"Ścieżki Iyanden" minikampania.

Opisy waszych bitew. Dyskusja nad światem przedstawionym.
Awatar użytkownika
Raziel
Posty: 1103

"Ścieżki Iyanden" minikampania.

Post#1 » pt wrz 14, 2018 3:44 pm

.....Minęły dwa tygodnie od czasu, gdy książę Yriel, admirał dowodzący flotą Światostatku Iyanden (janden), rozpoczął walkę podjazdową z oddziałami renegata Argana Kalloraxa. Siły Eldarów atakowały zaciekle małymi grupami, najczęściej dochodziło do starć z niewielkimi flotami chaotyków, jednak nie ograniczano się tylko do bitew kosmicznych. Eldarzy przeprowadzali szybkie, destrukcyjne akcje również na powierzchniach księżyców, planet, a także w bazach kosmicznych Kalloraxa, gdzie znajdowały się magazyny, małe fabryki, obozy jenieckie i ośrodki szkoleniowe.
Zazwyczaj precyzyjne uderzenia Eldarów odnosiły druzgocący i demoralizujący skutek, niestety, czasem nie wszystko szło zgodnie z planem.
.....Vaxo-10 była sporej wielkości asteroidą, która dzięki gęstej masie rdzenia, posiadała swoją własną grawitację. Imperium dziesiątki lat temu założyło na niej małą kolonię, która z czasem rozwinęła się do rozmiarów sporej bazy wydobywczej. Asteroida składała się bowiem z kilku cennych pierwiastków, a kilka jej wierzchnich warstw stanowiła skorupa metali przemysłowych. Oczywistym więc było, że Kallorax obsadzi Vaxo-10 i będzie ją drążył dla własnych celów. Asteroida orbitowała wokół gazowego olbrzyma V-9, piątej planety układu, razem z innymi, siedmioma księżycami, na których również znajdowały się placówki renegatów.
.....Natomiast po orbicie samej asteroidy, podążała powoli stacja kosmiczna „Briezno IV” oraz mieszczący się w niej, nieczynny w tej chwili suchy dok.
Zwiad Eldarów doniósł, że chaotycy planują uruchomić dok, jak również postawić kilka dodatkowych modułów, pozwalających budować, a nie tylko naprawiać okręty.
Oczywiście Yriel obrał Vaxo-10 za jeden z priorytetowych celów i wysłał niewielki oddział pod dowództwem Autarch Taemii Quiet Spear, by sabotowała zarówno bazę wydobywczą, jak i sam suchy dok. Niestety, coś poszło nie tak, komunikacja z oddziałem została utracona, nawet seer (widzący/patrzący/przewidujący) ze sztabu dowodzenia księcia, nie był w stanie nawiązać mentalnego połączenia z Autarchą.
.....Yriel postanowił, że nie odda żadnego, eldarskiego życia bez walki, i że nie poświęci żadnego bez sensu.
Wezwał do siebie Exarcha Nauthyela i jego Dire Avengers'ów, którzy wspierani przez oddział Guardian'ów i pięciu Wraithguard'ów mieli czym prędzej udać się na Vaxo-10 z misją ratunkową. Pech jednak nie opuszczał admirała, w drodze na jego okręt flagowy, fregata Exarchy uległa poważnej awarii, w wyniku której Nauthyel został ciężko ranny.
.....Zdesperowany Yriel, mając świadomość, że czas ucieka, wysłał wiadomość na Iyanden, do Farseer Kelmona informując go o tym, że osobiście poprowadzi akcję ratunkowo-dywersyjną.
Zgodnie z przewidywaniami, nieufny wobec admirała Kelmon, wyraził szczerą dezaprobatę w temacie lekkomyślnego postępowania księcia. Farseer nie był jednak w stanie wpłynąć na zmianę decyzji przez Yriela, który siedział już za sterami swojej fregaty klasy Hellebore, w asyście oddziałów nieobecnego Nauthyela.
.....Jeszcze przed lądowaniem transporterów na powierzchni asteroidy wyjaśniło się, dlaczego pierwsza misja nie odniosła sukcesu. Na oświetlonej słońcem stronie asteroidy, widniały dwa wraki Wave Serpent'ów. Wyglądało na to, że uległy katastrofie, lecz nic nie wskazywało na fakt, by zostały zestrzelone. Już po chwili Eldarzy zrozumieli co się stało i tylko dzięki temu, że ostrożnie podchodzili do lądowania, uniknęli rozbicia. W odległości niespełna kilometra od powierzchni asteroidy, w jej polu grawitacyjnym dochodziło do ogromnych wahań pola i turbulencji. Przyrządy nawigacyjne zaczynały wariować, a piloci musieli zdać się tylko i wyłącznie na swoją intuicję oraz umiejętności ręcznego pilotażu.
.....Pech nadal towarzyszył Yrielowi, jeden z jego Serpent'ów rozbił się, z katastrofy wyszedł cało tylko jeden, z piątki Wraithguard'ów.
Misja jednak trwała nadal, Eldarzy szybko dostosowali się do nieco słabego przyciągania, w głównej mierze dzięki zaawansowanym systemom, zainstalowanym w ich pancerzach. Dotarli jak dotąd niepostrzeżenie, pod ściany jednego z kompleksów przemysłowych i rozpoczęli skanowanie okolicy, w poszukiwaniu najlepszego miejsca do przypuszczenia szturmu.
**********************************
.....Taemia Quite Spear, siedziała zamknięta w betonowym pomieszczeniu, które zostało zaadaptowane do roli celi, wcześniej będąc częścią najprawdopodobniej jakiegoś magazynu. Ściany dzielące celę z innymi, były postawione niedawno, o czym świadczyły mokre plamy w miejscu łączenia pustaków. Drzwi, stanowiła krata wykonana z pospawanych ze sobą kątowników, zamknięta na prostą kłódkę, zamocowaną na wbitym w ścianę stalowym skoblu.
Autarcha w ciągu ostatnich kilkunastu godzin, wypróbowała wiele sposobów na ucieczkę, niestety, bez sporej siły fizycznej, żaden z nich nie gwarantował sukcesu. Kobieta miała plan, jednak aby się powiódł, musiała w jakiś sposób zdobyć klucz do kłódki, lub przynajmniej coś ostrego i twardego, by spróbować ją rozbroić.
.....Jak do tej pory, odwiedziło ją dwóch Ludzi, najwyraźniej byli to górnicy, którzy pod presją chaotyków, postanowili służyć renegatom. Podali jej miskę z jakąś śmierdzącą substancją, która miała stanowić zarówno posiłek, jak i napój. Nie odzywali się do niej, nie rozmawiali nawet ze sobą, nie patrzyli jej w oczy i po podaniu jej jedzenia, czym prędzej wyszli z prowizorycznego więzienia.
Ktoś najwyraźniej dokładnie ich poinstruował, jak mają się zachowywać w obliczu Eldarów, którzy wedle pogłosek, potrafili zniszczyć umysł wzrokiem, lub choćby podpalić ubranie.
.....Obce jej były losy reszty drużyny bojowej, zaraz po rozbiciu o powierzchnię, straciła przytomność. Następne co pamiętała, to hałas robiony przez wspomnianą dwójkę, gdy wsuwali jej miskę pod kratą. Była niemal całkiem naga, jakimś cudem zdjęto z niej pancerz, co mógł uczynić tylko ktoś obeznany z techniką jego zakładania i działania, zabrano jej też bieliznę, najprawdopodobniej dokładnie przeszukano, a na koniec odziano w coś na kształt szerokiego, długiego do kolan worka z wyciętymi otworami na ramiona. Materiał, z którego ów więzienny kostium był wykonany, był syntetyczny, nie dawał ciepła, jedynie osłaniał przed odrapaniami i izolował od brudu pokrywającego całe pomieszczenie.
.....Mijały godziny, Taemia usiłowała czuwać, jednak zmęczenie dawało jej się we znaki, głowa leciała jej na bok, nawet głęboka medytacja nie pomagała.
Obudził ją szmer, nie otworzyła oczu, udając, że śpi oparta o ścianę, gdyż o jakimkolwiek posłaniu dla niej nikt nie pomyślał. Nadchodziły trzy osoby, dwie lekko odziane w kiepsko wykonanych, najprawdopodobniej syntetycznych butach, trzecia postać chodziła w ciężkim, podkutym obuwiu, wojskowym, albo roboczym. Podeszli do kraty, w którą ktoś uderzył metalowym przedmiotem trzy razy i krzyknął.
- Rah brach bach! Trach bach wach nach!
Taemia nie rozumiała ani słowa, dla niej i dla jej wrażliwego słuchu, wypowiedź brzmiała jak rąbanie drewna, albo jak obrabianie młotkiem stali na kowadle. Bez hełmu, z wbudowanym uniwersalnym translatorem, była bezradna. Udawanie śpiącej nie miało sensu, podniosła więc głowę z kolan i popatrzyła na trzech, stojących przy drzwiach mężczyzn. Dwóch z Ludzi już wcześniej widziała, trzeci, chodzący w wojskowych butach, był od reszty sporo wyższy, potężnie zbudowany i zdecydowanie groźniej wyglądał. Nosił poplamione spodnie moro, skórzaną kurtkę, spod której wyłaniały się jego zarośnięte mięśnie klatki piersiowej. W dłoni trzymał kawałek pręta, nim to dzwonił wcześniej o kratę.
**********************************
.....Fobs odwrócił się do górnika po swojej lewej, wyszczerzył ostre jak szpilki zęby i szturchnął go łokciem tak mocno, że tamten ledwo utrzymał się na nogach.
- Suka nieźle się trzyma co? Można by ją zmiękczyć tą pałą, albo jakąś inną co? Chłopaki? - zarechotał Agitator, chwytając się wymownie za krocze. Górnicy się nie odzywali, mieli wzrok spuszczony na ziemię i najwyraźniej nie podzielali rozbawienia swojego pana. Świst pręta w powietrzu i następujące po nim niemiłe plaśnięcie obudziło obu strażników, a już na pewno tego, który oberwał nim przez policzek.
- Macie rację durnie... - kontynuował monolog Fobs. - ...jeszcze by człowiek jakiego choróbska się nabawił, a po chuj to komu? Dobra, wiedźma siedzi i nic nie knuje, szef będzie zadowolony... o, nie tknęła jedzenia, pieprzona szlachcianka! - syknął przez zaciśnięte zęby Agitator, ponownie uderzając prętem w kratę.
- Jeszcze będziesz błagać, żeby cokolwiek do gęby ci włożyć suko! Zobaczysz! Co! Kol! Wiek!
*******************************
- Bach, blach tach bach! Bach! Tach! Wach! - wydzierał się obleśny Człowiek, machając kawałkiem stali, plując i łypiąc dziko oczami.
Taemia starała się nie okazywać żadnych emocji, nie chciała prowokować tego brudnego barbarzyńcy, zanim dokładnie nie oceni jego potencjału. Mógł być o wiele groźniejszy, niż wskazywało na to jego obycie i ubiór.
W końcu, gdy już ścierpła mu ręka od nieustannego uderzania prętem w kratę, zawołał swoich przybocznych i wszyscy trzej wyszli z więzienia, tym razem jednak zgasili za sobą jedyną lampę, która dotąd cały czas świeciła się pod sufitem.
Ciemności były nieprzyjemne w tym obcym, niegościnnym miejscu. Uczucie dyskomfortu potęgowały dźwięki otoczenia, oraz słaba grawitacja, z którą najwyraźniej generatory Ludzi nie dawały sobie w stu procentach rady. Autarcha nie mogła już zasnąć, samotna, zhańbiona, straciła nieco ze swojej pewności siebie. W jej młode serce zaczął wdzierać się lęk, medytacja pozwalała nad nim zapanować, jednak Taemia zdawała sobie sprawę z tego, że gdy lęk zamieni się w strach, a ten w przerażenie, jej wrażliwy, eldarski umysł pęknie jak mydlana bańka.
Musiała coś wymyślić i to natychmiast.


Witam i zapraszam wszystkich czytaczy, do śledzenia historii, którą napiszemy wspólnie z Człowiekiem.Morze w czasie minikampanii, którą przygotowałem dla jego Eldarów ze Światostatku Iyanden.
Będzie to dla mnie duże wyzwanie, ponieważ z ras warhamerowego uniwersum, o Eldarach wiem najmniej, a na dodatek, Cz.M zażyczył sobie grać aż trzema bohaterami imiennymi, co sprawy nie ułatwia.
Jest i plus tego zamieszania, w ostatnim czasie, nadrobiłem fluff dotyczący starej rasy i tak mnie się spodobało, że nakręciłem się na zbieranie własnej armii Eldarów :D (jedyna, której nie posiadam ze wszystkich czterdziestkowych).

W czasie pisania raportów i opowiadań, będę starał się tłumaczyć z biegu rozmowy Eldarów na nasz, imperialny język ;)
Jak bowiem wiecie, tłumaczenie eldarskiego jest trudne, bo to zaawansowany język, w którym nie tylko słów się używa, ale i gestów. Wiecie na ten przykład, że Eldarzy nie używają kalendarza? Zamiast po naszemu powiedzieć "dziesiątego września spaliło mi się mieszkanie i szlag wszystko trafił" oni mówią i tańczą coś w tym stylu "O świcie, niczym poranne słowiki zaczęły swe serenady, moje domostwo, jak kiedyś pałac śpiewającego w chmurach, odwiedził żywioł, potężny niczym płomienie z gejzerów na szczycie świętej góry i pochłonął całe moje dobro, cały dorobek życia, moje wspomnienia, pamiątki i wszystko co najdroższe, podobnie jak żar samego Khaine'a pochłonął kuźnię boga kowala, w czasie wojny w niebiosach..." i tak jeszcze z piętnaście minut.
Sami więc rozumiecie, że kosztem kunsztu literackiego Eldarów, przyspieszę i ułatwię nam przyswajanie zawartej w opowiadaniach treści ;)

Pierwszy odcinek, mam nadzieję, będzie miał miejsce w ostatnim tygodniu września.
Zapraszam i do przeczytania.

PS. Proszę o powstrzymanie się od idiotycznych komentarzy, lub nie mających kompletnie nic wspólnego z tematem.
Ostatnio zmieniony pt wrz 14, 2018 10:28 pm przez Raziel, łącznie zmieniany 1 raz.
Palić! Mordować! Gwałcić! Rabować!

czlowiek.morze
Posty: 6

Re: "Ścieżki Iyanden" minikampania.

Post#2 » pt wrz 14, 2018 10:26 pm

Jestem szczęściarzem! :D

Awatar użytkownika
Raziel
Posty: 1103

Re: "Ścieżki Iyanden" minikampania.

Post#3 » wt paź 16, 2018 11:45 pm

ODCINEK PIERWSZY "Szturm na Vaxo-10"

.....Yriel rozdzielił swoje siły na trzy grupy, każda z nich, miała oszacować możliwości dostania się niepostrzeżenie do kompleksu przemysłowego, który stanowił jeden wielki, prostokątny budynek, otoczony kilkoma mniejszymi o różnym zastosowaniu.
Nie było widać żadnej straży, w zasadzie niewiele było również śladów jakiejkolwiek bytności ludzi, co zaniepokoiło admirała. Wszystko wskazywało na to, że chaotycy znajdują się wewnątrz kompleksu, a wyeliminowanie ich niepostrzeżenie, będzie bardzo trudnym zadaniem.
.....Cel Eldarów był prosty, odnaleźć żywych członków załóg rozbitych transporterów, lub ich kamienie dusz. Jednak co do sposobu w jaki należało to zrobić, sprawa nie była taka prosta. Wystarczył przedwczesny alarm, a zdesperowani, podli ludzie mogli uśmiercić jeńców i tym samym zaprzepaścić szansę na ich odzyskanie przez Yriela.
.....Admirał wraz z kilkoma wojownikami podeszli od strony zachodniej do wieży, która na swoim zwieńczeniu miała zbudowaną antenę. Było wielce prawdopodobne, że z tego miejsca zagłuszano komunikację na orbicie, a może nawet generowano dziwne zakłócenia, powodujące błędy w oprogramowaniu nawigacyjnym pojazdów.
Druga grupa nadeszła od wschodu, powoli zbliżając się do budynku o najwyraźniej militarnym zastosowaniu, gdyż na jego dachu umieszczono wieżyczkę z pokaźnej wielkości działem.
Ostatnia grupa Eldarów, do której dołączono jedynego ocalałego Wraithguarda, podchodziła do kompleksu od południa, kierując się prosto na bramę wejściową. Niestety, wojownicy musieli wpierw minąć sporej wielkości magazyn o nieznanym zastosowaniu, oraz umieszczone za nim złomowisko, gdzie na drewnianych paletach, przetrzymywano pordzewiałe beczki i kontenery.
Cała placówka, otoczona była polem siłowym, dzięki któremu w jego wnętrzu, można było wytworzyć atmosferę gazową o właściwościach wystarczających ludziom do życia. Mimo to jednak, najprawdopodobniej poza budynkami, trzeba było używać masek gazowych.
.....Eldarzy przeczesywali teren bardzo staranie, jednocześnie dbając o to, by nie wpaść w żadną pułapkę, ani nie wywołać alarmu zbytnią brawurą.
Jednak jak to w życiu bywa, pech lubi takie sytuacje. Południowa grupa, przechodząc obok magazynu, zanotowała na jego dachu obecność kilku osób, które w najlepsze prowadziły ze sobą ożywioną rozmowę. Jeden z nich zaniepokojony jakimś dźwiękiem, wyjrzał na dół zza stalowej barierki i oniemiał z wrażenia. Eldarzy zaatakowali błyskawicznie, kilku z nich wspięło się po drabince na dach, by jak najszybciej unieszkodliwić strażników. Jakież było zdziwienie ich dowódcy, gdy pierwszy z Eldarów, po wejściu na szczyt drabiny wypalił z wyrzutni szurikenów, która się zacięła, a usiłując szybko usunąć zacięcie, potknął się i nieomal wypadł za krawędź budynku.
Chaotycy byli w tak ciężkim szoku na ten widok, że chwilę im zajęło, zanim się pozbierali i rzucili do kontrataku. Jeden z nich, spanikował w końcu i wyskoczył z dachu na glebę, korzystając z faktu, że przyciąganie na asteroidzie było słabe.
Koniec końców udało się zabić kultystów, jednak zanim to się stało, zdążyli narobić hałasu pistoletami. O efekcie zaskoczenia nie było mowy, teraz liczył się tylko czas i pośpiech.
.....Nastawieni bojowo kultyści stanęli w bramie kompleksu dokładnie w tej samej chwili, gdy Yriel z resztą wojowników zamierzali wedrzeć się do środka. Strzelanina w przedsionku zamieniła się w chaotyczną kotłowaninę, szurikeny, promienie laserów i kule z automatów śmigały po korytarzu, odbijając się od ścian i rykoszetując niebezpiecznie. Korzystając z faktu, że ścisk przy bramie był okropny, jeden z akolitów przytaszczył ręczny miotacz ognia i zalał płonącym szlamem całe pomieszczenie.
*************************************
.....Kosta Iluminated chwycił w dłoń swój bolter i zamontowanym pod lufą bagnetem wskazał wyjście z pomieszczenia rozdzielni.
- Mamy towarzystwo! Zająć mi się tym! Brać jeńców jak się da! - demagog miał zmierzwioną grzywę długich, oprószonych siwizną włosów. Ubrany był w stary, imperialny mundur, znoszone, skórzane oficerki i spodnie moro, które pamiętały nie jedno starcie.
Akolici i kultyści chwytali za swoją broń i pędzili przez szerokie drzwi na korytarz, którym szybko przemieszczali się w kierunku sieni. Kosta spojrzał w kąt pomieszczenia, gdzie w wielkiej klatce, przykuty łańcuchami do podłogi siedział ogromny, demoniczny Spawn, podarunek od Lorda Kalloraxa. Czterej akolici, którzy go pilnowali, na znak swojego przywódcy otworzyli kratę i odpięli pętające stopy stwora łańcuchy.
- Wyprowadzić go na korytarz! Nakarmcie go do syta! - wrzeszczał Kosta Iluminated, sam kierując się powoli ku wyjściu.
*************************************
.....Yriel po raz kolejny musiał przykucnąć, gdy grad kul i promienie laserów minęły jego głowę o włos. Walka zdecydowanie nie przebiegała po jego myśli, strat jako takich nie było, ale z dynamicznego i rozstrzygniętego w kilka chwil starcia nic nie wyszło, zamiast tego, w sieni obszernego pomieszczenia, wywiązała się dzika strzelanina. Kultyści padali jeden po drugim, koszeni precyzyjnym ogniem eldarskich katapult, jednak działo się to zbyt wolno.
W pewnym momencie, admirał zobaczył w głębi jednego z korytarzy przemykającą sylwetkę. To była Taemia, odziana w potargane szmaty, starała się zdobyć jakąkolwiek broń i wspomóc swych braci. Yriel miał nadzieję, że wraz z Autarchą, uratowali się inni z poprzedniej misji, niestety, już po chwili usłyszał kanonadę dochodzącą gdzieś z głębi kompleksu i poczuł śmierć swoich.
.....Tymczasem do walki włączył się Spawn. Bestia szybko dorwała się do pierwszych walczących, roztrącając po drodze zarówno swoich, jak i obcych. Potwór był niezwykle wytrzymały, jego cztery długie macki, zakończone kościanymi kolcami, stanowiły niebezpieczną broń i doskonałą obronę zarazem. Dopiero wzmożony wysiłek admirała, Exarchy Avengerów i pomoc kilku innych wojowników doprowadziły do unicestwienia potwora i wysłania go w niebyt Warpu.
W końcu w korytarzu pozostał tylko demagog Kosta Iluminated, oraz szarżujący na niego, wściekli Eldarzy. Chaotyk wystrzelił w nich cały magazynek z boltera i odrzuciwszy nieprzydatną już broń, chwycił za młot bojowy szykując się do ostatecznego starcia.
.....Gdy już głowa fanatyka poturlała się po podłodze, rozchlapując dookoła ciepłą krew, Eldarzy zabrali się za przeczesywanie kolejnych poziomów kompleksu. Napotkali niewielki opór, w większości przypadków natykali się na górników uzbrojonych w kilofy i broń improwizowaną. Poza tym, niewielu z nich miało odwagę w ogóle walczyć, najczęściej ginęli zarzynani jak bydło przez obcych.
Łzy stanęły w ochach Yriela, gdy razem z Exarchą weszli do pomieszczenia, w którym kultyści dokonali egzekucji na kilku Eldarach. W pobliżu nagich ciał nie było pancerzy z kamieniami dusz, a co za tym idzie, dusze nieszczęśników trafiły w łapy Slaanesha. Nigdzie również nie znaleziono pancerzy, ani reszty ciał.
.....Misja nie zakończyła się jednak kompletną klęską, Autarcha Taemia została uratowana. Dziewczyna odmówiła powrotu do floty i chciała jak najszybciej włączyć się do akcji. Yriel nie oponował długo, Autarcha otrzymała pancerz po jednym ze zmarłych Avengerów i wraz z niewielką grupą uderzeniową, ruszyła na orbitujący wokół asteroidy suchy dok. Sam admirał natomiast, wrócił na swój okręt flagowy, by zaplanować kolejną misję.
Kompleks na asteroidzie zaminowano i wysadzono w powietrze, używając do tego znajdujących się na powierzchni pozostałości po wybuchowych pułapkach, reliktów prawdopodobnie jeszcze z czasów konfliktu Imperium z Chaosem w tym rejonie galaktyki.


Obrazek
Yriel w towarzystwie grupki eldarskich wojowników, podchodzą niezauważeni do kompleksu industrialnego, w którym spodziewają się odnaleźć eldarskich jeńców, a przynajmniej ich kamienie dusz.

Obrazek
Kolejna grupa, zbliża się od strony wejścia głównego, na ich drodze stoi spory magazyn.

Obrazek
Na dachy magazynu, trójka kultystów kłoci się na temat najnowszego modelu śmigacza Typhon MK2bis.

Obrazek
Jeden z chaotyków, usłyszawszy niepokojące dźwięki, wygląda za barierkę. Na widok zbliżających się postaci, traci głos.

Obrazek
Eldarzy atakują błyskawicznie, nie chcąc podnieść niepotrzebnego alarmu. Niestety, pierwszy Guardian, który wchodzi na dach, ma zacięcie broni, a na dodatek upada, omal nie zlatując z dachu.

Obrazek
Admirał Yriel i jego skład, omijają ostrożnie pozostałości po imperialnych pułapkach wybuchowych.

Obrazek
Tymczasem Autarcha Taemia, cudem ucieka ze swojej celi i przedziera się na parter kompleksu, nasłuchując głosów strażników z korytarza za drzwiami.

Obrazek
Eldarzy z różnym skutkiem wchodzą do kolejnych, mniejszych budynków. Jeden z nich, zabezpieczony zamkiem elektronicznym, skupia na sobie wielką uwagę obcych. Mechanizm skanowania gałki ocznej świadczy o tym, że budynek może być ważną instalacją militarną.

Obrazek
Spotkanie przy drzwiach, rozpoczyna wystrzał ze strzelby któregoś akolity. Yriel nadziewa go na halabardę i Eldarzy wsypują się do środka.

Obrazek
Akolici i kultyści nadbiegają zw wszystkich kierunków, rozpoczyna się chaotyczna strzelanina. O ataku przez zaskoczenie nie może być już mowy.

Obrazek
Taemia korzystając z zamieszania, ucieka z kryjówki, podnosi broń zabitego człowieka i dołącza do swoich.

Obrazek
Przywódca kultystów, demagog Kosta Iluminated pogania swoich najlepszych wojowników do walki, towarzyszy mu również przerażający Spawn Chaosu.

Obrazek
Taemia z dumnie wypiętą piersią wpada w wir walki, dziewczyna stara się kierować do wyjścia, ale sytuacja wskazuje na to, że mimo zmęczenia, jej pomoc może się okazać niezbędna.

Obrazek
Spawn przypuszcza druzgocący atak, jest wytrzymały i silny, Eldarzy obawiają się, że może kosztować ich sporo strat.

Obrazek
Dopiero ingerencja samego Yriela i Exarchy Avengersów pozwala wspólnym wysiłkiem powalić bestię i zniszczyć jej materialny byt.

Obrazek
Następnie kolej przychodzi na demagoga. Chaotyk walczy zaciekle, ale nie ma szans w obliczu wojowników, walczących od tysięcy lat ze śmieciami takimi jak on.

Obrazek
Kosta Iluminated pada martwy, Eldarzy przeczesują resztę pomieszczeń, natykając się na znikomy opór. Misja niestety kończy się połowicznym sukcesem, uratowano Autarchę Taemię, ale śmierć ponieśli wszyscy pozostali więźniowie.

Zabawa jak zwykle przy takich starciach przednia. Przy okazji przetestowaliśmy zasady nowej Necromundy i muszę niestety przyznać, że pewne jej elementy średnio pasują do epickich starć sławnych herosów z uniwersum czterdziestki. W mechanice trzeba zmienić dosłownie dwie rzeczy, by rozgrywka nabrała odpowiedniej epickości i nie stawała się zabawą w chowanie za miotłą przed każdym wystrzałem.
Mam też nadzieję, że w następnym odcinku będzie równie ciekawie, a Cz.M będzie miał więcej szczęścia, bo w tym jakoś mu nie szło w decydujących sytuacjach... trzej Eldarzy w kompleksie łączności, nie opisałem tego, ale zapamiętam na bank :D
Palić! Mordować! Gwałcić! Rabować!

Awatar użytkownika
Raziel
Posty: 1103

Re: "Ścieżki Iyanden" minikampania.

Post#4 » pt lis 09, 2018 10:43 am

ODCINEK DRUGI "Briezno IV"

.....Briezno IV wisiała na orbicie Vaxo-10 dokładnie nad kopalnią, obsługa suchego doku doskonale więc widziała eksplozję na powierzchni asteroidy.
Dowodzący grupą obrońców doku, agitator Leonid Roczenko oglądał widowisko przez okno w swojej kajucie. Rozkazy zostały już wydane, cały dok stał w gotowości, w każdej chwili można było się spodziewać ataku Eldarów.
.....Ostatni raport od demagoga Kosty Iluminated mówił, że Eldarów jest niewielu, jednak sądząc po efekcie ich działalności na powierzchni, ich liczba nie miała znaczenia, byli śmiertelnie niebezpieczni.
Leonid napisał swój własny raport do czempiona Argana Kalloraxa, informując o kłopotach i korzystając z okazji, że Iluminated najprawdopodobniej już nie żył, całą winę przypisał jemu. Odpowiedzi jak na razie nie było żadnej, Leonid miał jednak nadzieję, że któraś z pobliskich jednostek Chaosu otrzyma w porę odpowiedni rozkaz i przybędą do suchego doku z pomocą.
.....Tymczasem jednak, trzeba było się przygotować. Dok nie dysponował żadną obroną przeciwlotniczą, stare automaty bojowe zostały zniszczone w czasie inwazji Kalloraxa i od tamtej pory, nie było okazji by je naprawić. Obronę wewnątrz stacji, stanowiła garstka kultystów, wspartych kilkoma drużynami byłych gwardzistów, obsługujących cięższą broń. Kluczem do zwycięstwa, było jak najsprawniejsze dowodzenie tymi ludźmi, oraz optymalne rozmieszczenie ich w wąskich korytarzach.
Leonid Roczenko brał udział w zdobywaniu Briezno IV, wiedział więc gdzie są słabe punkty stacji i w pierwszej kolejności postanowił je zabezpieczyć. Miał też jednego asa w rękawie, którego wykorzystanie mogło stać się konieczne, gdyby wróg jednak okazał się zbyt silny. Roczenko wolał jednak nie myśleć aż tak pesymistycznie.
.....Agitator podszedł do swojej małej zbrojowni, szafa była otwarta. Zbroja gwardzisty wisiała na stalowych zaczepach, na napierśniku widać było ślady po brzeszczocie, którym zdarto imperialnego orła. Ślady po kulach i rysy po ciosach ostrymi narzędziami świadczyły, że noszący zbroję nie raz był w tarapatach. Nad pancerzem wisiał hełm, był niestandardowy, pochodził z karawany, którą agitator napadł kilka lat wcześniej. Wtedy, spodobał mu się jego wygląd, a najbardziej piękne rogi umiejscowione po bokach.
Obok, w skórzanej kaburze wisiał laserowy pistolet typu Afirmator MKII, doskonała broń, której wyprodukowano zaledwie jedenaście sztuk. Ostatnim elementem wyposażenia Leonida, była pięść energetyczna, leżąca na podłodze szafy. Na jej widok mężczyzna uśmiechnął się sam do siebie. Doskonale pamiętał wszystkich wrogów, którym rozgniatał czerepy za pomocą tego narzędzia zniszczenia. Nie pozostało nic innego, jak przywdziać ten wysłużony ekwipunek i czekać.
.....Wróg przybył wcześniej niż Leonid się tego spodziewał. Wave Serpent przez chwilę szukał dogodnego miejsca na lądowanie, najwyraźniej Eldarzy szukali łatwego dostępu do wnętrza, nie chcąc się przebijać siłą przez ścianę. Musieli też doskonale zdawać sobie z tego sprawę, że żadna z broni transportera, nie była w stanie przebić się przez pole siłowe, więc proste zestrzelenie stacji z orbity, nie wchodziło w grę. Agitator podejrzewał też, że Eldarzy mogą chcieć zachować dok w całości.
Leonid Roczenko już miał wyjść z kajuty, by zająć swoje stanowisko obronne, gdy na ekranie monitora na jego biurku, zaświeciła się ikona przychodzącej wiadomości. Mężczyzna rzucił szybko okiem na treść przekazu, uśmiechnął się, szczerząc spiłowane zęby i ruszył przez otwarte drzwi w głąb korytarza.
Palić! Mordować! Gwałcić! Rabować!

Awatar użytkownika
Raziel
Posty: 1103

Re: "Ścieżki Iyanden" minikampania.

Post#5 » wt lis 20, 2018 1:34 pm

ODCINEK DRUGI „Wielkie koszty, małych zwycięstw”

.....Taemia od początku miał złe przeczucia odnośnie tej misji, do której jej zdaniem powinno się wykorzystać bardziej wyspecjalizowane jednostki szturmowe.
Stacja połączona z suchym dokiem, składała się z trzech poziomów, z których tylko środkowy nadawał się do zamieszkania i pracy. Pozostałe dwa, były jeszcze w trakcie budowy i bez skafandrów kosmicznych, nie można było w nich przebywać.
.....Eldarzy wylądowali na trzecim poziomie, skąd szybem windy przemysłowej dostali się na drugi. O tym, że w przypadku ich misji nie ma mowy o ataku z zaskoczenia, nie było złudzeń. Co więcej, przygotowany do walki wróg, mógł w każdej chwili zaskoczyć Iyanden, którzy najostrożniej jak się da, stawiali każdy krok.
Korytarz z windy rozświetlony był silnym, żółtawym światłem, przed intruzami pojawiła się pierwsza przeszkoda, w postaci śluzy segmentowej, otwieranej przy pomocy zamka elektronicznego. Chwilę zajęło jednemu z Dire Avenger'ów przełamanie zabezpieczeń, jednak w końcu śluza z sykiem i trzaskiem otworzyła się.
.....Wąski korytarz za ścianą wypełniało błyskające światło czerwonych lamp, gdzieś w głębi kompleksu słychać było wycie syreny alarmowej. Avenger, który otworzył śluzę, przeszedł przez nią jako pierwszy i tylko dzięki swojemu wrodzonemu refleksowi uniknął śmierci. W asyście niewyobrażalnego huku, seria z ciężkiego boltera rozpruła poszycie ściany tuż obok Eldara, który zdążył się cofnąć o krok w ostatniej chwili.
.....Tak oto, zaczęło się ciężkie i żmudne oczyszczanie kolejnych korytarzy. Kultyści, oraz dobrze wyposażeni gwardziści chowali się za załomami ścian, barykadami ze skrzyń i beczek. W korytarzu co chwila eksplodowały granaty odłamkowe Chaotyków, lub plazmowe Eldarów. Każdy przebyty metr, opłacony był krwią jednych albo drugich, legendarna wręcz sprawność i skuteczność eldarskich wojowników, została przyćmiona sprytem i przewagą liczebną przeciwnika.
.....Każde skrzyżowanie korytarzy, było dla Taemii dużym dylematem, nie mogła rozdzielić swojej topniejącej grupy, jednak niezabezpieczenie przejść, mogło się skończyć atakiem na plecy. Jeden z najgorszych momentów pojawił się wtedy, gdy po otwarciu śluzy, Eldarzy zostali przywitani kulą plazmy z działa, obsługiwanego przez serwitora. Cyborg, ulokowany za stertą beczek, wykazywał niesamowitą wytrzymałość i niezłomność, co chwila posyłając w głąb korytarza fioletowe kule śmierci. Taemia nie mogła uwierzyć, że dowodzący dokiem zdecydował się na używanie tak ciężkiej broni na pokładzie wrażliwego kompleksu.
.....Niestety, nie bez strat, Eldarom w końcu udało się zaszarżować gniazdo serwitorów i je wyeliminować, by po chwili dotrzeć do zabezpieczonych drzwi. Otwarcie elektronicznego zamka okazało się bardzo trudnym wyzwaniem dla Avengers'ów, jednak w końcu i ta przeszkoda została pokonana, a Chaotyk pilnujący pomieszczenia komunikacyjnego po drugiej stronie, wyeliminowany. Niestety, Eldarzy nie zwrócili uwagi na treść wiadomości wyświetlającej się na jednym z monitorów. Wiadomość po chwili zniknęła, a wiedza o nadciągającej do stacji korwecie, została tajemnicą.
.....Taemia dał swoim wojownikom chwilę na wytchnienie, musieli uporać się z kolejnym problemem, z polem siłowym, które zagradzało dalszą drogę do reszty kompleksu. W międzyczasie, Eldarzy uciszyli alarm, co spowodowało również wyłączenie oślepiających stroboskopów.
Gdy po kilkunastu minutach pole siłowe dezaktywowano przy jednej z wcześniej napotkanych konsol, walka rozpoczęła się na nowo.
.....Eldarzy mieli dostęp do wczesnych planów budowy stacji i na jej podstawie szacowali, gdzie mogą znajdować się newralgiczne punkty obsługi. Zadaniem Taemii, było dostać się do konsoli, z której można by uaktywnić system autodestrukcji. Według mapy, do sprawdzenia pozostały trzy pomieszczenia, połączone skrzyżowaniem korytarzy.
Za śluzą, którą właśnie hakował jeden z Avengers'ów, Eldarzy słyszeli dźwięk silnika, zastanawiając się, co tym razem przyszykowali dla nich znienawidzeni Chaotycy.
.....Okazało się, że to wbudowany w wózek widłowy serwitor, który za pomocą chwytnego ramienia pojazdu, starał się pochwycić natrętnych intruzów. Na szczęście dla Eldarów, Wraithguard'owi udało się unieruchomić maszynę w bezpiecznej odległości. Misję można było kontynuować.
Krwawe walki wybuchły na nowo, gdy Eldarzy w każdym z pomieszczeń natrafiali na weteranów broniących dostępu do newralgicznych punktów kompleksu. Koniec końców, Taemia znalazła się w centrali dowodzenia i sterowania, której bronił agitator Leonid Roczenko we własnej osobie. Wspierany przez kultystów i dwa serwitory, agitator przemyślnie nie angażował się w walkę z byle kim, czekając na pojawienie się dowódcy intruzów, by jednym, potężnym ciosem zmiażdżyć mu głowę, a z nią, morale napastników. Na szczęście dla Taemii, odziana w zbroję Avengers'a, nie zwracała na siebie uwagi agitatora, który skupił się na Exarchu.
.....Eldarzy musieli się spieszyć, pilot Wave Serpent'a zameldował, że na jego skanerze bliskiego zasięgu pojawił się statek kosmiczny Chaosu. Taemia miała dosłownie kilkanaście minut, by poradzić sobie z rozsierdzonym agitatorem, włamać się do systemu zarządzania stacją i uruchomić program autodestrukcji. Potrzebowała też sporo czasu, by pokonać drogę powrotną do szybu windy i bezpiecznie wsiąść do oczekującego transportera.
.....Kobieta uniknęła mechanicznej pięści serwitora i wbiła w jego gardło zdobyczny miecz. Walczący obok Exarcha, który ciężko już ranny, z trudem parował ciosy agitatora, zdołał w końcu ciąć go przez udo swoją włócznią. Wyjący z bólu Roczenko, odskoczył do tyłu by wyjść na spotkanie szarżującemu go Avengers'owi. Eldar, który również zaopatrzył się w chaotycki miecz, ciął z góry, chcąc zakończyć pojedynek jednym ciosem, tymczasem, agitator przyjął cios na pięść energetyczną, wypalił Eldarowi prosto w twarz z pistoletu laserowego, po czym chwycił głowę oślepionego nieszczęśnika i zgniótł ją jak orzech w imadle.
.....Exarcha dźgnął ponownie przed siebie, zdezorientowany nieco brutalną śmiercią towarzysza. Włócznia ponownie dosięgnęła celu, przebijając pancerz na piersi brodatego Chaotyka.
Leonid Roczenko czuł, że jego koniec się zbliża, postanowił jednak, że jeśli ma zginać, zabierze ze sobą wszystkich. Trzasnął kolbą pistoletu w małe urządzenie na pasie, chwycił pięścią raniącą go włócznię i łamiąc ją wpół, zmniejszył dystans do Exarchy.
Taemia uporałam się z serwitorem i mogła w końcu rzucić się na pomoc Exarchowi, który najwyraźniej znajdował się w tarapatach. Wojowniczka jedno ramię miała niemal całkiem bezwładne, z jej czoła płynęła krew, a postrzelona noga nie pozwalała na wykorzystanie pełni zdolności bojowych Autarchy.
.....Roczenko strzelił z pistoletu w kolano Exarchy, a gdy ten zgiął się w pół, chwytając za zranioną nogę, zdzielił go pancerna pięścią w głowę, odrywając ją od tułowia z nieprzyjemnym plaśnięciem. W tym samym niemal momencie, kobieta walcząca z lewej, doskoczyła do Leonida, wbijając mu sztych poszczerbionego miecza między naramiennik, a napierśnik. Paraliżujący ból, był gorszy jedynie od poczucia porażki, z której agitator zdał sobie sprawę, gdy nie zadziałał wyzwalacz, który przed chwilą uruchomił na pasie.
Do pomieszczenia wparował Wraithguard, konstrukt potrzebował chwili, by zorientować się w sytuacji, po czym uderzył kolbą niesionego działka w głowę Chaotyka.
.....Leonid Roczenko poleciał do tyłu niczym szmaciana lalka, zdobny w bluźniercze ornamenty hełm, spadł z jego głowy i poturlał się po podłodze, a sam agitator z wściekłością zauważył w locie, że umiera.
Czas gonił, Taemia rzuciła okiem na pomieszczenie, którego podłoga usiana była ciałami obcych, oraz jej braci. Tyle ofiar, tyle dzielnych dusz poszło w niebyt tylko po to, by zniszczyć jakiś pieprzony dok. Eldarka szybko dobrała się do konsoli, odszukując potrzebne pliki i z niemałym trudem, pokonując kilka zabezpieczeń, by w końcu ze łzami w oczach zobaczyć na ekranie monitora zmieniające się cyfry, odliczające czas do detonacji.
.....Taemia wyjęła kamienie dusz z pobliskich ciał Eldarów i to samo zrobiła stojącemu nieopodal Wraithguard'owi. Konstrukt nie zdążyłby wrócić na transporter w miarę szybko i tylko opóźniałby ucieczkę Autarchy. Kobieta popędziła korytarzem, sycząc z bólu przy każdym uderzeniu rannej stopy o podłogę. Gdy wygramoliła się w końcu z szybu windy i podbiegła do lewitującego nad nią Wave Serpent'a, kątem oka zobaczyła nadlatującą korwetę Chaosu.
Od statku oddzielił się jakiś mniejszy obiekt, który ruszył w kierunku doku, lecz tego Taemia już nie widziała, padając bez sił na pokładzie transportera, którego rampa zamknęła się z sykiem. Pilot momentalnie poderwał maszynę i ruszył przed siebie włączając dopalacz, jednocześnie przez interkom upewnił się, że jego pasażerka jest cała. Taemia nie była tego pewna, w zasadzie to ledwie żyła i miała wrażenie, że w każdej chwili może stracić przytomność.
Nagle ocknęła się, obudzona panicznym krzykiem pilota. Poczuła potężne uderzenie i zemdlała ponownie, gdy kadłub korwety staranował Serpent'a.
.....Agitator Leonid Roczenko z wdzięcznością przyjął pomoc pochylającego się nad nim wojownika. Szumiało mu w głowie, nie widział na jedno oko i chyba nie był w stanie ruszać kończynami, ale żył. Zanim zemdlał, zawołał tylko by zabrano jego hełm. Kilka chwil później, leżąc w ambulatorium na pokładzie statku Chaotyków, śnił o swojej stacji kosmicznej, wylatującej w powietrze.


Obrazek
Eldarzy schodzą szybem windy na drugi poziom stacji Briezno IV, w głębi kompleksu słychać syreny alarmowe, dalszą drogę zagradza śluza. Po jej otwarciu, Iyanden przekonują się, że to nie będzie łatwa misja, na powitanie dostają serię z heavy boltera.

Obrazek
Choć zagrożenie zostało zneutralizowane, a kultyści wymordowani, nie obyło się bez strat, a to był zaledwie początek.

Obrazek
Z drugą odnogą korytarza poszło łatwiej, ale od huku granatów do dziś boli mnie głowa.

Obrazek
Kolejna śluza pokonana i kolejne gniazdo broni ciężkiej. Używanie takiego kalibru na stacji kosmicznej, świadczyło o wielkiej determinacji Chaotyków, albo ich kompletnym szaleństwie.

Obrazek
Eldarzy dosyć sprawnie załatwiają sprawę autocannona, jednak zbici w gromadkę, stanowią łatwy cel dla granatów.

Obrazek
Kolejny załom korytarza i kolejna zasadzka, dwa na wpół sprawne serwitory ostrzeliwują teren z heavy boltera, wyposażonemu w mechaniczne ramię, udaje się nawet ukatrupić jednego, nieuważnego Eldara.

Obrazek
Po drugiej stronie korytarza podobna sytuacja z tym, że tu serwitory oba były w pełni sprawne i posiadały działo plazmowe.

Obrazek
Autarcha Taemia nieźle musiała się nakombinować, żeby wraz ze swoimi wojownikami poradzić sobie z tym problemem.

Obrazek
W końcu, niestety nie bez strat, Eldarzy eliminują gniazdo broni ciężkiej i upierdliwe serwitory. Siły Iyanden, oraz ich zapasy granatów topnieją.

Obrazek
Centrum łączności, niestety, nim eldarscy hakerzy zdołali sforsować drzwi, operator konsoli zdołał nawiązać kontakt z lecącą w kierunku stacji korwetą. Posiłki Chaosu były w drodze, o czym Eldarzy nie mieli pojęcia.

Obrazek
Kolejny korytarz, kolejna barykada i kolejny fanatyk, dzierżący heavy stubber w dłoniach.

Obrazek
Dla Taemii taki przeciwnik, to żadne wyzwanie, dziewczyna pędzi przed siebie mając dziwne przeczucie, że czas na zrealizowanie misji się kończy.

Obrazek
Centrala sterowania produkcją, obecnie nieczynna, ale zawierająca niespodziankę, w postaci miotacza płomieni. Gdyby nie spryt Exarchy Eldarów, przygoda mogłaby się skończyć w tym miejscu.

Obrazek
Dobrze zaplanowana akcja i Taemia znowu na czele, przeciwnicy mogą jedynie modlić się do swoich bogów, żeby bolało jak najmniej.

Obrazek
Chwila przerwy, dalszą drogę zagradza pole siłowe, aby je dezaktywować, Eldarzy tracą mnóstwo cennego czasu, jednak ciągle nie wiedzą, że ten ich goni. Po drugiej stronie śluzy, serwitor z wózkiem widłowym. Maszyna szybko i sprawnie zostaje wyeliminowana przez Wraithguarda. Drużyna rusza dalej.

Obrazek
Następna barykada, jednak nie obsadzona, Eldarzy, słusznie, spodziewają się kolejnej pułapki.

Obrazek
Wewnątrz pomieszczenia ochrony, trzech weteranów stawia zaciekły opór intruzom. Taemia traci cierpliwość, ta misja przeradza się powoli w szukanie igły w stogu siana, a cenne życia jej braci topnieją z czasem.

Obrazek
W końcu, zarówno cel misji, jak i broniący dostępu do niego agitator Leonid Roczenko zostają namierzeni.

Obrazek
Wywiązuje się bardzo heroiczna i dramatyczna walka. Eldarzy dostają sygnał od pilota czekającego poza stacją w transporterze, o zbliżającej się korwecie Chaotyków. Do Taemii dociera, że aby całe jej poświecenie i jej braci nie poszło na marne, musi jak najszybciej włączyć system autodestrukcji. Przeszkodą jest Roczenko, który walczy zaciekle mimo, że to tylko pomniejszy lider kultu. W śmiertelnym starciu życie tracą wszyscy pozostali Eldarzy, jedynie Taemia zdoła wykonać zadanie w ostatniej chwili i uciec z pokładu stacji Briezno IV. Wraithguard, który ostatecznie pomógł jej pokonać agitatora, spowalniałby ją tylko. Autarcha wyciągając uprzednio kamień dusz z konstrukta, uciekła do transportera, na chwilę przed przybyciem posiłków Chaosu i eksplozją suchego doku.

Kolejny odcinek za nami. Było emocjonująco i co tu dużo gadać, krwawo jak jasna cholera :D
Cz.M nabiera respektu i szybko się uczy, wie już, że nie ma czegoś takiego jak nieśmiertelność, a zbłąkane kule, potrafią zdziałać więcej niż oddział artylerii.
Zapraszam do śledzenia kolejnego odcinka, w którym poznamy dalsze losy młodej Autarchy.
Palić! Mordować! Gwałcić! Rabować!

czlowiek.morze
Posty: 6

Re: "Ścieżki Iyanden" minikampania.

Post#6 » wt lis 20, 2018 8:10 pm

Obudził ja głos silnika. Wpierw było otumanienie, ale szybko wróciła świadomość. W swoim krótkim jak na elfa życiu, przeżyła dużo. Dla niektórych może nawet za dużo.
Miała mętlik w głowie. Wydarzenia z ostatnich dni/tygodni tylko potęgowały to uczucie.
Na krótko pojawila się radość, ze żyje. Ale jak tu się cieszyć skoro przeżyła jako jedyna? Jeszcze w ostatniej chwili wyrywała kamień życia z Wraithguard’a który uratował ja z niewoli. Straciła cały oddział podlegal jej. Jak tu się cieszyć z pomyślnie wykonanej misji, skoro sama ledwo przeżyła?!
Coś tu nie grało... czyżby eldarska duma zaprowadziła ja zbyt daleko? A może to jej przełożeni nie ocenili wystarczająco dobrze ryzyka? Walczyć z takimi oddziałami w wąskich korytarzach to było samobójstwo. To nie mogło się udać... a jadnak, może komuś na złość jej się przeżyć udało.
Wogole kto ja tam wysłał? Yriel? On ja przecież sam uratował z niewoli. Ale z pełna siła idzie w zaparte swych racji.
Kelmon? Jego dawno już nie widziała czy słyszała. Choć to wytrawny dyplomata i mógł wiedzieć coś więcej.
A może to ktoś inny z wielkich eldarskich Phoenix lord’ow? Skoro sam Yriel ja uratował, to czemu nie któryś z nich miał co do niej plany? Ta myśl ja intrygowała, ale i przerażała.
Misja zakończyła się sukcesem, ale czuła ze dopiero zaczyna się prawdziwa gra. I tu nie tylko chodzi o Kalloraxa, jego siły chaosu.
W tym właśnie momencie kamień dusz zdjęty z piersi pancerza Wraithguard’a rozświetlił się intensywną czerwoną barwą.


Dziękuje Razielowi za wspaniała grę,sytuacja napięta przez cała długość misji, a zakończenia godne filmu „Szklana Pułapka” :)

Wróć do „Raporty i fluff”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość