"Ścieżki Iyanden" minikampania.

Opisy waszych bitew. Dyskusja nad światem przedstawionym.
Awatar użytkownika
Raziel
Posty: 1052

"Ścieżki Iyanden" minikampania.

Post#1 » pt wrz 14, 2018 3:44 pm

.....Minęły dwa tygodnie od czasu, gdy książę Yriel, admirał dowodzący flotą Światostatku Iyanden (janden), rozpoczął walkę podjazdową z oddziałami renegata Argana Kalloraxa. Siły Eldarów atakowały zaciekle małymi grupami, najczęściej dochodziło do starć z niewielkimi flotami chaotyków, jednak nie ograniczano się tylko do bitew kosmicznych. Eldarzy przeprowadzali szybkie, destrukcyjne akcje również na powierzchniach księżyców, planet, a także w bazach kosmicznych Kalloraxa, gdzie znajdowały się magazyny, małe fabryki, obozy jenieckie i ośrodki szkoleniowe.
Zazwyczaj precyzyjne uderzenia Eldarów odnosiły druzgocący i demoralizujący skutek, niestety, czasem nie wszystko szło zgodnie z planem.
.....Vaxo-10 była sporej wielkości asteroidą, która dzięki gęstej masie rdzenia, posiadała swoją własną grawitację. Imperium dziesiątki lat temu założyło na niej małą kolonię, która z czasem rozwinęła się do rozmiarów sporej bazy wydobywczej. Asteroida składała się bowiem z kilku cennych pierwiastków, a kilka jej wierzchnich warstw stanowiła skorupa metali przemysłowych. Oczywistym więc było, że Kallorax obsadzi Vaxo-10 i będzie ją drążył dla własnych celów. Asteroida orbitowała wokół gazowego olbrzyma V-9, piątej planety układu, razem z innymi, siedmioma księżycami, na których również znajdowały się placówki renegatów.
.....Natomiast po orbicie samej asteroidy, podążała powoli stacja kosmiczna „Briezno IV” oraz mieszczący się w niej, nieczynny w tej chwili suchy dok.
Zwiad Eldarów doniósł, że chaotycy planują uruchomić dok, jak również postawić kilka dodatkowych modułów, pozwalających budować, a nie tylko naprawiać okręty.
Oczywiście Yriel obrał Vaxo-10 za jeden z priorytetowych celów i wysłał niewielki oddział pod dowództwem Autarch Taemii Quiet Spear, by sabotowała zarówno bazę wydobywczą, jak i sam suchy dok. Niestety, coś poszło nie tak, komunikacja z oddziałem została utracona, nawet seer (widzący/patrzący/przewidujący) ze sztabu dowodzenia księcia, nie był w stanie nawiązać mentalnego połączenia z Autarchą.
.....Yriel postanowił, że nie odda żadnego, eldarskiego życia bez walki, i że nie poświęci żadnego bez sensu.
Wezwał do siebie Exarcha Nauthyela i jego Dire Avengers'ów, którzy wspierani przez oddział Guardian'ów i pięciu Wraithguard'ów mieli czym prędzej udać się na Vaxo-10 z misją ratunkową. Pech jednak nie opuszczał admirała, w drodze na jego okręt flagowy, fregata Exarchy uległa poważnej awarii, w wyniku której Nauthyel został ciężko ranny.
.....Zdesperowany Yriel, mając świadomość, że czas ucieka, wysłał wiadomość na Iyanden, do Farseer Kelmona informując go o tym, że osobiście poprowadzi akcję ratunkowo-dywersyjną.
Zgodnie z przewidywaniami, nieufny wobec admirała Kelmon, wyraził szczerą dezaprobatę w temacie lekkomyślnego postępowania księcia. Farseer nie był jednak w stanie wpłynąć na zmianę decyzji przez Yriela, który siedział już za sterami swojej fregaty klasy Hellebore, w asyście oddziałów nieobecnego Nauthyela.
.....Jeszcze przed lądowaniem transporterów na powierzchni asteroidy wyjaśniło się, dlaczego pierwsza misja nie odniosła sukcesu. Na oświetlonej słońcem stronie asteroidy, widniały dwa wraki Wave Serpent'ów. Wyglądało na to, że uległy katastrofie, lecz nic nie wskazywało na fakt, by zostały zestrzelone. Już po chwili Eldarzy zrozumieli co się stało i tylko dzięki temu, że ostrożnie podchodzili do lądowania, uniknęli rozbicia. W odległości niespełna kilometra od powierzchni asteroidy, w jej polu grawitacyjnym dochodziło do ogromnych wahań pola i turbulencji. Przyrządy nawigacyjne zaczynały wariować, a piloci musieli zdać się tylko i wyłącznie na swoją intuicję oraz umiejętności ręcznego pilotażu.
.....Pech nadal towarzyszył Yrielowi, jeden z jego Serpent'ów rozbił się, z katastrofy wyszedł cało tylko jeden, z piątki Wraithguard'ów.
Misja jednak trwała nadal, Eldarzy szybko dostosowali się do nieco słabego przyciągania, w głównej mierze dzięki zaawansowanym systemom, zainstalowanym w ich pancerzach. Dotarli jak dotąd niepostrzeżenie, pod ściany jednego z kompleksów przemysłowych i rozpoczęli skanowanie okolicy, w poszukiwaniu najlepszego miejsca do przypuszczenia szturmu.
**********************************
.....Taemia Quite Spear, siedziała zamknięta w betonowym pomieszczeniu, które zostało zaadaptowane do roli celi, wcześniej będąc częścią najprawdopodobniej jakiegoś magazynu. Ściany dzielące celę z innymi, były postawione niedawno, o czym świadczyły mokre plamy w miejscu łączenia pustaków. Drzwi, stanowiła krata wykonana z pospawanych ze sobą kątowników, zamknięta na prostą kłódkę, zamocowaną na wbitym w ścianę stalowym skoblu.
Autarcha w ciągu ostatnich kilkunastu godzin, wypróbowała wiele sposobów na ucieczkę, niestety, bez sporej siły fizycznej, żaden z nich nie gwarantował sukcesu. Kobieta miała plan, jednak aby się powiódł, musiała w jakiś sposób zdobyć klucz do kłódki, lub przynajmniej coś ostrego i twardego, by spróbować ją rozbroić.
.....Jak do tej pory, odwiedziło ją dwóch Ludzi, najwyraźniej byli to górnicy, którzy pod presją chaotyków, postanowili służyć renegatom. Podali jej miskę z jakąś śmierdzącą substancją, która miała stanowić zarówno posiłek, jak i napój. Nie odzywali się do niej, nie rozmawiali nawet ze sobą, nie patrzyli jej w oczy i po podaniu jej jedzenia, czym prędzej wyszli z prowizorycznego więzienia.
Ktoś najwyraźniej dokładnie ich poinstruował, jak mają się zachowywać w obliczu Eldarów, którzy wedle pogłosek, potrafili zniszczyć umysł wzrokiem, lub choćby podpalić ubranie.
.....Obce jej były losy reszty drużyny bojowej, zaraz po rozbiciu o powierzchnię, straciła przytomność. Następne co pamiętała, to hałas robiony przez wspomnianą dwójkę, gdy wsuwali jej miskę pod kratą. Była niemal całkiem naga, jakimś cudem zdjęto z niej pancerz, co mógł uczynić tylko ktoś obeznany z techniką jego zakładania i działania, zabrano jej też bieliznę, najprawdopodobniej dokładnie przeszukano, a na koniec odziano w coś na kształt szerokiego, długiego do kolan worka z wyciętymi otworami na ramiona. Materiał, z którego ów więzienny kostium był wykonany, był syntetyczny, nie dawał ciepła, jedynie osłaniał przed odrapaniami i izolował od brudu pokrywającego całe pomieszczenie.
.....Mijały godziny, Taemia usiłowała czuwać, jednak zmęczenie dawało jej się we znaki, głowa leciała jej na bok, nawet głęboka medytacja nie pomagała.
Obudził ją szmer, nie otworzyła oczu, udając, że śpi oparta o ścianę, gdyż o jakimkolwiek posłaniu dla niej nikt nie pomyślał. Nadchodziły trzy osoby, dwie lekko odziane w kiepsko wykonanych, najprawdopodobniej syntetycznych butach, trzecia postać chodziła w ciężkim, podkutym obuwiu, wojskowym, albo roboczym. Podeszli do kraty, w którą ktoś uderzył metalowym przedmiotem trzy razy i krzyknął.
- Rah brach bach! Trach bach wach nach!
Taemia nie rozumiała ani słowa, dla niej i dla jej wrażliwego słuchu, wypowiedź brzmiała jak rąbanie drewna, albo jak obrabianie młotkiem stali na kowadle. Bez hełmu, z wbudowanym uniwersalnym translatorem, była bezradna. Udawanie śpiącej nie miało sensu, podniosła więc głowę z kolan i popatrzyła na trzech, stojących przy drzwiach mężczyzn. Dwóch z Ludzi już wcześniej widziała, trzeci, chodzący w wojskowych butach, był od reszty sporo wyższy, potężnie zbudowany i zdecydowanie groźniej wyglądał. Nosił poplamione spodnie moro, skórzaną kurtkę, spod której wyłaniały się jego zarośnięte mięśnie klatki piersiowej. W dłoni trzymał kawałek pręta, nim to dzwonił wcześniej o kratę.
**********************************
.....Fobs odwrócił się do górnika po swojej lewej, wyszczerzył ostre jak szpilki zęby i szturchnął go łokciem tak mocno, że tamten ledwo utrzymał się na nogach.
- Suka nieźle się trzyma co? Można by ją zmiękczyć tą pałą, albo jakąś inną co? Chłopaki? - zarechotał Agitator, chwytając się wymownie za krocze. Górnicy się nie odzywali, mieli wzrok spuszczony na ziemię i najwyraźniej nie podzielali rozbawienia swojego pana. Świst pręta w powietrzu i następujące po nim niemiłe plaśnięcie obudziło obu strażników, a już na pewno tego, który oberwał nim przez policzek.
- Macie rację durnie... - kontynuował monolog Fobs. - ...jeszcze by człowiek jakiego choróbska się nabawił, a po chuj to komu? Dobra, wiedźma siedzi i nic nie knuje, szef będzie zadowolony... o, nie tknęła jedzenia, pieprzona szlachcianka! - syknął przez zaciśnięte zęby Agitator, ponownie uderzając prętem w kratę.
- Jeszcze będziesz błagać, żeby cokolwiek do gęby ci włożyć suko! Zobaczysz! Co! Kol! Wiek!
*******************************
- Bach, blach tach bach! Bach! Tach! Wach! - wydzierał się obleśny Człowiek, machając kawałkiem stali, plując i łypiąc dziko oczami.
Taemia starała się nie okazywać żadnych emocji, nie chciała prowokować tego brudnego barbarzyńcy, zanim dokładnie nie oceni jego potencjału. Mógł być o wiele groźniejszy, niż wskazywało na to jego obycie i ubiór.
W końcu, gdy już ścierpła mu ręka od nieustannego uderzania prętem w kratę, zawołał swoich przybocznych i wszyscy trzej wyszli z więzienia, tym razem jednak zgasili za sobą jedyną lampę, która dotąd cały czas świeciła się pod sufitem.
Ciemności były nieprzyjemne w tym obcym, niegościnnym miejscu. Uczucie dyskomfortu potęgowały dźwięki otoczenia, oraz słaba grawitacja, z którą najwyraźniej generatory Ludzi nie dawały sobie w stu procentach rady. Autarcha nie mogła już zasnąć, samotna, zhańbiona, straciła nieco ze swojej pewności siebie. W jej młode serce zaczął wdzierać się lęk, medytacja pozwalała nad nim zapanować, jednak Taemia zdawała sobie sprawę z tego, że gdy lęk zamieni się w strach, a ten w przerażenie, jej wrażliwy, eldarski umysł pęknie jak mydlana bańka.
Musiała coś wymyślić i to natychmiast.


Witam i zapraszam wszystkich czytaczy, do śledzenia historii, którą napiszemy wspólnie z Człowiekiem.Morze w czasie minikampanii, którą przygotowałem dla jego Eldarów ze Światostatku Iyanden.
Będzie to dla mnie duże wyzwanie, ponieważ z ras warhamerowego uniwersum, o Eldarach wiem najmniej, a na dodatek, Cz.M zażyczył sobie grać aż trzema bohaterami imiennymi, co sprawy nie ułatwia.
Jest i plus tego zamieszania, w ostatnim czasie, nadrobiłem fluff dotyczący starej rasy i tak mnie się spodobało, że nakręciłem się na zbieranie własnej armii Eldarów :D (jedyna, której nie posiadam ze wszystkich czterdziestkowych).

W czasie pisania raportów i opowiadań, będę starał się tłumaczyć z biegu rozmowy Eldarów na nasz, imperialny język ;)
Jak bowiem wiecie, tłumaczenie eldarskiego jest trudne, bo to zaawansowany język, w którym nie tylko słów się używa, ale i gestów. Wiecie na ten przykład, że Eldarzy nie używają kalendarza? Zamiast po naszemu powiedzieć "dziesiątego września spaliło mi się mieszkanie i szlag wszystko trafił" oni mówią i tańczą coś w tym stylu "O świcie, niczym poranne słowiki zaczęły swe serenady, moje domostwo, jak kiedyś pałac śpiewającego w chmurach, odwiedził żywioł, potężny niczym płomienie z gejzerów na szczycie świętej góry i pochłonął całe moje dobro, cały dorobek życia, moje wspomnienia, pamiątki i wszystko co najdroższe, podobnie jak żar samego Khaine'a pochłonął kuźnię boga kowala, w czasie wojny w niebiosach..." i tak jeszcze z piętnaście minut.
Sami więc rozumiecie, że kosztem kunsztu literackiego Eldarów, przyspieszę i ułatwię nam przyswajanie zawartej w opowiadaniach treści ;)

Pierwszy odcinek, mam nadzieję, będzie miał miejsce w ostatnim tygodniu września.
Zapraszam i do przeczytania.

PS. Proszę o powstrzymanie się od idiotycznych komentarzy, lub nie mających kompletnie nic wspólnego z tematem.
Ostatnio zmieniony pt wrz 14, 2018 10:28 pm przez Raziel, łącznie zmieniany 1 raz.
Palić! Mordować! Gwałcić! Rabować!

czlowiek.morze
Posty: 1

Re: "Ścieżki Iyanden" minikampania.

Post#2 » pt wrz 14, 2018 10:26 pm

Jestem szczęściarzem! :D

Wróć do „Raporty i fluff”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość