazły się punkty (i miejsce) na WarCora i – nowość w Haqqislamie – Hassassin Ayyara, profil który zasługuje na swoją własną odsłonę Myśli Niezebranych. Być może już niedługo 🙂 Ayyar, wykorzystując swój zmyślny Holo2 i moje nagminne przegrywanie rzutów na rozpoczęcie zgrywał trzech Muttawiah. Plan był taki, że na początku mojej tury, kiedy ten trik już nie ma prawa działać za darmo wrzucam go do pierwszej grupy. Lista powstała raczej stricte pod misje polegające na kontroli terytorium z racji niewielkiej ilości rozkazów i dość dużej wartości punktowej poszczególnych modeli, dodatkowo zgrupowanych w dwóch Fireteamach.

Druga lista, Bismillah, była dużo bardziej tradycyjna. W pierwszej grupie znalazło się miejsce na link Muyibów, tym razem z granatnikiem, Farzana z CoC, Barida FO i Ragika hakera. W drugiej grupie upchnąłem całe nieregularne dobro Haqqislamu – dwóch Daylami z Panzerfaustami i Inferior Infiltration, dwóch Ghazi Muttawiah, dwa Kameele, Lasiqa – snajpera i samego pana Al-Djabel. Typowa grupa przeszkadzająca, a w razie mojej pierwszej tury mogąca siać spustoszenie w strefie rozstawienia przeciwnika. Trzeba przyznać, że Al-Djabel wygrał mi dwie gry na tym turnieju, głównie łamiąc morale oponentów i zmuszając ich do grania pod moje dyktando. Po raz kolejny sprawdza się stwierdzenie, że Impersonacja to broń, która niekiedy bardziej działa na psychikę gracza, niż na stole. Jak dla mnie super, teraz chcę wystawić dwóch 😀

Zauważyliście pewnie, że wiele modeli występuje w obu listach. Jest to częściowo podyktowane tym, że całą armię zdecydowałem się przygotować do turnieju w przeciągu dwóch tygodni. No, prawie całą, drony miałem już gotowe. Tempo, jak na mnie, zdecydowanie ponad normę. Jednak obietnica złożona w ubiegłym roku, że na turnieje zabieram wyłącznie pomalowane modele, była spowodowana właśnie tym, co zobaczyłem w 2015 roku w Pradze. Piękne stoły, piękne armie i kapitalna atmosfera – tak w skrócie można opisać praskie granie.

A gdzie bitwy? Będą w części drugiej. Bardzo wkrótce.