Bitwa o Burges [Company of Iron]

Awatar użytkownika
Antchuck
Posty: 72

Bitwa o Burges [Company of Iron]

Post#1 » śr maja 09, 2018 1:02 am

Po paru miesiącach pobytu w stanach, udało mi się zmalować dość modeli na grę w CoI. Udało się też znaleźć gracza chętnego na mini kampanię. Udało nam się rozegrać dwie pierwsze bitwy. Oto raport i zdjęcia:

Miasteczko Burges, ziemie niczyje na południe od Merywyn i wschód od Czarnej Rzeki. Wybudowane przez Menickich osadników na długo przed orgocką inwazją niewielkie miasteczko zostało ostatnimi czasy mocno zasilone przez uchodźców z okupowanego Llalel. W drodze na północ krucjata Protektoratu przejęła kontrolę nad Burges i zostawiła w nim mały garnizon. Do tej pory strażnicy świątyni i rycerze nie mieli wiele pracy z utrzymaniem porządku. Do dzisiaj…

Mercie ściągnęła hełm i rozejrzała się po głównej ulicy Burges. Na placu w jej centrum królowała starożytna wieża, przerobiona na świątynię Menotha. Nie dorobiła się jeszcze kopuły z menofiksem, ale to tylko kwestia czasu. W jej cieniu dostrzegła kapłana sprzeczającego się z wasalem. Chyba mechanikiem. Nie słyszała, czego dotyczyła kłótnia, ale łatwo było się domyślić, że jacka. Ten zresztą również stał w pobliżu.

Obrazek
-Bracia! Do broni! - usłyszała głos Eliasza za sobą. Obejrzała się na niego, a następnie podążyła wzrokiem w kierunku, na który wskazywał. Na skraju miasteczka ujrzała groteskowe postacie. Pochyleni nisko w biegu przybysze wymachiwali egzotyczną bronią. Ich nieludzkie twarze wykrzywiały krwiożercze uśmiechy. - Ojcze Tymianie! Broń świątyni! - zawołała w kierunku kapłana i mechanika. Przeciwnicy zbliżali się szybko…

Obrazek
Ojciec Tymian posłał swojego derwisza naprzód, w kontr szarży na Skorne dzierżących sztylety. Lekko odziani przybysze byli niezwykle szybcy, ale gdy ostrza derwisza ich znalazły, kończyli zaraz na ziemi, często w dwóch kawałkach. Najeźdzcy prędko zorientowali się, jakim zagrożeniem jest dla nich jack i odskoczyli od niego. Ci, którzy zdołali, minęli groźną maszynę, i ruszyli dalej, w stronę świątyni.

Obrazek
Obrazek
Licząc, że jack zatrzyma wrogów wystarczająco długo, Mercie posłała swoich rycerzy przez ogród miejscowego alchemika, aby zaskoczyć przeciwnika od flanki. Podjęcie tej decyzji zajęło jej jednak zbyt dużo czasu. Niektórzy z jej podwładnych nie czekali na rozkazy nie doświadczonego dowódcy i ruszyli bronić dostępu do świątyni. Jej manewr został przez wroga pokrzyżowany. Dowódca jednego z oddziałów Skorne, uzbrojony w groteskowo wyglądający, złożony z wielu metalowych, ostrych segmentów bicz, natarł na nich i powalił dwóch jej rycerzy. Gdy przymierzał się do wykończenia leżących wojowników, Mercie zaszarżowała na niego ze swoim dwuręcznym mieczem i siłą wspomaganą przez gniew i wiarę. Przeciwnik próbował rozbroić ją swoim biczem. Gdy ten zawinął się wokół jej lewego ramienia, przeszył ją ostry ból. Nie zatrzymał on jednak ciosu, który zmiażdżył żebra szubrawca i powalił na ziemię.

Obrazek
W międzyczasie przybysze otoczyli ojca Tymiana, mechanika i dwóch z braci rycerskich. Gdy Mercie wróciła do walki przy świątyni, obydwaj rycerze leżeli martwi, ich ciała rozszarpane przez sześciu dzikusów z długimi, zakrzywionymi mieczami. Mechanik leżał wpół przytomny nieopodal. Ojciec Tymian zaparł się plecami o drzwi świątyni, gotowy odeprzeć następny atak. Ten jednak nie nastąpił. Skorne nie stratowali kapłana w drodze do świątyni. Zamiast tego, z dzikimi okrzykami, ruszyli w głąb Burges, ignorując pozostałych rycerzy.

Mercie rozkazała swoim ludziom przegrupować się i wrócić do fortu, skąd mogliby zorganizować obronę i odeprzeć najeźdźców. Złapała rozdygotanego kapłana i krzykiem nakłoniła, żeby zmusił jacka do biegu i wspólnego odwrotu.

Obrazek
Banedictus był w trakcie powrotu od kowala, gdzie zostawił swojego wierzchowca, kiedy usłyszał odgłosy walki od strony starej wieży. “Światyni Menotha Prawodawcy” - poprawił się w myślach. Kiedy biegł w swojej ciężkiej zbroi, dogonił go szybszy wojownik. Rozpoznał Pyrrhusa, bohatera straźy świątynnej. Pyrrhus już miał go o coś zapytać, kiedy usłyszeli eksplozję i głośny świst zaraz po niej. Pyrrhus przyspieszył, zostawiając Banedictusa w tyle.

Obrazek
Na miejscu ujrzał oddział błędnych rycerzy otaczających wrak warjacka. Ich szaty i pancerze nosiły ślady walki. Ujrzał wśród nich Mercie, siostrę niedawno awansowaną na dowódcę tego oddziału. - Co tu się dzieje? - Zagrzmiał. Ojciec Tymian i Mercie odwrócili się w jego stronę, a ich oblicza natychmiast po tym, jak go rozpoznali, przybrały obraz ulgi. - Zaatakowano nas. Nie ludzie. Nie rozpoznaję tych dzikusów. - Szybkim, rzeczowym tonem odpowiedziała Mercie. - Mój derwisz wybuchł! Kazała mu biec, bez przerwy. Mówiłem, że nie wytrzyma, ale… - To Skorne - Przerwał Tymianowi Pyrrhus. - Łowcy niewolników. Widziałem, jak wyciągają mieszkańców z domów. Będą wolniejsi z nimi. Mając jacka, możemy ich odbić. - No właśnie o tym mówiłem! - Wybuchł ponownie Tymian. Jack z rozerwanym boilerem nikogo nie dogoni. - Mogę go naprawić - wtrącił Marc, llalelski mechanik, który zakończył oględziny jacka. - Ale potrzebne mi części. Eksplozja bojlera rozsypała ich sporo po okolicy. Jeżeli je zbierzemy, mogę naprawić jacka. - Dobrze, tak uczynimy. Mercie! Każ połowie swoich rycerzy szukać tego, co potrzebne naszemu wasalowi. Reszta niech pilnuje jacka. Pyrrhusie, zostań ze mną. Ojcze Tymianie - tutaj położył opancerzoną rękę na ramieniu rozgniewanego klechy - udaj sie prosze do fortu, po posiłki. Daj im znać, co tu się dzieje.

Obrazek
Łowcy niewolników nie mieli zamiaru pozwolić im naprawić śmiertelnie dla nich groźnej maszyny. Gdy ich zwiadowcy zobaczyli, co robią Menici, niczym hieny na ranne zwierzę, ruszyli osaczyć i wykończyć przeciwnika. Rycerze Mercie utworzyli perymetr wokół okolicznych ogrodów, gdzie leżały rozsypane części, tak im teraz potrzebne. Eliasz, Wiktorus i Markus przygotowali się przyjąć szarżę tuż za jednym z niskich murków. Liczyli, że przeszkoda pozbawi niezwykle zwinnych przeciwników impetu. Kiedy dojrzeli wroga, zauważyli, że ten posłał przeciwko nim lekko odzianych piechurów, ze sztyletami w dłoniach. Ha! - to będzie masakra - pomyślał pewny siebie Eliasz…

Obrazek
Banedictus niósł w swych dłoniach zdecydowanie za duży dla niego miecz. Broń należała do derwisza - jack dzierżył po jednym takim mieczu w każdej ręcę. Paladyn musiał trzymać ją oburącz. Przyszło mu nawet nią walczyć, gdy uzbrojeni w niewiele mniejsze, dwuręczne, zakrzywione miecze wojownicy Skorne dogonili go, zanim zdążył wrócić do Marca. Udało mu się powalić na ziemię dwóch, pozostali czterej otoczyli go jednak i uniemożliwili odwrót. W tym momencie z odsieczą przybył Pyrrhus. Z impetem wpadł na plecy przeciwników, przygniatając pierwszego tarczą. Korzystając z pędu i ciała przeciwnika jak stopnia, wybił się wysoko w powietrze i zadał dwa szybkie ciosy swą włócznią, zanim wylądował u boku Banedictusa. Skorne, po takim pokazie, najwyraźniej zwątpili w swoje możliwości. Pyrrhus zmierzył ich wzrokiem, a nastepnie kiwnął głową w stronę paladyna. Ten zostawił swojego towarzysza, i ruszył dostarczyć broń Marcowi, pracującemu przy jacku.

Obrazek
Marc de La Burges, trzydziestoletni mechanik, niedawno “zwerbowany” w ranki wasalów Menotha, zlany potem wisiał właśnie na kluczu, próbując zakręcić jakąś śrubę. Jacki protektoratu były podobne w konstrukcji raczej do topornych, khadorskich maszyn, niż lekkich i zwinnych llalelskich, do których był przyzwyczajony. Były jednak solidne i Marc miał pewność, że już niewiele brakuje do ponownego uruchomienia maszyny. Rycerze, którzy dostarczyli mu części utworzyli teraz drugi perymetr wokół niego. Łowcy Skorne poruszali się niezwykle szybko. Czasem wręcz znikali z miejsca, w którym dosięgłyby ich błogosławione miecze Menitów, żeby pojawić się natychmiast kilka stóp dalej. Ich akrobacje pozwalały im zachodzić rycerzy od flanki i pleców, gdzie ich sztylety znajdowały słabe punkty zbroi i podcinały tętnice i ścięgna. Nie przychodziło im to jednak łatwo. Błędni rycerze stanowili elitę swojego bractwa. Ich miecze cięły powietrze szybciej i celniej, niż powinno to być możliwe, biorąc pod uwagę ich rozmiar. Ich ostrza znajdowały czasem skórę, mięso i kości przeciwników, pomimo ich infernalnych sztuczek.

Obrazek
Przewaga liczebna łowców pozwoliła im jednak znaleźć w końcu drogę do miejsca pracy Marca. Teraz walka trwała wokół jacka, a mechanik musiał użyć swoich narzędzi do obrony. Jego wielki klucz nastawny znalazł czaszkę barbarzyńcy, który nierozważnie go zignorował. Z trzaskiem, kość pękła pod ciosem i jej właściciel stracił przytomnośc. Marcowi nie dane jednak było długo cieszyć się z udanego ataku. Po chwili poczuł ostry ból w plecach. Cios, który przeszył mu płuca, pozbawił go oddechu i zaraz potem życia, a jego towarzyszy szansy na zwycięstwo.

Obrazek
Zwycięstwem nie mogli starcia nazwać również Skorne. Po zabiciu mechanika stracili tylu kombatantów, że postanowili się wycofać. Pozostawili swoich zmarłych i rannych za sobą. Rycerze schwytali najlżej rannego z nich, a pozostałych dobili. Opatrzyli swoich rannych. Ani wśród nich, ani wśród zabitych nie było jednak Pyrrhusa. Szybko zapadający zmrok zmusił ich do zaprzestania poszukiwań. W ponurych nastrojach udali się w stronę fortu...
#DesignSpace

Awatar użytkownika
kasprzyk
Posty: 71

Re: Bitwa o Burges [Company of Iron]

Post#2 » śr maja 09, 2018 9:10 am

Cześć,
Jeśli można to mam jedno pytanie. Na początku gdy wchodziło CoI było sporo wątpliwości odnośnie systemu ran. Chodzi mi o sytuacje, gdzie jack vs piechur walka trwała całą grę. Jack tylko powalał a piechur przy pomocy towarzyszy co turę wstawał.
Wydawało się to trochę absurdalne. Czy do takich sytuacji rzeczywiście dochodzi? Mieliście takie "problemy"?

Być może udałoby mi się zebrać frakcję do CoI...

Awatar użytkownika
Antchuck
Posty: 72

Re: Bitwa o Burges [Company of Iron]

Post#3 » śr maja 09, 2018 7:44 pm

Bez weapon masterów nie próbuj zezłomować jacka - są zbyt wytrzymałe. Mój przeciwnik zablokował ruch mojego otaczając go tanimi modelami z wysokim defem i więcej się nim nie przejmował. Problemem dla nas była niska umieralność piechoty, ale to ze względu na błędne czytanie zasad :roll: Wielu graczy, gdy czyta zasady injury rolls nie bierze pod uwagę zasad ataków ze strony 21, gdzie wspomniane jest, że zaatakowane ranne modele drugi raz na injury nie rzucają - od razu przechodzą do stanu boxed. Zobaczymy jak nam z tym pójdzie w nastepnym scenariuszu.
#DesignSpace

Wróć do „Warmachine/Hordes”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość