"Ścieżki Iyanden" minikampania.

Opisy waszych bitew. Dyskusja nad światem przedstawionym.
Awatar użytkownika
Raziel
Posty: 1181

"Ścieżki Iyanden" minikampania.

Post#1 » pt wrz 14, 2018 3:44 pm

.....Minęły dwa tygodnie od czasu, gdy książę Yriel, admirał dowodzący flotą Światostatku Iyanden (janden), rozpoczął walkę podjazdową z oddziałami renegata Argana Kalloraxa. Siły Eldarów atakowały zaciekle małymi grupami, najczęściej dochodziło do starć z niewielkimi flotami chaotyków, jednak nie ograniczano się tylko do bitew kosmicznych. Eldarzy przeprowadzali szybkie, destrukcyjne akcje również na powierzchniach księżyców, planet, a także w bazach kosmicznych Kalloraxa, gdzie znajdowały się magazyny, małe fabryki, obozy jenieckie i ośrodki szkoleniowe.
Zazwyczaj precyzyjne uderzenia Eldarów odnosiły druzgocący i demoralizujący skutek, niestety, czasem nie wszystko szło zgodnie z planem.
.....Vaxo-10 była sporej wielkości asteroidą, która dzięki gęstej masie rdzenia, posiadała swoją własną grawitację. Imperium dziesiątki lat temu założyło na niej małą kolonię, która z czasem rozwinęła się do rozmiarów sporej bazy wydobywczej. Asteroida składała się bowiem z kilku cennych pierwiastków, a kilka jej wierzchnich warstw stanowiła skorupa metali przemysłowych. Oczywistym więc było, że Kallorax obsadzi Vaxo-10 i będzie ją drążył dla własnych celów. Asteroida orbitowała wokół gazowego olbrzyma V-9, piątej planety układu, razem z innymi, siedmioma księżycami, na których również znajdowały się placówki renegatów.
.....Natomiast po orbicie samej asteroidy, podążała powoli stacja kosmiczna „Briezno IV” oraz mieszczący się w niej, nieczynny w tej chwili suchy dok.
Zwiad Eldarów doniósł, że chaotycy planują uruchomić dok, jak również postawić kilka dodatkowych modułów, pozwalających budować, a nie tylko naprawiać okręty.
Oczywiście Yriel obrał Vaxo-10 za jeden z priorytetowych celów i wysłał niewielki oddział pod dowództwem Autarch Taemii Quiet Spear, by sabotowała zarówno bazę wydobywczą, jak i sam suchy dok. Niestety, coś poszło nie tak, komunikacja z oddziałem została utracona, nawet seer (widzący/patrzący/przewidujący) ze sztabu dowodzenia księcia, nie był w stanie nawiązać mentalnego połączenia z Autarchą.
.....Yriel postanowił, że nie odda żadnego, eldarskiego życia bez walki, i że nie poświęci żadnego bez sensu.
Wezwał do siebie Exarcha Nauthyela i jego Dire Avengers'ów, którzy wspierani przez oddział Guardian'ów i pięciu Wraithguard'ów mieli czym prędzej udać się na Vaxo-10 z misją ratunkową. Pech jednak nie opuszczał admirała, w drodze na jego okręt flagowy, fregata Exarchy uległa poważnej awarii, w wyniku której Nauthyel został ciężko ranny.
.....Zdesperowany Yriel, mając świadomość, że czas ucieka, wysłał wiadomość na Iyanden, do Farseer Kelmona informując go o tym, że osobiście poprowadzi akcję ratunkowo-dywersyjną.
Zgodnie z przewidywaniami, nieufny wobec admirała Kelmon, wyraził szczerą dezaprobatę w temacie lekkomyślnego postępowania księcia. Farseer nie był jednak w stanie wpłynąć na zmianę decyzji przez Yriela, który siedział już za sterami swojej fregaty klasy Hellebore, w asyście oddziałów nieobecnego Nauthyela.
.....Jeszcze przed lądowaniem transporterów na powierzchni asteroidy wyjaśniło się, dlaczego pierwsza misja nie odniosła sukcesu. Na oświetlonej słońcem stronie asteroidy, widniały dwa wraki Wave Serpent'ów. Wyglądało na to, że uległy katastrofie, lecz nic nie wskazywało na fakt, by zostały zestrzelone. Już po chwili Eldarzy zrozumieli co się stało i tylko dzięki temu, że ostrożnie podchodzili do lądowania, uniknęli rozbicia. W odległości niespełna kilometra od powierzchni asteroidy, w jej polu grawitacyjnym dochodziło do ogromnych wahań pola i turbulencji. Przyrządy nawigacyjne zaczynały wariować, a piloci musieli zdać się tylko i wyłącznie na swoją intuicję oraz umiejętności ręcznego pilotażu.
.....Pech nadal towarzyszył Yrielowi, jeden z jego Serpent'ów rozbił się, z katastrofy wyszedł cało tylko jeden, z piątki Wraithguard'ów.
Misja jednak trwała nadal, Eldarzy szybko dostosowali się do nieco słabego przyciągania, w głównej mierze dzięki zaawansowanym systemom, zainstalowanym w ich pancerzach. Dotarli jak dotąd niepostrzeżenie, pod ściany jednego z kompleksów przemysłowych i rozpoczęli skanowanie okolicy, w poszukiwaniu najlepszego miejsca do przypuszczenia szturmu.
**********************************
.....Taemia Quite Spear, siedziała zamknięta w betonowym pomieszczeniu, które zostało zaadaptowane do roli celi, wcześniej będąc częścią najprawdopodobniej jakiegoś magazynu. Ściany dzielące celę z innymi, były postawione niedawno, o czym świadczyły mokre plamy w miejscu łączenia pustaków. Drzwi, stanowiła krata wykonana z pospawanych ze sobą kątowników, zamknięta na prostą kłódkę, zamocowaną na wbitym w ścianę stalowym skoblu.
Autarcha w ciągu ostatnich kilkunastu godzin, wypróbowała wiele sposobów na ucieczkę, niestety, bez sporej siły fizycznej, żaden z nich nie gwarantował sukcesu. Kobieta miała plan, jednak aby się powiódł, musiała w jakiś sposób zdobyć klucz do kłódki, lub przynajmniej coś ostrego i twardego, by spróbować ją rozbroić.
.....Jak do tej pory, odwiedziło ją dwóch Ludzi, najwyraźniej byli to górnicy, którzy pod presją chaotyków, postanowili służyć renegatom. Podali jej miskę z jakąś śmierdzącą substancją, która miała stanowić zarówno posiłek, jak i napój. Nie odzywali się do niej, nie rozmawiali nawet ze sobą, nie patrzyli jej w oczy i po podaniu jej jedzenia, czym prędzej wyszli z prowizorycznego więzienia.
Ktoś najwyraźniej dokładnie ich poinstruował, jak mają się zachowywać w obliczu Eldarów, którzy wedle pogłosek, potrafili zniszczyć umysł wzrokiem, lub choćby podpalić ubranie.
.....Obce jej były losy reszty drużyny bojowej, zaraz po rozbiciu o powierzchnię, straciła przytomność. Następne co pamiętała, to hałas robiony przez wspomnianą dwójkę, gdy wsuwali jej miskę pod kratą. Była niemal całkiem naga, jakimś cudem zdjęto z niej pancerz, co mógł uczynić tylko ktoś obeznany z techniką jego zakładania i działania, zabrano jej też bieliznę, najprawdopodobniej dokładnie przeszukano, a na koniec odziano w coś na kształt szerokiego, długiego do kolan worka z wyciętymi otworami na ramiona. Materiał, z którego ów więzienny kostium był wykonany, był syntetyczny, nie dawał ciepła, jedynie osłaniał przed odrapaniami i izolował od brudu pokrywającego całe pomieszczenie.
.....Mijały godziny, Taemia usiłowała czuwać, jednak zmęczenie dawało jej się we znaki, głowa leciała jej na bok, nawet głęboka medytacja nie pomagała.
Obudził ją szmer, nie otworzyła oczu, udając, że śpi oparta o ścianę, gdyż o jakimkolwiek posłaniu dla niej nikt nie pomyślał. Nadchodziły trzy osoby, dwie lekko odziane w kiepsko wykonanych, najprawdopodobniej syntetycznych butach, trzecia postać chodziła w ciężkim, podkutym obuwiu, wojskowym, albo roboczym. Podeszli do kraty, w którą ktoś uderzył metalowym przedmiotem trzy razy i krzyknął.
- Rah brach bach! Trach bach wach nach!
Taemia nie rozumiała ani słowa, dla niej i dla jej wrażliwego słuchu, wypowiedź brzmiała jak rąbanie drewna, albo jak obrabianie młotkiem stali na kowadle. Bez hełmu, z wbudowanym uniwersalnym translatorem, była bezradna. Udawanie śpiącej nie miało sensu, podniosła więc głowę z kolan i popatrzyła na trzech, stojących przy drzwiach mężczyzn. Dwóch z Ludzi już wcześniej widziała, trzeci, chodzący w wojskowych butach, był od reszty sporo wyższy, potężnie zbudowany i zdecydowanie groźniej wyglądał. Nosił poplamione spodnie moro, skórzaną kurtkę, spod której wyłaniały się jego zarośnięte mięśnie klatki piersiowej. W dłoni trzymał kawałek pręta, nim to dzwonił wcześniej o kratę.
**********************************
.....Fobs odwrócił się do górnika po swojej lewej, wyszczerzył ostre jak szpilki zęby i szturchnął go łokciem tak mocno, że tamten ledwo utrzymał się na nogach.
- Suka nieźle się trzyma co? Można by ją zmiękczyć tą pałą, albo jakąś inną co? Chłopaki? - zarechotał Agitator, chwytając się wymownie za krocze. Górnicy się nie odzywali, mieli wzrok spuszczony na ziemię i najwyraźniej nie podzielali rozbawienia swojego pana. Świst pręta w powietrzu i następujące po nim niemiłe plaśnięcie obudziło obu strażników, a już na pewno tego, który oberwał nim przez policzek.
- Macie rację durnie... - kontynuował monolog Fobs. - ...jeszcze by człowiek jakiego choróbska się nabawił, a po chuj to komu? Dobra, wiedźma siedzi i nic nie knuje, szef będzie zadowolony... o, nie tknęła jedzenia, pieprzona szlachcianka! - syknął przez zaciśnięte zęby Agitator, ponownie uderzając prętem w kratę.
- Jeszcze będziesz błagać, żeby cokolwiek do gęby ci włożyć suko! Zobaczysz! Co! Kol! Wiek!
*******************************
- Bach, blach tach bach! Bach! Tach! Wach! - wydzierał się obleśny Człowiek, machając kawałkiem stali, plując i łypiąc dziko oczami.
Taemia starała się nie okazywać żadnych emocji, nie chciała prowokować tego brudnego barbarzyńcy, zanim dokładnie nie oceni jego potencjału. Mógł być o wiele groźniejszy, niż wskazywało na to jego obycie i ubiór.
W końcu, gdy już ścierpła mu ręka od nieustannego uderzania prętem w kratę, zawołał swoich przybocznych i wszyscy trzej wyszli z więzienia, tym razem jednak zgasili za sobą jedyną lampę, która dotąd cały czas świeciła się pod sufitem.
Ciemności były nieprzyjemne w tym obcym, niegościnnym miejscu. Uczucie dyskomfortu potęgowały dźwięki otoczenia, oraz słaba grawitacja, z którą najwyraźniej generatory Ludzi nie dawały sobie w stu procentach rady. Autarcha nie mogła już zasnąć, samotna, zhańbiona, straciła nieco ze swojej pewności siebie. W jej młode serce zaczął wdzierać się lęk, medytacja pozwalała nad nim zapanować, jednak Taemia zdawała sobie sprawę z tego, że gdy lęk zamieni się w strach, a ten w przerażenie, jej wrażliwy, eldarski umysł pęknie jak mydlana bańka.
Musiała coś wymyślić i to natychmiast.


Witam i zapraszam wszystkich czytaczy, do śledzenia historii, którą napiszemy wspólnie z Człowiekiem.Morze w czasie minikampanii, którą przygotowałem dla jego Eldarów ze Światostatku Iyanden.
Będzie to dla mnie duże wyzwanie, ponieważ z ras warhamerowego uniwersum, o Eldarach wiem najmniej, a na dodatek, Cz.M zażyczył sobie grać aż trzema bohaterami imiennymi, co sprawy nie ułatwia.
Jest i plus tego zamieszania, w ostatnim czasie, nadrobiłem fluff dotyczący starej rasy i tak mnie się spodobało, że nakręciłem się na zbieranie własnej armii Eldarów :D (jedyna, której nie posiadam ze wszystkich czterdziestkowych).

W czasie pisania raportów i opowiadań, będę starał się tłumaczyć z biegu rozmowy Eldarów na nasz, imperialny język ;)
Jak bowiem wiecie, tłumaczenie eldarskiego jest trudne, bo to zaawansowany język, w którym nie tylko słów się używa, ale i gestów. Wiecie na ten przykład, że Eldarzy nie używają kalendarza? Zamiast po naszemu powiedzieć "dziesiątego września spaliło mi się mieszkanie i szlag wszystko trafił" oni mówią i tańczą coś w tym stylu "O świcie, niczym poranne słowiki zaczęły swe serenady, moje domostwo, jak kiedyś pałac śpiewającego w chmurach, odwiedził żywioł, potężny niczym płomienie z gejzerów na szczycie świętej góry i pochłonął całe moje dobro, cały dorobek życia, moje wspomnienia, pamiątki i wszystko co najdroższe, podobnie jak żar samego Khaine'a pochłonął kuźnię boga kowala, w czasie wojny w niebiosach..." i tak jeszcze z piętnaście minut.
Sami więc rozumiecie, że kosztem kunsztu literackiego Eldarów, przyspieszę i ułatwię nam przyswajanie zawartej w opowiadaniach treści ;)

Pierwszy odcinek, mam nadzieję, będzie miał miejsce w ostatnim tygodniu września.
Zapraszam i do przeczytania.

PS. Proszę o powstrzymanie się od idiotycznych komentarzy, lub nie mających kompletnie nic wspólnego z tematem.
Ostatnio zmieniony pt wrz 14, 2018 10:28 pm przez Raziel, łącznie zmieniany 1 raz.
Palić! Mordować! Gwałcić! Rabować!

czlowiek.morze
Posty: 23

Re: "Ścieżki Iyanden" minikampania.

Post#2 » pt wrz 14, 2018 10:26 pm

Jestem szczęściarzem! :D

Awatar użytkownika
Raziel
Posty: 1181

Re: "Ścieżki Iyanden" minikampania.

Post#3 » wt paź 16, 2018 11:45 pm

ODCINEK PIERWSZY "Szturm na Vaxo-10"

.....Yriel rozdzielił swoje siły na trzy grupy, każda z nich, miała oszacować możliwości dostania się niepostrzeżenie do kompleksu przemysłowego, który stanowił jeden wielki, prostokątny budynek, otoczony kilkoma mniejszymi o różnym zastosowaniu.
Nie było widać żadnej straży, w zasadzie niewiele było również śladów jakiejkolwiek bytności ludzi, co zaniepokoiło admirała. Wszystko wskazywało na to, że chaotycy znajdują się wewnątrz kompleksu, a wyeliminowanie ich niepostrzeżenie, będzie bardzo trudnym zadaniem.
.....Cel Eldarów był prosty, odnaleźć żywych członków załóg rozbitych transporterów, lub ich kamienie dusz. Jednak co do sposobu w jaki należało to zrobić, sprawa nie była taka prosta. Wystarczył przedwczesny alarm, a zdesperowani, podli ludzie mogli uśmiercić jeńców i tym samym zaprzepaścić szansę na ich odzyskanie przez Yriela.
.....Admirał wraz z kilkoma wojownikami podeszli od strony zachodniej do wieży, która na swoim zwieńczeniu miała zbudowaną antenę. Było wielce prawdopodobne, że z tego miejsca zagłuszano komunikację na orbicie, a może nawet generowano dziwne zakłócenia, powodujące błędy w oprogramowaniu nawigacyjnym pojazdów.
Druga grupa nadeszła od wschodu, powoli zbliżając się do budynku o najwyraźniej militarnym zastosowaniu, gdyż na jego dachu umieszczono wieżyczkę z pokaźnej wielkości działem.
Ostatnia grupa Eldarów, do której dołączono jedynego ocalałego Wraithguarda, podchodziła do kompleksu od południa, kierując się prosto na bramę wejściową. Niestety, wojownicy musieli wpierw minąć sporej wielkości magazyn o nieznanym zastosowaniu, oraz umieszczone za nim złomowisko, gdzie na drewnianych paletach, przetrzymywano pordzewiałe beczki i kontenery.
Cała placówka, otoczona była polem siłowym, dzięki któremu w jego wnętrzu, można było wytworzyć atmosferę gazową o właściwościach wystarczających ludziom do życia. Mimo to jednak, najprawdopodobniej poza budynkami, trzeba było używać masek gazowych.
.....Eldarzy przeczesywali teren bardzo staranie, jednocześnie dbając o to, by nie wpaść w żadną pułapkę, ani nie wywołać alarmu zbytnią brawurą.
Jednak jak to w życiu bywa, pech lubi takie sytuacje. Południowa grupa, przechodząc obok magazynu, zanotowała na jego dachu obecność kilku osób, które w najlepsze prowadziły ze sobą ożywioną rozmowę. Jeden z nich zaniepokojony jakimś dźwiękiem, wyjrzał na dół zza stalowej barierki i oniemiał z wrażenia. Eldarzy zaatakowali błyskawicznie, kilku z nich wspięło się po drabince na dach, by jak najszybciej unieszkodliwić strażników. Jakież było zdziwienie ich dowódcy, gdy pierwszy z Eldarów, po wejściu na szczyt drabiny wypalił z wyrzutni szurikenów, która się zacięła, a usiłując szybko usunąć zacięcie, potknął się i nieomal wypadł za krawędź budynku.
Chaotycy byli w tak ciężkim szoku na ten widok, że chwilę im zajęło, zanim się pozbierali i rzucili do kontrataku. Jeden z nich, spanikował w końcu i wyskoczył z dachu na glebę, korzystając z faktu, że przyciąganie na asteroidzie było słabe.
Koniec końców udało się zabić kultystów, jednak zanim to się stało, zdążyli narobić hałasu pistoletami. O efekcie zaskoczenia nie było mowy, teraz liczył się tylko czas i pośpiech.
.....Nastawieni bojowo kultyści stanęli w bramie kompleksu dokładnie w tej samej chwili, gdy Yriel z resztą wojowników zamierzali wedrzeć się do środka. Strzelanina w przedsionku zamieniła się w chaotyczną kotłowaninę, szurikeny, promienie laserów i kule z automatów śmigały po korytarzu, odbijając się od ścian i rykoszetując niebezpiecznie. Korzystając z faktu, że ścisk przy bramie był okropny, jeden z akolitów przytaszczył ręczny miotacz ognia i zalał płonącym szlamem całe pomieszczenie.
*************************************
.....Kosta Iluminated chwycił w dłoń swój bolter i zamontowanym pod lufą bagnetem wskazał wyjście z pomieszczenia rozdzielni.
- Mamy towarzystwo! Zająć mi się tym! Brać jeńców jak się da! - demagog miał zmierzwioną grzywę długich, oprószonych siwizną włosów. Ubrany był w stary, imperialny mundur, znoszone, skórzane oficerki i spodnie moro, które pamiętały nie jedno starcie.
Akolici i kultyści chwytali za swoją broń i pędzili przez szerokie drzwi na korytarz, którym szybko przemieszczali się w kierunku sieni. Kosta spojrzał w kąt pomieszczenia, gdzie w wielkiej klatce, przykuty łańcuchami do podłogi siedział ogromny, demoniczny Spawn, podarunek od Lorda Kalloraxa. Czterej akolici, którzy go pilnowali, na znak swojego przywódcy otworzyli kratę i odpięli pętające stopy stwora łańcuchy.
- Wyprowadzić go na korytarz! Nakarmcie go do syta! - wrzeszczał Kosta Iluminated, sam kierując się powoli ku wyjściu.
*************************************
.....Yriel po raz kolejny musiał przykucnąć, gdy grad kul i promienie laserów minęły jego głowę o włos. Walka zdecydowanie nie przebiegała po jego myśli, strat jako takich nie było, ale z dynamicznego i rozstrzygniętego w kilka chwil starcia nic nie wyszło, zamiast tego, w sieni obszernego pomieszczenia, wywiązała się dzika strzelanina. Kultyści padali jeden po drugim, koszeni precyzyjnym ogniem eldarskich katapult, jednak działo się to zbyt wolno.
W pewnym momencie, admirał zobaczył w głębi jednego z korytarzy przemykającą sylwetkę. To była Taemia, odziana w potargane szmaty, starała się zdobyć jakąkolwiek broń i wspomóc swych braci. Yriel miał nadzieję, że wraz z Autarchą, uratowali się inni z poprzedniej misji, niestety, już po chwili usłyszał kanonadę dochodzącą gdzieś z głębi kompleksu i poczuł śmierć swoich.
.....Tymczasem do walki włączył się Spawn. Bestia szybko dorwała się do pierwszych walczących, roztrącając po drodze zarówno swoich, jak i obcych. Potwór był niezwykle wytrzymały, jego cztery długie macki, zakończone kościanymi kolcami, stanowiły niebezpieczną broń i doskonałą obronę zarazem. Dopiero wzmożony wysiłek admirała, Exarchy Avengerów i pomoc kilku innych wojowników doprowadziły do unicestwienia potwora i wysłania go w niebyt Warpu.
W końcu w korytarzu pozostał tylko demagog Kosta Iluminated, oraz szarżujący na niego, wściekli Eldarzy. Chaotyk wystrzelił w nich cały magazynek z boltera i odrzuciwszy nieprzydatną już broń, chwycił za młot bojowy szykując się do ostatecznego starcia.
.....Gdy już głowa fanatyka poturlała się po podłodze, rozchlapując dookoła ciepłą krew, Eldarzy zabrali się za przeczesywanie kolejnych poziomów kompleksu. Napotkali niewielki opór, w większości przypadków natykali się na górników uzbrojonych w kilofy i broń improwizowaną. Poza tym, niewielu z nich miało odwagę w ogóle walczyć, najczęściej ginęli zarzynani jak bydło przez obcych.
Łzy stanęły w ochach Yriela, gdy razem z Exarchą weszli do pomieszczenia, w którym kultyści dokonali egzekucji na kilku Eldarach. W pobliżu nagich ciał nie było pancerzy z kamieniami dusz, a co za tym idzie, dusze nieszczęśników trafiły w łapy Slaanesha. Nigdzie również nie znaleziono pancerzy, ani reszty ciał.
.....Misja nie zakończyła się jednak kompletną klęską, Autarcha Taemia została uratowana. Dziewczyna odmówiła powrotu do floty i chciała jak najszybciej włączyć się do akcji. Yriel nie oponował długo, Autarcha otrzymała pancerz po jednym ze zmarłych Avengerów i wraz z niewielką grupą uderzeniową, ruszyła na orbitujący wokół asteroidy suchy dok. Sam admirał natomiast, wrócił na swój okręt flagowy, by zaplanować kolejną misję.
Kompleks na asteroidzie zaminowano i wysadzono w powietrze, używając do tego znajdujących się na powierzchni pozostałości po wybuchowych pułapkach, reliktów prawdopodobnie jeszcze z czasów konfliktu Imperium z Chaosem w tym rejonie galaktyki.


Obrazek
Yriel w towarzystwie grupki eldarskich wojowników, podchodzą niezauważeni do kompleksu industrialnego, w którym spodziewają się odnaleźć eldarskich jeńców, a przynajmniej ich kamienie dusz.

Obrazek
Kolejna grupa, zbliża się od strony wejścia głównego, na ich drodze stoi spory magazyn.

Obrazek
Na dachy magazynu, trójka kultystów kłoci się na temat najnowszego modelu śmigacza Typhon MK2bis.

Obrazek
Jeden z chaotyków, usłyszawszy niepokojące dźwięki, wygląda za barierkę. Na widok zbliżających się postaci, traci głos.

Obrazek
Eldarzy atakują błyskawicznie, nie chcąc podnieść niepotrzebnego alarmu. Niestety, pierwszy Guardian, który wchodzi na dach, ma zacięcie broni, a na dodatek upada, omal nie zlatując z dachu.

Obrazek
Admirał Yriel i jego skład, omijają ostrożnie pozostałości po imperialnych pułapkach wybuchowych.

Obrazek
Tymczasem Autarcha Taemia, cudem ucieka ze swojej celi i przedziera się na parter kompleksu, nasłuchując głosów strażników z korytarza za drzwiami.

Obrazek
Eldarzy z różnym skutkiem wchodzą do kolejnych, mniejszych budynków. Jeden z nich, zabezpieczony zamkiem elektronicznym, skupia na sobie wielką uwagę obcych. Mechanizm skanowania gałki ocznej świadczy o tym, że budynek może być ważną instalacją militarną.

Obrazek
Spotkanie przy drzwiach, rozpoczyna wystrzał ze strzelby któregoś akolity. Yriel nadziewa go na halabardę i Eldarzy wsypują się do środka.

Obrazek
Akolici i kultyści nadbiegają zw wszystkich kierunków, rozpoczyna się chaotyczna strzelanina. O ataku przez zaskoczenie nie może być już mowy.

Obrazek
Taemia korzystając z zamieszania, ucieka z kryjówki, podnosi broń zabitego człowieka i dołącza do swoich.

Obrazek
Przywódca kultystów, demagog Kosta Iluminated pogania swoich najlepszych wojowników do walki, towarzyszy mu również przerażający Spawn Chaosu.

Obrazek
Taemia z dumnie wypiętą piersią wpada w wir walki, dziewczyna stara się kierować do wyjścia, ale sytuacja wskazuje na to, że mimo zmęczenia, jej pomoc może się okazać niezbędna.

Obrazek
Spawn przypuszcza druzgocący atak, jest wytrzymały i silny, Eldarzy obawiają się, że może kosztować ich sporo strat.

Obrazek
Dopiero ingerencja samego Yriela i Exarchy Avengersów pozwala wspólnym wysiłkiem powalić bestię i zniszczyć jej materialny byt.

Obrazek
Następnie kolej przychodzi na demagoga. Chaotyk walczy zaciekle, ale nie ma szans w obliczu wojowników, walczących od tysięcy lat ze śmieciami takimi jak on.

Obrazek
Kosta Iluminated pada martwy, Eldarzy przeczesują resztę pomieszczeń, natykając się na znikomy opór. Misja niestety kończy się połowicznym sukcesem, uratowano Autarchę Taemię, ale śmierć ponieśli wszyscy pozostali więźniowie.

Zabawa jak zwykle przy takich starciach przednia. Przy okazji przetestowaliśmy zasady nowej Necromundy i muszę niestety przyznać, że pewne jej elementy średnio pasują do epickich starć sławnych herosów z uniwersum czterdziestki. W mechanice trzeba zmienić dosłownie dwie rzeczy, by rozgrywka nabrała odpowiedniej epickości i nie stawała się zabawą w chowanie za miotłą przed każdym wystrzałem.
Mam też nadzieję, że w następnym odcinku będzie równie ciekawie, a Cz.M będzie miał więcej szczęścia, bo w tym jakoś mu nie szło w decydujących sytuacjach... trzej Eldarzy w kompleksie łączności, nie opisałem tego, ale zapamiętam na bank :D
Palić! Mordować! Gwałcić! Rabować!

Awatar użytkownika
Raziel
Posty: 1181

Re: "Ścieżki Iyanden" minikampania.

Post#4 » pt lis 09, 2018 10:43 am

ODCINEK DRUGI "Briezno IV"

.....Briezno IV wisiała na orbicie Vaxo-10 dokładnie nad kopalnią, obsługa suchego doku doskonale więc widziała eksplozję na powierzchni asteroidy.
Dowodzący grupą obrońców doku, agitator Leonid Roczenko oglądał widowisko przez okno w swojej kajucie. Rozkazy zostały już wydane, cały dok stał w gotowości, w każdej chwili można było się spodziewać ataku Eldarów.
.....Ostatni raport od demagoga Kosty Iluminated mówił, że Eldarów jest niewielu, jednak sądząc po efekcie ich działalności na powierzchni, ich liczba nie miała znaczenia, byli śmiertelnie niebezpieczni.
Leonid napisał swój własny raport do czempiona Argana Kalloraxa, informując o kłopotach i korzystając z okazji, że Iluminated najprawdopodobniej już nie żył, całą winę przypisał jemu. Odpowiedzi jak na razie nie było żadnej, Leonid miał jednak nadzieję, że któraś z pobliskich jednostek Chaosu otrzyma w porę odpowiedni rozkaz i przybędą do suchego doku z pomocą.
.....Tymczasem jednak, trzeba było się przygotować. Dok nie dysponował żadną obroną przeciwlotniczą, stare automaty bojowe zostały zniszczone w czasie inwazji Kalloraxa i od tamtej pory, nie było okazji by je naprawić. Obronę wewnątrz stacji, stanowiła garstka kultystów, wspartych kilkoma drużynami byłych gwardzistów, obsługujących cięższą broń. Kluczem do zwycięstwa, było jak najsprawniejsze dowodzenie tymi ludźmi, oraz optymalne rozmieszczenie ich w wąskich korytarzach.
Leonid Roczenko brał udział w zdobywaniu Briezno IV, wiedział więc gdzie są słabe punkty stacji i w pierwszej kolejności postanowił je zabezpieczyć. Miał też jednego asa w rękawie, którego wykorzystanie mogło stać się konieczne, gdyby wróg jednak okazał się zbyt silny. Roczenko wolał jednak nie myśleć aż tak pesymistycznie.
.....Agitator podszedł do swojej małej zbrojowni, szafa była otwarta. Zbroja gwardzisty wisiała na stalowych zaczepach, na napierśniku widać było ślady po brzeszczocie, którym zdarto imperialnego orła. Ślady po kulach i rysy po ciosach ostrymi narzędziami świadczyły, że noszący zbroję nie raz był w tarapatach. Nad pancerzem wisiał hełm, był niestandardowy, pochodził z karawany, którą agitator napadł kilka lat wcześniej. Wtedy, spodobał mu się jego wygląd, a najbardziej piękne rogi umiejscowione po bokach.
Obok, w skórzanej kaburze wisiał laserowy pistolet typu Afirmator MKII, doskonała broń, której wyprodukowano zaledwie jedenaście sztuk. Ostatnim elementem wyposażenia Leonida, była pięść energetyczna, leżąca na podłodze szafy. Na jej widok mężczyzna uśmiechnął się sam do siebie. Doskonale pamiętał wszystkich wrogów, którym rozgniatał czerepy za pomocą tego narzędzia zniszczenia. Nie pozostało nic innego, jak przywdziać ten wysłużony ekwipunek i czekać.
.....Wróg przybył wcześniej niż Leonid się tego spodziewał. Wave Serpent przez chwilę szukał dogodnego miejsca na lądowanie, najwyraźniej Eldarzy szukali łatwego dostępu do wnętrza, nie chcąc się przebijać siłą przez ścianę. Musieli też doskonale zdawać sobie z tego sprawę, że żadna z broni transportera, nie była w stanie przebić się przez pole siłowe, więc proste zestrzelenie stacji z orbity, nie wchodziło w grę. Agitator podejrzewał też, że Eldarzy mogą chcieć zachować dok w całości.
Leonid Roczenko już miał wyjść z kajuty, by zająć swoje stanowisko obronne, gdy na ekranie monitora na jego biurku, zaświeciła się ikona przychodzącej wiadomości. Mężczyzna rzucił szybko okiem na treść przekazu, uśmiechnął się, szczerząc spiłowane zęby i ruszył przez otwarte drzwi w głąb korytarza.
Palić! Mordować! Gwałcić! Rabować!

Awatar użytkownika
Raziel
Posty: 1181

Re: "Ścieżki Iyanden" minikampania.

Post#5 » wt lis 20, 2018 1:34 pm

ODCINEK DRUGI „Wielkie koszty, małych zwycięstw”

.....Taemia od początku miał złe przeczucia odnośnie tej misji, do której jej zdaniem powinno się wykorzystać bardziej wyspecjalizowane jednostki szturmowe.
Stacja połączona z suchym dokiem, składała się z trzech poziomów, z których tylko środkowy nadawał się do zamieszkania i pracy. Pozostałe dwa, były jeszcze w trakcie budowy i bez skafandrów kosmicznych, nie można było w nich przebywać.
.....Eldarzy wylądowali na trzecim poziomie, skąd szybem windy przemysłowej dostali się na drugi. O tym, że w przypadku ich misji nie ma mowy o ataku z zaskoczenia, nie było złudzeń. Co więcej, przygotowany do walki wróg, mógł w każdej chwili zaskoczyć Iyanden, którzy najostrożniej jak się da, stawiali każdy krok.
Korytarz z windy rozświetlony był silnym, żółtawym światłem, przed intruzami pojawiła się pierwsza przeszkoda, w postaci śluzy segmentowej, otwieranej przy pomocy zamka elektronicznego. Chwilę zajęło jednemu z Dire Avenger'ów przełamanie zabezpieczeń, jednak w końcu śluza z sykiem i trzaskiem otworzyła się.
.....Wąski korytarz za ścianą wypełniało błyskające światło czerwonych lamp, gdzieś w głębi kompleksu słychać było wycie syreny alarmowej. Avenger, który otworzył śluzę, przeszedł przez nią jako pierwszy i tylko dzięki swojemu wrodzonemu refleksowi uniknął śmierci. W asyście niewyobrażalnego huku, seria z ciężkiego boltera rozpruła poszycie ściany tuż obok Eldara, który zdążył się cofnąć o krok w ostatniej chwili.
.....Tak oto, zaczęło się ciężkie i żmudne oczyszczanie kolejnych korytarzy. Kultyści, oraz dobrze wyposażeni gwardziści chowali się za załomami ścian, barykadami ze skrzyń i beczek. W korytarzu co chwila eksplodowały granaty odłamkowe Chaotyków, lub plazmowe Eldarów. Każdy przebyty metr, opłacony był krwią jednych albo drugich, legendarna wręcz sprawność i skuteczność eldarskich wojowników, została przyćmiona sprytem i przewagą liczebną przeciwnika.
.....Każde skrzyżowanie korytarzy, było dla Taemii dużym dylematem, nie mogła rozdzielić swojej topniejącej grupy, jednak niezabezpieczenie przejść, mogło się skończyć atakiem na plecy. Jeden z najgorszych momentów pojawił się wtedy, gdy po otwarciu śluzy, Eldarzy zostali przywitani kulą plazmy z działa, obsługiwanego przez serwitora. Cyborg, ulokowany za stertą beczek, wykazywał niesamowitą wytrzymałość i niezłomność, co chwila posyłając w głąb korytarza fioletowe kule śmierci. Taemia nie mogła uwierzyć, że dowodzący dokiem zdecydował się na używanie tak ciężkiej broni na pokładzie wrażliwego kompleksu.
.....Niestety, nie bez strat, Eldarom w końcu udało się zaszarżować gniazdo serwitorów i je wyeliminować, by po chwili dotrzeć do zabezpieczonych drzwi. Otwarcie elektronicznego zamka okazało się bardzo trudnym wyzwaniem dla Avengers'ów, jednak w końcu i ta przeszkoda została pokonana, a Chaotyk pilnujący pomieszczenia komunikacyjnego po drugiej stronie, wyeliminowany. Niestety, Eldarzy nie zwrócili uwagi na treść wiadomości wyświetlającej się na jednym z monitorów. Wiadomość po chwili zniknęła, a wiedza o nadciągającej do stacji korwecie, została tajemnicą.
.....Taemia dał swoim wojownikom chwilę na wytchnienie, musieli uporać się z kolejnym problemem, z polem siłowym, które zagradzało dalszą drogę do reszty kompleksu. W międzyczasie, Eldarzy uciszyli alarm, co spowodowało również wyłączenie oślepiających stroboskopów.
Gdy po kilkunastu minutach pole siłowe dezaktywowano przy jednej z wcześniej napotkanych konsol, walka rozpoczęła się na nowo.
.....Eldarzy mieli dostęp do wczesnych planów budowy stacji i na jej podstawie szacowali, gdzie mogą znajdować się newralgiczne punkty obsługi. Zadaniem Taemii, było dostać się do konsoli, z której można by uaktywnić system autodestrukcji. Według mapy, do sprawdzenia pozostały trzy pomieszczenia, połączone skrzyżowaniem korytarzy.
Za śluzą, którą właśnie hakował jeden z Avengers'ów, Eldarzy słyszeli dźwięk silnika, zastanawiając się, co tym razem przyszykowali dla nich znienawidzeni Chaotycy.
.....Okazało się, że to wbudowany w wózek widłowy serwitor, który za pomocą chwytnego ramienia pojazdu, starał się pochwycić natrętnych intruzów. Na szczęście dla Eldarów, Wraithguard'owi udało się unieruchomić maszynę w bezpiecznej odległości. Misję można było kontynuować.
Krwawe walki wybuchły na nowo, gdy Eldarzy w każdym z pomieszczeń natrafiali na weteranów broniących dostępu do newralgicznych punktów kompleksu. Koniec końców, Taemia znalazła się w centrali dowodzenia i sterowania, której bronił agitator Leonid Roczenko we własnej osobie. Wspierany przez kultystów i dwa serwitory, agitator przemyślnie nie angażował się w walkę z byle kim, czekając na pojawienie się dowódcy intruzów, by jednym, potężnym ciosem zmiażdżyć mu głowę, a z nią, morale napastników. Na szczęście dla Taemii, odziana w zbroję Avengers'a, nie zwracała na siebie uwagi agitatora, który skupił się na Exarchu.
.....Eldarzy musieli się spieszyć, pilot Wave Serpent'a zameldował, że na jego skanerze bliskiego zasięgu pojawił się statek kosmiczny Chaosu. Taemia miała dosłownie kilkanaście minut, by poradzić sobie z rozsierdzonym agitatorem, włamać się do systemu zarządzania stacją i uruchomić program autodestrukcji. Potrzebowała też sporo czasu, by pokonać drogę powrotną do szybu windy i bezpiecznie wsiąść do oczekującego transportera.
.....Kobieta uniknęła mechanicznej pięści serwitora i wbiła w jego gardło zdobyczny miecz. Walczący obok Exarcha, który ciężko już ranny, z trudem parował ciosy agitatora, zdołał w końcu ciąć go przez udo swoją włócznią. Wyjący z bólu Roczenko, odskoczył do tyłu by wyjść na spotkanie szarżującemu go Avengers'owi. Eldar, który również zaopatrzył się w chaotycki miecz, ciął z góry, chcąc zakończyć pojedynek jednym ciosem, tymczasem, agitator przyjął cios na pięść energetyczną, wypalił Eldarowi prosto w twarz z pistoletu laserowego, po czym chwycił głowę oślepionego nieszczęśnika i zgniótł ją jak orzech w imadle.
.....Exarcha dźgnął ponownie przed siebie, zdezorientowany nieco brutalną śmiercią towarzysza. Włócznia ponownie dosięgnęła celu, przebijając pancerz na piersi brodatego Chaotyka.
Leonid Roczenko czuł, że jego koniec się zbliża, postanowił jednak, że jeśli ma zginać, zabierze ze sobą wszystkich. Trzasnął kolbą pistoletu w małe urządzenie na pasie, chwycił pięścią raniącą go włócznię i łamiąc ją wpół, zmniejszył dystans do Exarchy.
Taemia uporałam się z serwitorem i mogła w końcu rzucić się na pomoc Exarchowi, który najwyraźniej znajdował się w tarapatach. Wojowniczka jedno ramię miała niemal całkiem bezwładne, z jej czoła płynęła krew, a postrzelona noga nie pozwalała na wykorzystanie pełni zdolności bojowych Autarchy.
.....Roczenko strzelił z pistoletu w kolano Exarchy, a gdy ten zgiął się w pół, chwytając za zranioną nogę, zdzielił go pancerna pięścią w głowę, odrywając ją od tułowia z nieprzyjemnym plaśnięciem. W tym samym niemal momencie, kobieta walcząca z lewej, doskoczyła do Leonida, wbijając mu sztych poszczerbionego miecza między naramiennik, a napierśnik. Paraliżujący ból, był gorszy jedynie od poczucia porażki, z której agitator zdał sobie sprawę, gdy nie zadziałał wyzwalacz, który przed chwilą uruchomił na pasie.
Do pomieszczenia wparował Wraithguard, konstrukt potrzebował chwili, by zorientować się w sytuacji, po czym uderzył kolbą niesionego działka w głowę Chaotyka.
.....Leonid Roczenko poleciał do tyłu niczym szmaciana lalka, zdobny w bluźniercze ornamenty hełm, spadł z jego głowy i poturlał się po podłodze, a sam agitator z wściekłością zauważył w locie, że umiera.
Czas gonił, Taemia rzuciła okiem na pomieszczenie, którego podłoga usiana była ciałami obcych, oraz jej braci. Tyle ofiar, tyle dzielnych dusz poszło w niebyt tylko po to, by zniszczyć jakiś pieprzony dok. Eldarka szybko dobrała się do konsoli, odszukując potrzebne pliki i z niemałym trudem, pokonując kilka zabezpieczeń, by w końcu ze łzami w oczach zobaczyć na ekranie monitora zmieniające się cyfry, odliczające czas do detonacji.
.....Taemia wyjęła kamienie dusz z pobliskich ciał Eldarów i to samo zrobiła stojącemu nieopodal Wraithguard'owi. Konstrukt nie zdążyłby wrócić na transporter w miarę szybko i tylko opóźniałby ucieczkę Autarchy. Kobieta popędziła korytarzem, sycząc z bólu przy każdym uderzeniu rannej stopy o podłogę. Gdy wygramoliła się w końcu z szybu windy i podbiegła do lewitującego nad nią Wave Serpent'a, kątem oka zobaczyła nadlatującą korwetę Chaosu.
Od statku oddzielił się jakiś mniejszy obiekt, który ruszył w kierunku doku, lecz tego Taemia już nie widziała, padając bez sił na pokładzie transportera, którego rampa zamknęła się z sykiem. Pilot momentalnie poderwał maszynę i ruszył przed siebie włączając dopalacz, jednocześnie przez interkom upewnił się, że jego pasażerka jest cała. Taemia nie była tego pewna, w zasadzie to ledwie żyła i miała wrażenie, że w każdej chwili może stracić przytomność.
Nagle ocknęła się, obudzona panicznym krzykiem pilota. Poczuła potężne uderzenie i zemdlała ponownie, gdy kadłub korwety staranował Serpent'a.
.....Agitator Leonid Roczenko z wdzięcznością przyjął pomoc pochylającego się nad nim wojownika. Szumiało mu w głowie, nie widział na jedno oko i chyba nie był w stanie ruszać kończynami, ale żył. Zanim zemdlał, zawołał tylko by zabrano jego hełm. Kilka chwil później, leżąc w ambulatorium na pokładzie statku Chaotyków, śnił o swojej stacji kosmicznej, wylatującej w powietrze.


Obrazek
Eldarzy schodzą szybem windy na drugi poziom stacji Briezno IV, w głębi kompleksu słychać syreny alarmowe, dalszą drogę zagradza śluza. Po jej otwarciu, Iyanden przekonują się, że to nie będzie łatwa misja, na powitanie dostają serię z heavy boltera.

Obrazek
Choć zagrożenie zostało zneutralizowane, a kultyści wymordowani, nie obyło się bez strat, a to był zaledwie początek.

Obrazek
Z drugą odnogą korytarza poszło łatwiej, ale od huku granatów do dziś boli mnie głowa.

Obrazek
Kolejna śluza pokonana i kolejne gniazdo broni ciężkiej. Używanie takiego kalibru na stacji kosmicznej, świadczyło o wielkiej determinacji Chaotyków, albo ich kompletnym szaleństwie.

Obrazek
Eldarzy dosyć sprawnie załatwiają sprawę autocannona, jednak zbici w gromadkę, stanowią łatwy cel dla granatów.

Obrazek
Kolejny załom korytarza i kolejna zasadzka, dwa na wpół sprawne serwitory ostrzeliwują teren z heavy boltera, wyposażonemu w mechaniczne ramię, udaje się nawet ukatrupić jednego, nieuważnego Eldara.

Obrazek
Po drugiej stronie korytarza podobna sytuacja z tym, że tu serwitory oba były w pełni sprawne i posiadały działo plazmowe.

Obrazek
Autarcha Taemia nieźle musiała się nakombinować, żeby wraz ze swoimi wojownikami poradzić sobie z tym problemem.

Obrazek
W końcu, niestety nie bez strat, Eldarzy eliminują gniazdo broni ciężkiej i upierdliwe serwitory. Siły Iyanden, oraz ich zapasy granatów topnieją.

Obrazek
Centrum łączności, niestety, nim eldarscy hakerzy zdołali sforsować drzwi, operator konsoli zdołał nawiązać kontakt z lecącą w kierunku stacji korwetą. Posiłki Chaosu były w drodze, o czym Eldarzy nie mieli pojęcia.

Obrazek
Kolejny korytarz, kolejna barykada i kolejny fanatyk, dzierżący heavy stubber w dłoniach.

Obrazek
Dla Taemii taki przeciwnik, to żadne wyzwanie, dziewczyna pędzi przed siebie mając dziwne przeczucie, że czas na zrealizowanie misji się kończy.

Obrazek
Centrala sterowania produkcją, obecnie nieczynna, ale zawierająca niespodziankę, w postaci miotacza płomieni. Gdyby nie spryt Exarchy Eldarów, przygoda mogłaby się skończyć w tym miejscu.

Obrazek
Dobrze zaplanowana akcja i Taemia znowu na czele, przeciwnicy mogą jedynie modlić się do swoich bogów, żeby bolało jak najmniej.

Obrazek
Chwila przerwy, dalszą drogę zagradza pole siłowe, aby je dezaktywować, Eldarzy tracą mnóstwo cennego czasu, jednak ciągle nie wiedzą, że ten ich goni. Po drugiej stronie śluzy, serwitor z wózkiem widłowym. Maszyna szybko i sprawnie zostaje wyeliminowana przez Wraithguarda. Drużyna rusza dalej.

Obrazek
Następna barykada, jednak nie obsadzona, Eldarzy, słusznie, spodziewają się kolejnej pułapki.

Obrazek
Wewnątrz pomieszczenia ochrony, trzech weteranów stawia zaciekły opór intruzom. Taemia traci cierpliwość, ta misja przeradza się powoli w szukanie igły w stogu siana, a cenne życia jej braci topnieją z czasem.

Obrazek
W końcu, zarówno cel misji, jak i broniący dostępu do niego agitator Leonid Roczenko zostają namierzeni.

Obrazek
Wywiązuje się bardzo heroiczna i dramatyczna walka. Eldarzy dostają sygnał od pilota czekającego poza stacją w transporterze, o zbliżającej się korwecie Chaotyków. Do Taemii dociera, że aby całe jej poświecenie i jej braci nie poszło na marne, musi jak najszybciej włączyć system autodestrukcji. Przeszkodą jest Roczenko, który walczy zaciekle mimo, że to tylko pomniejszy lider kultu. W śmiertelnym starciu życie tracą wszyscy pozostali Eldarzy, jedynie Taemia zdoła wykonać zadanie w ostatniej chwili i uciec z pokładu stacji Briezno IV. Wraithguard, który ostatecznie pomógł jej pokonać agitatora, spowalniałby ją tylko. Autarcha wyciągając uprzednio kamień dusz z konstrukta, uciekła do transportera, na chwilę przed przybyciem posiłków Chaosu i eksplozją suchego doku.

Kolejny odcinek za nami. Było emocjonująco i co tu dużo gadać, krwawo jak jasna cholera :D
Cz.M nabiera respektu i szybko się uczy, wie już, że nie ma czegoś takiego jak nieśmiertelność, a zbłąkane kule, potrafią zdziałać więcej niż oddział artylerii.
Zapraszam do śledzenia kolejnego odcinka, w którym poznamy dalsze losy młodej Autarchy.
Palić! Mordować! Gwałcić! Rabować!

czlowiek.morze
Posty: 23

Re: "Ścieżki Iyanden" minikampania.

Post#6 » wt lis 20, 2018 8:10 pm

Obudził ja głos silnika. Wpierw było otumanienie, ale szybko wróciła świadomość. W swoim krótkim jak na elfa życiu, przeżyła dużo. Dla niektórych może nawet za dużo.
Miała mętlik w głowie. Wydarzenia z ostatnich dni/tygodni tylko potęgowały to uczucie.
Na krótko pojawila się radość, ze żyje. Ale jak tu się cieszyć skoro przeżyła jako jedyna? Jeszcze w ostatniej chwili wyrywała kamień życia z Wraithguard’a który uratował ja z niewoli. Straciła cały oddział podlegal jej. Jak tu się cieszyć z pomyślnie wykonanej misji, skoro sama ledwo przeżyła?!
Coś tu nie grało... czyżby eldarska duma zaprowadziła ja zbyt daleko? A może to jej przełożeni nie ocenili wystarczająco dobrze ryzyka? Walczyć z takimi oddziałami w wąskich korytarzach to było samobójstwo. To nie mogło się udać... a jadnak, może komuś na złość jej się przeżyć udało.
Wogole kto ja tam wysłał? Yriel? On ja przecież sam uratował z niewoli. Ale z pełna siła idzie w zaparte swych racji.
Kelmon? Jego dawno już nie widziała czy słyszała. Choć to wytrawny dyplomata i mógł wiedzieć coś więcej.
A może to ktoś inny z wielkich eldarskich Phoenix lord’ow? Skoro sam Yriel ja uratował, to czemu nie któryś z nich miał co do niej plany? Ta myśl ja intrygowała, ale i przerażała.
Misja zakończyła się sukcesem, ale czuła ze dopiero zaczyna się prawdziwa gra. I tu nie tylko chodzi o Kalloraxa, jego siły chaosu.
W tym właśnie momencie kamień dusz zdjęty z piersi pancerza Wraithguard’a rozświetlił się intensywną czerwoną barwą.


Dziękuje Razielowi za wspaniała grę,sytuacja napięta przez cała długość misji, a zakończenia godne filmu „Szklana Pułapka” :)

Awatar użytkownika
Raziel
Posty: 1181

Re: "Ścieżki Iyanden" minikampania.

Post#7 » czw lis 29, 2018 6:12 pm

ODCINEK TRZECI „Niewłaściwa droga”

.....Pilot robił co mógł, połowa systemów transportera była wyłączona, inne działały, ale kwestią sekund było, gdy zaczną po kolei padać. Prawa burta Serpenta przypominała wrak śmigacza na złomowisku, spomiędzy połamanych i powyginanych płyt pancerza, w próżnię wylatywały małe płomyki ognia, gasnąc momentalnie, pozbawione paliwa w postaci tlenu.
Korweta Chaosu odleciała na sporą odległość, by po chwili zawrócić i ruszyć do kolejnej próby staranowania eldarskiej maszyny.
Pilot transportera spojrzał w głąb przedziału pasażerskiego, Autarcha turlała się bezwładnie po podłodze, była nieprzytomna. System sztucznej grawitacji szwankował i najwyraźniej za chwilę miał się automatycznie wyłączyć zgodnie z procedurą bezpieczeństwa.
.....Do uderzenia pozostały sekundy, dowodzący korwetą mógł po prostu zestrzelić uszkodzony transporter, jednak najwyraźniej czerpał satysfakcję z zabawy ze swoją ofiarą. Pilot Serpenta musiał to jakoś wykorzystać, nie miał jednak pojęcia jak. Wtedy przez popękany kokpit zobaczył nad sobą ciemny kształt, radar nie działał, więc nic się na nim nie wyświetliło. Coś odwróciło uwagę załogi korwety, gdyż ta momentalnie zmieniła tor lotu, wykonując gwałtowny manewr, a jej wieżyczki rzygnęły zielonkawą plazmą w kierunku niewidocznego celu.
Błysk energii przed dziobem Serpenta niemal oślepił pilota, gdyby nie filtr w goglach hełmu, pewnie straciłby wzrok na kilka minut. Przed transporterem otworzyła się mała, mobilna brama, momentalnie pochłaniając maszynę. Podróż przez Warp trwała ułamki sekund, mobilne, eldarskie bramy miały bardzo mały zasięg.
.....Serpent pojawił się pomiędzy niewielkim, zielonkawym księżycem, a sporej wielkości błękitno-zieloną planetą. System podtrzymywania życia padł, a hermetyczna kabina i przedział pasażerski zaczęły trzeszczeć złowróżbnie. Jeśli doszłoby do dekompresji, oboje, pilot i Autarcha umrą w przeciągu sekund.
Mężczyzna chwycił za ster i manetkę mocy, skierował Serpenta w kierunku górnej atmosfery planety i stopniowo dodawał gazu, nagle, silniki zamilkły, a transporter zaczął swoją niekontrolowaną podróż ku powierzchni.
Brak jakiegokolwiek napędu oznaczał brak możliwości sterowania pojazdem w próżni. Dopiero w atmosferze można było liczyć na usterzenie, dające kontrolę nad lotem, jeśli oczywiście nie zostało kompletnie zniszczone w czasie taranowania przez Chaotyków.
.....Serpent zaczął płonąć, kąt podchodzenia do lądowania był zbyt duży, na szczęście prędkość była niewielka , dlatego nie spalił się momentalnie jak mały meteor. Pilot trzymał kurczowo ster w obu dłoniach, starając się nie dopuścić, by Serpent wpadł w ruch kołowy. Usterzenie pionowe było niesprawne, jednak poziome pozwalało na niewielkie korekty. Mężczyzna zerwał hełm z głowy, pot zalewał mu oczy. Nie działały czujniki, ale na oko w kabinie było co najmniej sześćdziesiąt stopni gorąca.
Uderzenie Serpenta w ziemię, zamortyzowały mijane drzewa, transporter na szczęście trafiał na geste listowie omijając twarde pnie. Pilot zapięty w pasy nie odniósł w czasie lądowania większych obrażeń, jednak leżąca z tyłu na podłodze Taemia, miała mniej szczęścia. Przeleciała przez komorę pasażerską nad głową pilota i z impetem uderzyła plecami w popękaną szybę kokpitu, wypadając na zewnątrz otoczona błyszczącymi w słońcu kryształkami wzmacnianego szkła.
.....Pilot szarpnął za pasy, nie chciały się odpiąć, lub to on w szoku usiłował je rozpiąć nieudolnie. W końcu puściły uwalniając Guardiana, który pospiesznie założył leżący w kącie hełm i przelazł przez stłuczony kokpit, pół się czołgając, pół sunąc na czworaka, dopadł do Taemii.
Kobieta była zwiotczała i przelewała mu się przez ręce, jej czoło zalane było krwią, włosy zlepione i utytłane w błocie i ściółce leśnej. Oddychała.
Pilot sprawdził pancerz Autarchy, nigdzie nie było widać poważniejszych uszkodzeń, ale doskonale pamiętał, że Autarcha była ciężko ranna jeszcze zanim weszła na pokład Serpenta. Pierwsze co przyszło na myśl mężczyźnie, to zestaw pomocy medycznej wiszący za siedzeniem w kokpicie. Wstał właśnie, by się po niego wrócić, gdy do jego uszu dotarł znajomy dźwięk. Przeciążone ogniwa lancy, w którą uzbrojony był Wave Serpent, zaczęły świszczeć, co było zapowiedzią silnej eksplozji. Pilot zdążył chwycić Autarchę pod pachy i odciągnąć ją kilka kroków do tyłu, gdy potężna detonacja leżącego na dachu pojazdu wstrząsnęła okolicą.
.....Kawałek pancerza statku przeleciał obok głowy Guardiana, wbijając się w ścianę pobliskiego budynku, ta pod wpływem uderzenia zawaliła się, a je sporej wielkości kawałki runęły na kamienną podłogę, powodując zawał sporej jej części. Eldar, trzymając kurczowo w ramionach swojego dowódcę, przeleciał przez wyrwę w podłodze, minął kolejną, walącą się kondygnację i z impetem uderzył plecami o wystający ze skruszonej skały korzeń.
Ostateczne lądowanie było dosyć twarde tym bardziej, że pilot swoim własnym ciałem zamortyzował upadek Taemii, przejmując na siebie impakt jej ciała. „Całe szczęście, że jest taka leciutka.” Pomyślał, zanim zemdlał z bólu.
.....Obudziło go odrętwienie lewej nogi, nieprzyjemne ciarki rozchodziły się od pachwiny do kolana. Zsunął delikatnie z siebie ciągle nieprzytomną Taemię i rozglądnął się dookoła. Wizjer hełmu miał stłuczony, część jego oprogramowania nie działała, ale na szczęście filtr umożliwiający widzenie w półmroku funkcjonował. Przez dziurę w bardzo odległym suficie do jaskini, w której znajdowali się Eldarzy, wpadało światło słoneczne. Promień nie był na tyle silny, by rozświetlić całe pomieszczenie, wyglądał raczej jak gwiazda na niebie, dając tyle samo światła.
.....Pilot powrócił do badania stanu Autarchy, nie wyglądało na to, żeby miała jakieś złamania, upadek też nie powinien jej wyrządzić większych szkód, skoro wylądowała miękko, dzięki Guardianowi. Mężczyzna popatrzył na jej twarz, odgarnął zlepione włosy z jej gładkiego czoła, starając się zetrzeć nieco krwi z jej powiek. Była taka piękna, gdyby nie stan w jakim się znajdowała, pilot pomyślałby, że oto śpi w jego ramionach anioł.
.....Coś w odległym krańcu jaskini się poruszyło, pilot był tego świadom, jednak nic nie widział. Sięgnął na plecy po katapultę przymocowaną magnetycznym zaczepem, wycelował w mrok, jednocześnie sprawdzając stan broni. Była uszkodzona, komora magazynka pękła, klinując magazynek. Bez dokładniejszego przyjrzenia się problemowi, oraz podstawowego zestawu do naprawy, nie było szans na usunięcie takiej usterki.
Eldar starając się czynić jak najmniej hałasu usiadł powoli, by następnie z trudem się podnieść i wstać. Ciemność przed oczami pilota zawirowała, i pojawił się w niej pysk wypełniony wielkimi kłami. Seria niecelnie wystrzelonych szurikenów uderzyła o ścianę, coś głośno rycząc, chwyciło Eldara za nogę i szarpnęło do siebie. Było wielkie, humanoidalne i pokryte futrem.
.....Pilot usiłował uwolnić nogę, wystrzelił kolejną serię z katapulty, tym razem trafiając bestię. Ta, wściekła na swoją ofiarę, uderzyła łapą z całej siły, zrywając Eldarowi pazurami płytę brzuszną pancerza. Ból był nieopisany, Guardian stracił ochotę do walki czując, jak jego wnętrzności pchają się do wyjścia na zewnątrz. Bestia ciągnęła go za nogę w ciemność, tracił czucie w rękach, upuścił katapultę, starając się chwycić przymocowany do pasa granat.
Potwór cisnął nim o ścianę, pilot wylądował na niej zgięty w pół, co okazało się dla niego szczęściem. System pierwszej pomocy zainstalowany w pancerzu, wtrysnął piankę tamującą krwawienie w ranę na brzuchu. Jeśli poszkodowany uzyskałby wciągu pół godziny pomoc medyczną, istniała duża szansa, że przeżyłby do czasu wizyty w szpitalu.
.....Tymczasem bestia zniknęła, Eldarowi wydawało się, że słyszy je ciche pomruki z oddali, zaczął się telepać i jęczeć. Adrenalina ustępowała miejsca bólowi, strach zaatakował ze zdwojoną siłą, pilot spanikował. Miotał głową na lewo i prawo, usiłując dojrzeć cokolwiek, z każdej strony spodziewał się ataku, wydawało mu się, że zewsząd sięgają po niego ostre pazury i kły. Rozum opuścił go na dłuższy czas, pozostawiając w głowie same koszmary.
Palić! Mordować! Gwałcić! Rabować!

Awatar użytkownika
Raziel
Posty: 1181

Re: "Ścieżki Iyanden" minikampania.

Post#8 » ndz gru 02, 2018 2:33 pm

ODCINEK TRZECI „Rozbitkowie”

.....Taemia otworzyła z trudem oczy, coś rozpraszało jej wzrok, jak przez różową mgiełkę, widziała rozmazane światło w ciemności. Zemdlała ponownie.
Kolejna próba, kolejna porażka. Dziwny blask w ciemności jakby słabszy i ten przykry, ostry zapach pleśni. Zemdlała znowu.
Wilgoć i chłód, obolałe plecy i ramię, rana na głowie, lepka krew na czole i oczach, kapanie wody i ten duszący smród pleśni. Eldarka odpłynęła znowu do wnętrza swojego umysłu. Dziwny blask w ciemności, zniknął niemal całkowicie.
.....Autarcha obudziła się w końcu, przecierając rękawicą czoło, zrywając świeże strupy krwi z powiek. Znajdowała się wewnątrz kamiennej jaskini, to stwierdziła bezsprzecznie. Gdzieś nad jej głową szumiało powietrze, bardzo wysoko. Włączyła latarkę zamontowaną w headsecie, działała. Wąski, słaby promień światła liznął najbliższą okolicę, przy okazji Taemia zlokalizowała źródło smrodu. Leżała na brzegu sadzawki, w której gniła jakaś nieznana jej roślinność. Promień światła nie sięgał sufitu, jednak i bez tego dało się zauważyć, że jest w nim dziura, a kawałki patyków i garść liści leżących dookoła Taemii świadczyły o tym, że niewątpliwie spadła z góry. Na zewnątrz musiało już być ciemno, skoro światło dnia nie przedzierało się już przez otwór.
.....Kobieta zaczęła od zbadania własnego ciała, mogła ruszać kończynami i głową, nie krwawiła, nie miała mdłości, wyglądało na to, że jej stan nie był zły, choć rana barku, ramienia i miednicy spowodowane w czasie walki na stacji kosmicznej, same cudownie się nie uleczyły.
Autarcha raz jeszcze spojrzała w górę, starając się odtworzyć tor swojego lotu. Coś się nie zgadzało, leżała w niepasującym miejscu, poza tym, spadając z takiej wysokości, niechybnie połamałaby się i nawet nie pomógłby jej pancerz. Właśnie, to jako kolejną czynność powinna wykonać, sprawdzić swój sprzęt. Pancerz i jego systemy działały, nieskomplikowany skaner badał otoczenie, jednak widocznie miał zbyt małą bazę danych, bo szło mu to z trudem i powoli. Katapulta była ma miejscu, przymocowana magnesem do pleców, przy pasie jeden magazynek, jeden granat plazmowy. Taemia zaklęła po cichu, nie miała hełmu, nie pasował jej ten ze zbroi Avengera bo był przepocony, więc nie wzięła go na misję. Teraz żałowała, większość użytecznych systemów w takiej sytuacji, znajdowało się właśnie w hełmie.
.....Coś jęknęło głucho w oddali, Autarcha chwyciła za latarkę umiejscowioną w naramienniku, mając nadzieję, że ta działa. Działała, jej silne światło rozproszyło ciemności jaskini, ukazując w jej odległej części niewielkie wejście do kolejnego pomieszczenia. Taemia podniosła się z trudem, szukając ostrza, które zabrała ze sobą ze stacji kosmicznej, niestety, nigdzie go nie było. Odpięła więc katapultę szurikenową i wycelowała w mrok korytarza przed sobą. Szła ostrożnie, była osłabiona i wciąż nie w pełni sprawna fizycznie, nie chciała też zdradzić się niepotrzebnie hałasując. Kłopot polegał jednak na tym, że jeśli chciała cokolwiek widzieć, musiała używać latarki, a ta, mogła ją zdradzić równie skutecznie co głośne kroki.
.....Przy wyjściu z jaskini do korytarza, na skalnym podłożu, Taemia zauważyła ślady krwi. Ktoś krwawiąc czołgał się, lub był wleczony w ciemność. Kolejny jęk i stęknięcie wyczuliło kobietę na wszelkie dźwięki, znieruchomiała nasłuchując. Coraz intensywniejsze pojękiwanie dochodziło zza rogu, ktoś konał w męczarniach. Autarcha uważając na każdy krok, szła za śladami krwi. Zatrzymała się jednak na chwilę, gdy obok rozmazanej plamy krwi zauważyła odciśniętą w niej stopę, czegoś sześciopalczastego i stosunkowo dużego. Obok leżała porzucona, eldarska katapulta Guardiana, Taemii od razu na myśl przyszedł pilot Wave Serpenta. Zwiększyła czujność do granic swych możliwości i weszła do niewielkiej, niskiej jaskini.
.....Pilot leżał w dziwnej pozycji, jego tułów spoczywał na podłożu, podczas gdy jego nogi oparte były o ścianę, dosłownie jakby ktoś nim o nią cisnął i tak pozostawił. Autarcha podeszła ostrożnie, badając stękającego mężczyznę. Miał rozerwane płyty pancerza na brzuchu, widać było masę zakrzepniętej krwi dookoła, jednak zgięta pozycja i pianka tamująca krwawienie zrobiły swoje. Pilot żył i przy odrobinie szczęścia, oraz pomocy medycznej, mógł z tego wyjść. Taemia zdjęła mu z głowy hełm, chcąc sprawdzić jego wzrok i reakcję. Mężczyzna był w szoku, utrata krwi i strach wyłączyły jego umysł, bełkotał coś i stękał, rozmowa z nim nie miała najmniejszego sensu. Taemia położyła jego nogi najdelikatniej jak potrafiła wzdłuż ściany i znieruchomiała.
.....Ktoś nadchodził, w oddali kobieta usłyszała ciche szurnięcie, jakby ktoś przejechał paznokciami po ścianie. Zgasiła momentalnie latarkę, przeklinając w duchu, że zrobiła to z takim opóźnieniem. Czekając, ukryta w rogu małej jaskini, dopiero teraz rozpoznała zapach, jaki towarzyszył jej od opuszczenia groty z sadzawką. Śmierdziało mokrym futrem.
Bardziej wyczuła, niż usłyszała obecność kogoś w wejściu do jaskini, zerknęła tylko, by zobaczyć dziwną, pochyloną postać humanoida, trzymającego w dłoniach ostrze i tarczę. Zaatakowała, nie była w nastroju do dyplomacji. Z katapulty postanowiła nie korzystać, dwa magazynki amunicji były zbyt cenne, by marnować je już na początku nieznanej przygody.
.....Kopnęła z wykroku od razu tego żałując, ból miednicy był okropny. Nie trafiła, uderzyła łokciem. Lecz jej cios wylądował na drewnianej tarczy z hukiem, dopiero zamaszysty sierpowy doszedł do celu, miażdżąc chrząstkę nosa obcemu. Stworzenie zawyło niczym pies, odsuwając się nieco do tyłu, gdzie w głębi korytarza Taemia zauważyła jeszcze dwóch podobnych osobników.
Ten z rozbitym nosem zaatakował, miecz którym się posługiwał, minął ramię Eldarki, a ta wykorzystała powstałą lukę w jego obronie i z niesamowitą precyzją uderzyła końcami palców w jego grdykę. Krztusząc się, stwór upuścił swoje uzbrojenie i chwycił za gardło, panicznie łapiąc zakrwawionym nosem powietrze. W końcu upadł na podłogę zwijając się w agonii. Autarcha błyskawicznie podniosła leżący na ziemi miecz i tarczę, szykując się na atak pozostałej dwójki.
.....Jeden ze stworów w rękach miał łuk, drugi podobnie jak ten martwy, dzierżył miecz i tarczę. Strzała śmignęła obok głowy Taemi, niewątpliwie potwory widziały w ciemnościach znakomicie. Wyprzedziła atak tego z tarczą, sama szarżując na obu. Obcy byli nieziemsko zwinni, unikali jej ciosów bez wysiłku, po prostu schodząc im z drogi delikatnymi wychyleniami sprężystych ciał. Mało kto jednak, jest w stanie dorównać szybkością Eldarom, na kilka ciosów Taemii, przynajmniej jeden dochodził celu i to skutecznie.
Autarcha stanęła nad podrygującymi ciałami napastników, zerknęła na wyświetlacz skanera, który poradził sobie w końcu z mapowaniem pobliskiego terenu. Kompleks jaskiń, w którym znajdowali się Eldarzy, wydawał się być zamknięty, do tego, jego północną część stanowiły prostokątne pomieszczenia, świadczące o obecności budowli istot inteligentnych. Skaner pokazywał również kolejne trzy poziomy powyżej tego, na którym znajdowała się Taemia. Wszystko wskazywało na to, że droga na powierzchnię będzie długa i niekoniecznie bezpieczna, zważywszy na dochodzące z północy dźwięki kroków i szczęku rynsztunku. Ktoś znowu nadchodził i to w sporej ilości.
- Daj mi broń... - wyjęczał pilot, sięgając dłonią w kierunku Autarchy. Taemia poderwała z ziemi katapultę Guardiana i wcisnęła ją w ręce mężczyzny, pomagając mu jednocześnie podnieść się na nogi. Ledwo stał, ale najwyraźniej kontaktował już lepiej i był w stanie kuśtykać oparty o jej ramię.
.....Ruszyli przed siebie, nie używali latarek nie chcąc zdradzić swojej pozycji, jednak byli świadomi, że nadchodzący zdawali sobie sprawę z obecności intruzów.
Eldarzy doszli do skrzyżowania tuneli, w jednym z nich, pokazały się sylwetki kolejnej trójki psowatych istot. Ten idący na czele, był wyraźnie większy i lepiej opancerzony niż pozostali. W dłoniach ściskał duży, ułamany na końcu miecz oburęczny. Pilot Serpenta wystrzelił z katapulty, dyski poszybowały w ciemność, nie czyniąc krzywdy żadnemu napastnikowi.
- Przestań... - skrzywiła się Taemia, szykując się do ataku. Mężczyzna posłusznie opuścił broń, wspierając się o ścianę plecami.
.....Stwór z wielkim mieczem nie wiedział nawet co się stało, co prawda uniknął kilku cięć Eldarki, ale dźgnięcie w oczodół przeoczył, na swoje nieszczęście, idący za nim wojownik najwyraźniej zląkł się na ten widok, dając się kompletnie zaskoczyć. Trzeci obcy, strzelił do Taemii z przyłożenia, i zakładając na cięciwę łuku kolejną strzałę, pognał w ciemność korytarza, z którego przed chwilą wyszedł. Eldarzy ruszyli przed siebie, utrzymując spory dystans, pilot nie był w stanie iść, nie opierając się o ścianę, a Autarcha potrzebowała skupić się na obronie, w czym wleczenie mężczyzny na pewno by nie pomogło.
Z za zakrętu wychynął strzelec, wysłany przez niego pocisk chybił celu ponownie, jednak Taemia miała dość czasu, by dobiec do obcego i ściąć go jednym ciosem.
.....Pilot krzyknął z bólu, upadł na kolano, ale zaraz podniósł się z powrotem. Kobieta podeszła do niego, nie mógł tak dale iść sam, musiała mu pomóc. Wzięła go pod ramię i pokuśtykali razem w głąb tunelu, który w pewnym momencie przeszedł w wykuty w skale korytarz. Autarcha nie rozpoznawała stylu budowy, ani fresków wyrytych na ścianach, usłyszała jednak dochodzące gdzieś z góry i z północy odgłosy biegnących obcych, co momentalnie odwróciło jej uwagę od architektury pomieszczeń. Pobieżnie sprawdziła pierwszą, mijaną komnatę by po kilkunastu krokach zatrzymać się na skrzyżowaniu korytarzy. Odgłosy biegnących wojowników ucichły, jasnym się stało, że czekali w gotowości w każdym korytarzu.
.....Nagle, gdzieś z tyłu do uszu Eldarki doszedł dźwięk napinanej cięciwy, schyliła się instynktownie, patrząc na pilota w nadziei, że zrozumiał jej intencje. Z jego krtani wystawał grot strzały, mężczyzna zacharczał dziko, upuścił katapultę i wysunął się z objęć Taemii, która bezskutecznie usiłowała go podtrzymać. To była śmiertelna rana, Autarcha przeklęła się w duchu za to, że nie założyła pilotowi z powrotem hełmu na głowę, żyłby gdyby nie jej pomyłka. Zerwała się na równe nogi i osłaniając się tarczą, dopadła do łucznika, napinającego kolejną strzałę.
Nim zadała cios mieczem, dla odmiany wpierw kopnęła go w kolano pamiętając, jak zwinnie te stworzenia potrafiły unikać ciosów. Gdy obcy skulił się z bólu, cięła mieczem przez jego mordę raz i drugi, roztrzaskując jego nieosłoniętą niczym czaszkę.
.....Gdzieś w okolicy ktoś zagwizdał, wysoki ton wbił się w umysł Eldarki niczym zamrożona szpilka. Na ten dźwięk, od strony lewej odnogi skrzyżowania tuneli, do uszu Taemii dobiegł ryk, który mogła porównać do ryku potężnych kopytnych, trzymanych przez eldarską szlachtę w ogrodach botanicznych światostatków. Coś nadbiegało, a towarzyszyły temu małe trzęsienia ziemi, w rytm dudniących kroków. Autarcha schowała się w rogu komnaty, czekając na to, co pojawi się w wejściu do niej, jednocześnie wciąż mając na oku przeciwległą ścianę i framugę drzwi, gdzie czaili się kolejni obcy z zasadzką.
.....Od strony jaskiń, do nosa Taemii doszedł smród mokrego futra, a do komnaty wparował z impetem humanoid większy co najmniej dwa razy od kobiety.
Seria z katapulty nie uczyniła nic owłosionej bestii, która momentalnie zwróciła się przeciwko Taemii. Ta, upuściła nieskuteczną broń i na powrót chwyciła tarczę oraz miecz, szykując się do obrony przed olbrzymimi łapami potwora. Olbrzym usiłował złapać kobietę za głowę, otwierając jednocześnie szeroko, wypełnioną pożółkłymi kłami paszczę. Unikanie ciosów bestii było o tyle trudne, że Autarcha była wciśnięta w kąt, przeciwnik był ogromny, a zasięg jego ciosów przytłaczający. Taemia skontrowała, cięła kilkukrotnie przez pierś i udo potwora, z ledwością przecinając jego skórę, porośniętą grubym futrem.
.....W międzyczasie, do komnaty wparowało kilkunastu obcych, poszczekując i piszcząc niczym terrańskie hieny. Translator umieszczony w headsecie Autarchy, z trudem zaczął żmudną procedurę tłumaczenia obcego języka. Jednak Taemia nie tym się teraz przejmowała.
Ogromny stwór ponownie chciał chwycić jej głowę, na co Eldarka odpowiedziała przebijając mu ramię w okolicy łokcia i oślepiając jedno z czarnych oczu. Olbrzym krwawił obficie, wpadając w coraz większą furię. Niestety, im szybciej krążyła jego krew, tym szybciej ją tracił z coraz większej ilości ran. Autarcha widząc, że zwierzę słabnie w oczach, zaatakowała jeszcze wścieklej, sama czując, że jej siły też są na wykończeniu.
.....Mając nadzieję, że fizjonomia stworzenia nie odbiega zbytnio od innych humanoidów, celowała w środek jego klatki piersiowej, chcąc trafić w serce, lub jakiś podobny, wrażliwy organ.
Padała już z sił, gdy zakłuty na śmierć potwór osunął się na podłogę u jej stóp, z rozdziawioną paszczą. Obcy zaczęli coś skandować, szczekać i wyć wściekle. Translator popiskiwał bezradnie, nie mogąc poradzić sobie z zestawianiem i porównywaniem dźwięków wydawanych przez kilkanaście gardeł. Największy z psowatych wojowników wysunął się naprzód i głośnym warknięciem uciszył zbiegowisko, groźnie potrząsając ogromnym toporem trzymanym oburącz.
.....Obcy wskazał na Taemię i poszczekując charakterystycznie, wykonał w jej kierunku coś na wzór ukłonu. Autarcha w mig pojęła co się dzieje, upuściła roztrzaskaną przez potwora tarczę i oburącz ściskając wyszczerbiony miecz, ostatkiem sił zaczęła piłować szyję trupa.
Robotę dokończyła kilkoma ciosami ostrza w grube kręgi stworzenia, by w końcu oderwać jego głowę od reszty ciała, unieść ją wysoko i zakrzyknąć zachrypniętym od wysiłku głosem.
.....Na ten widok, wszyscy obcy zawyli, ich dowódca, z początku w milczeniu oglądający cały spektakl, również przyłączył się do aplauzu. Krew z wielkiego łba potwora lała się po naramienniku kobiety, Taemia nie miała już siły dłużej jej trzymać, pociemniało jej w oczach. Stwory gestami nakazywały jej iść za nimi, Autarcha protestowała, ale stworzenia były nieustępliwe. Nie zachowywały się już agresywnie, ale stłoczyły się wokół niej i przepychając się, prowadziły ją w głąb budowli. Translator zaczął składać pojedyncze, na razie bezsensowne zdania, jednak co było oczywiste dla Taemii od jakiegoś czasu, wszystko wskazywało na to, że jej walka z potworem zaimponowała obcym na tyle, że postanowili ją oszczędzić, a na dodatek zaprowadzić „na podium”, cokolwiek to miało znaczyć.
.....Taemia zatrzymała się przy mijanym pilocie, z namaszczeniem usuwając kamień dusz z jego napierśnika, oraz dwa magazynki do katapulty. Reszty drogi nie pamiętała, gdyż nogi się pod nią ugięły, a silne ramiona chwyciły ją i poniosły gdzieś w mrok.


Obrazek
Taemia budzi się we wnętrzu skalnej groty. Ciężko ranna jeszcze po poprzedniej potyczce, nie może uwierzyć, że przeżyła upadek z takiej wysokości. Pospiesznie bada swój stan zdrowia, sprzęt i okolicę. Z daleka słyszy dźwięk konającej osoby.

Obrazek
Skaner wbudowany w pancerz, tworzy niewyraźną mapę kompleksu jaskiń i prostokątnych budowli.

Obrazek
Taemia w końcu rozpoznaje źródło pojękiwań, jest nim na wpółżywy, eldarski pilot transportera, którym Taemia uciekła ze stacji kosmicznej Chaotyków. Pobieżne oględziny wskazują na to, że Guardian jest w ciężkim, ale stabilnym stanie. Najgorsze jednak jest to, że jest w szoku pourazowym i nie da rady się z nim komunikować. Hałas z odległego końca korytarzy, alarmuje Autarchę. Już po chwili, pierwszy obcy pojawia się w wejściu do małej jaskini.

Obrazek
Taemia unieszkodliwia go walcząc bez broni, by szybko podnieść jego miecz i drewniana tarczę. Stwór nie był sam, jego dwaj towarzysze szykują się do ataku. Kobieta uprzedza ich zamiary i szarżuje z niebywałą skutecznością.

Obrazek
Potwory w końcu ulegają. Pilot dochodzi do siebie na tyle, że jest w stanie trzymać broń i iść podpierając się o ścianę. Kolejna trójka obcych wyłania się z mroku korytarza.
"Choć na modelu nie można było tego pokazać, Taemia w jaskini, badając pilota, zdjęła z jego głowy hełm i nie założyła mu go z powrotem, co jak się okaże później, miało tragiczne skutki."

Obrazek
Eldarzy brną w kierunku domniemanego wyjścia, Taemia nie przejmuje się hałasem powodowanym przez dziesiątki stóp przed sobą. Jest zdeterminowana i ośmielona dotychczasową łatwością, z jaką radziła sobie z napastnikami. Niestety, popełnia kardynalny błąd, sprawdzając tylko pobieżnie jedno z mijanych pomieszczeń. Schowany w rogu strzelec, czeka na dogodną okazję, zachodzi intruzów od tyłu i oddaje śmiertelny strzał w kark pilota, nieosłonięty hełmem. Eldar umiera na miejscu, a jego kamień pochłania jego duszę.
"Nadmienię, że Cz.M strasznie naciskał na to, by do gry podejść erpegowo, jednak sam o tym zapominał wielokrotnie, czym raz, że spowodował śmierć pilota, a dwa, wkurwił mnie w pewnym momencie niesamowicie." ;)

Obrazek
Taemia morduje strzelca, jednak z głębi jaskiń słyszy dochodzący huk kroków czegoś ogromnego. Do komnaty wpada wielkie zwierzę. Potwór usiłuje pożreć głowę kobiety. Autarcha resztkami sił i cudem, wychodzi zwycięsko ze starcia z bestią. Przyglądający się temu obcy, są najwyraźniej pod wielkim wrażeniem. Taemia wykorzystuje to, odrąbuje głowę potwora i unosząc ją w geście zwycięstwa, krzyczy zachrypniętym głosem. Dowodzący hordą oddaje jej hołd, a wojownicy prowadzą na górne piętra. Wycieńczona, ledwie żywa, Taemia mdleje w drodze do nieznanego.

Kolejny odcinek za nami. Mina Cz.M, który spodziewał się starcia z chordami Marines Chaosu, demonami i innymi, standardowymi przedstawicielami uniwersum Warhammera, niezapomniana i godna uwiecznienia na jakimś zdjęciu.
Nie zapominajmy, że bitewniak, to obdarty z klimatu ochłap tego, co czyni to uniwersum ogromnym i ciekawym. Kilka frakcji na krzyż, to skrót, mający zadowolić turniejowych graczy, którzy najczęściej nawet nie znają historii swoich armii. Jeśli chcemy erpegować, wrota tego wspaniałego uniwersum otwierają się przed nami w całości, a to co jest za nimi, ogranicza tylko nasza wyobraźnia... Moja nie zna granic.
Do następnego odcinka ;)
Palić! Mordować! Gwałcić! Rabować!

czlowiek.morze
Posty: 23

Re: "Ścieżki Iyanden" minikampania.

Post#9 » pn gru 03, 2018 8:32 am

Wiwat Taemia! Pogromczyni Yeti, zbawca narodu hien :mrgreen:
Nadmienię, że wszystkie wspólne gry trwają 6-7 godzin. Teraz mieliśmy ograniczony do 3-4, więc sam na początku wspomniałeś że ta gra ma być szybka bez badania każdego zakamarka. A to że w jednym takim się hiena schowała (o ile pamiętam to nawet test na spostrzegawczość przy wejściu robiłem), żeby później pilotowi w plecy strzelić... Trudno, guardian odrodzi się jako konstrukt :)

P.S.
Nie zapomnij znaleźć model goryla z AT-43, aby odlać głowe jako trofeum!

Awatar użytkownika
Raziel
Posty: 1181

Re: "Ścieżki Iyanden" minikampania.

Post#10 » sob gru 15, 2018 12:20 am

ODCINEK CZWARTY „Mała wojna”

.....Ocknęła się siedząc na krześle, w kwadratowej, kiepsko oświetlonej sali. Pod jej ścianami ustawiono rzędy ławek, na których siedziały dziesiątki odzianych w skóry i futra postaci. Pod jedną z węższych ścian, na trójstopniowym podium, ustawiono trzy szerokie siedziska. Zajmowali je trzej obcy, których oklapnięte uszy, siwe wąsiska i wyleniała sierść świadczyły o podeszłym wieku.
Jej krzesło znajdowało się niemal na środku sali, w odległości niespełna trzech metrów od podium, do którego dostępu bronili dwaj, mocno zbudowani obcy, ściskający w dłoniach dwuręczne topory.
Przy Taemi stał jeden z obcych, ten, który pomógł jej wydostać się z tuneli, zapamiętała go, gdyż miał jeden oczodół porośnięty czarną sierścią, a drugi rudą. „Plamka” jak postanowiła go na razie nazywać, toczył ożywioną dysputę z trzema starcami.
.....Translator wbudowany w system pancerza cały czas działał, synchronizując dane na temat mowy obcych, dzięki czemu Autarcha mogła się mu przysłuchiwać, gdy tłumaczył wypowiedzi nieznajomych.
- ...jednak to przeczy wszelkiej logice Flokk! Nie powinieneś był jej tu przywlec! - unosił się siedzący po lewej stronie stwór, odziany w błękitne szaty.
- Mylisz się Melakk, to wielka wojowniczka, w samopas odrąbała łeb Dżawowi, położyła moich szpicowych jak małe szczeniaki. - stawiał opór „Plamka”, najwyraźniej broniąc Taemii przed czymś.
- Owszem, pokonanie Dżawa to wielki wyczyn, nawet moi Paliakk i Frukk nie zdołaliby wespół tego dokonać, ale czy to dobra sprawa wprowadzać kogoś takiego między nasze szczenięta i samice? - zapytał siedzący na środkowym krześle obcy, którego brązowy, skórzany płaszcz opadał z jego pleców na kamienną podłogę.
- Ona jest wojownikiem, nie mogłem pozwolić żeby umarła jak zwykły świniopas! - uniósł się „Plamka”, mimowolnie kładąc dłoń na naramienniku zbroi Eldarki. Szybko jednak się zorientował, zabierając ją z powrotem.
- Zabiliście jej kompana, miała prawo się mścić, ale teraz, gdy z nawiązką wyrównała rachunki, nie ma powodów by nam grozić. Uważam. - odezwał się trzeci starzec, dotąd siedzący w ciszy i bacznie przyglądający się Taemii. - Poza tym, nosi znaki. - dodał półgłosem, momentalnie zakrzyczany przez swojego towarzysza odzianego w błękit.
- Przestań z tymi bzdurami Derkk, słuchać się tego nie da! Mamy kryzys, Węże zachodzą nas z każdej strony, polować się już nie da, hodowle świnek co rusz nawiedza zaraza, pomrzemy tu z głodu! Teraz jeszcze narailiście tu zabójcę!
.....Sala zawrzała, translator nie podołał z tłumaczeniem, zebrani poszczekiwali dziko, wyli i ujadali. Dopiero interwencja siedzącego na środkowym tronie obcego ich uspokoiła.
- Dosyć! Nie będziemy winy za naszą niemoc zrzucać na tą obcą istotę. Flokk ma rację, to jest wojownik i jak wojownika będziemy ją traktować, aż wydobrzeje i zdecyduje co zrobić dalej.
Przez salę przeszedł pomruk aprobaty, jednak kilka złośliwych szczeknięć i skowytów wyrwało się z niektórych gardeł.
- Flokk, jesteś za nią odpowiedzialny, ugościsz ją w swojej norze, opatrzysz, nakarmisz i zadbasz, by szybko wyzdrowiała. Jeśli natomiast uznasz to za konieczne, uśmiercisz ją, nim zrobi krzywdę komuś z naszej rodziny. Postanowiłem!
.....„Plamka” szczeknął zadowolony, co translator przetłumaczył jako odpowiednik słowa „chwała.” Posiedzenie miało się ku końcowi, jednak Taemia ani myślała go kończyć, musiała wrócić jakoś do swojego świata, a w tym celu potrzebowała odnaleźć Serpenta, lub to, co z niego zostało. Kobieta nastawiła translator wstecznie i dla próby, najprościej jak Eldar potrafi, przywitała się. Urządzenie, korzystając z małego wbudowanego głośnika przemówiło w języku obcych, chroboczącym, męskim głosem.
- Witajcie!
Ci co już wstali ze swoich miejsc, znieruchomieli, ci co siedzieli, pochylili się do przodu, by lepiej przyjrzeć się nieznajomej. Gwardziści unieśli topory, a trzej starcy z wybałuszonymi oczyma wpatrywali się w Autarchę. „Plamka” zasłonił ją własnym ciałem, stając naprzeciw nerwowych gwardzistów.
- Zostałam przez was zaatakowana, jako intruz, rozumiem to. Polała się krew z waszej winy, nie mam o to pretensji, chcę tylko stąd odejść w pokoju.
.....Przywódca tej społeczności, którym najwyraźniej był obcy w brązowym płaszczu, odwołał gwardzistów i nakazał zebranym w sali usiąść ponownie. Przyjrzał się kobiecie uważniej i zapytał.
- Jakim cudem znasz naszą mowę?
- Dzięki magii. - wypaliła Taemia z powagą w głosie. Zebrani w sali wydali z siebie ciężkie westchnienia niedowierzania i strachu.
- Zatem, jesteś magikiem? - chciał się upewnić starzec.
- Mogkk, nie daj się jej więcej zwodzić, przecież widzisz co to jest! Szpieg Węża! - zawył Melakk wskazując kobietę szponiastym palcem.
- Nie jestem żadnym szpiegiem, nie znam żadnego Węża. Chcę stąd wyjść i odnaleźć swój transporter!
.....Ostatni wyraz translator przetłumaczył niezbyt precyzyjnie, wzbudzając jeszcze większe zdziwienie tłumu. Taemia traciła siły, system monitorujący jej funkcje życiowe alarmował o konieczności leczenia i regeneracji.
- Pokażcie mi jak stąd wyjść, na pewno widzieliście jak spadam z nieba w komecie, pokażcie mi gdzie jest ta kometa.
Zapadła cisza, długa i wypełniona gęstą atmosferą niepewności, strachu i niezdecydowania. W końcu Mogkk odpowiedział.
- Obca wojowniczko, my nie patrzymy na niebo. Mieszkamy pod ziemią, na ziemi żyje Wąż i jego Węże, którzy nas prześladują i pożerają.
Taemia czekała, aż translator poradzi sobie z tłumaczeniem nowych słów. W tym czasie Derkk szepnął coś na ucho przywódcy.
- Przybyłam z innego świata na latającym wozie, który jest gdzieś nad tym kompleksem jaskiń. Pozwólcie mi wyjść na zewnątrz, a znajdę ten dysk i więcej mnie już nie zobaczycie.
Najszybciej zareagował „Plamka” wydając z siebie niepocieszone mruknięcie. Jednak to Mogkk przemówił.
- Nie ma mowy, nie poślemy ciebie na pewną śmierć. Wyzdrowiej, odzyskaj siły, wtedy może uda się zebrać armię, żeby wyjść na ziemię. - stwierdził niepewnie, milknąc na chwilę, po czym dodał.
- ...I tak musimy wyjść, żeby zdobyć pokarm dla gniazda.
.....Ponury pomruk aprobaty przetoczył się przez salę, Taemii ugięła się noga w kolanie i gdyby nie błyskawiczna reakcja „Plamki” upadłaby pewnie na podłogę. Musiała odpocząć, musiała też się nieco zregenerować. W takim stanie i tak nie zdołałaby pilotować Serpenta. Poddała się.
**********************************
.....Według zegarka w pancerzu, minęły dwie doby. Taemia zamieszkała w kwadratowej komnacie, należącej do „Plamki.” Mogła bez przeszkód wyjść i poruszać się po podziemnym mieście obcych, jednak zawsze towarzyszył jej Flokk, jak nazywali „Plamkę” jego rodacy. Dłużące się godziny spędzali na rozmowie, eldarski translator radził już sobie doskonale, umożliwiając Autarsze swobodne porozumiewania się z Dżabassami, jak sami swoją rasę nazywali obcy.
Taemia rozumiejąc, że minie nieco czasu nim zdoła wrócić do domu, jeśli w ogóle, postanowiła więc poznać Dżabassów lepiej, oraz dowiedzieć się czegoś o planecie, na której żyli.
.....Planetę nazywali Mdrakk, byli długowieczną rasą jak na humanoidy, żyjąc przeciętnie około pięciuset Obrotów (ok. 400lat terrańskich). Jeden Obrót oznaczał zatoczenie pełnego kręgu przez słońce, wokół planety. Dżabassowie wierzyli, że to słońce kręci się wokół ich planety.
Kiedyś żyli na powierzchni, budowali małe osady i gdy wyczerpały się żywność i niezbędne surowce, przenosili się w inne rejony, koczując tak przez setki lat. W końcu natrafili na stare ruiny, wiodące w głąb planety. Zbadanie ich nie przyniosło żadnej korzyści i plemiona chciały ruszyć w dalszą drogę. Jednak wtedy napotkali swojego najgorszego wroga, Węża.
.....Wąż i jego sługi, też nazywane Wężami, upodobały sobie polowanie na Dżabassów i pożeranie ich. Dżabassowie skryli się w dopiero co odkrytych ruinach, gdzie Wąż się nie zapuszczał.
Niestety, wyjście na powierzchnię zawsze kończyło się bitwą, w której Wąż dominował. Jego sługi były większe i silniejsze, mieli lepsze uzbrojenie i dysponowali magią, czymś nieznanym dotąd i przeraźliwym dla Dżabassów.
Na pytania Taemii, co za rasa wybudowała podziemne komnaty, „Plamka” nie potrafił odpowiedzieć. Nie znaleziono żadnych szczątków, nawet przedmiotów codziennego użytku, zupełnie, jakby zaraz po wybudowaniu budowniczowie opuścili plac budowy i już nigdy nań nie wrócili.
.....Eldarka trzeciego dnia była już w stanie ruszyć w poszukiwaniu Serpenta, maści leczące i cuchnąca maż z jakiegoś mchu, uczyniły cuda z jej potłuczonymi żebrami i zranioną głową. Dżabassowie przygotowali też wyprawę w sile dwunastu zwiadowców i pięciu gwardzistów, którym przewodził „Plamka.”
Flokk był kimś w rodzaju zwiadowcy, jednak w przeciwieństwie do standardów znanych Autarsze, w strukturach bojowych Dżabassów to zwiadowcy byli główną jednostką bojową, a gwardziści stanowili tylko wsparcie dla nich. Prawdopodobnie wynikało to z tego, że uzbrojenie i wyposażenie gwardzisty niosło za sobą wielkie koszta i nakład pracy, gdyż obróbka metalu była jeszcze w powijakach u Dżabassów.
.....Jako dowodzący, „Plamka” dzierżył drewniany kostur, uwieńczony czaszką jakiegoś zwierzęcia. Jego podstawową bronią były natomiast krótki łuk i myśliwski nóż.
Oddział dreptał niemrawo w rejon podziemi, gdzie Taemii jeszcze nie prowadzono wcześniej, aż doszli do ślepej ściany, która okazała się zamaskowanym przejściem.
Droga na powierzchnię wiodła po stromych, krętych schodach, które wychodziły na niewielki taras, ukryty pośród niesamowicie gęstych krzaków i zarośli.
Powietrze było gęste, parne, dookoła panowała istna dżungla, tak gęsta, że niczego podobnego w życiu Taemia nie widziała. Dwaj zwiadowcy z czoła oddziału, zakrzywionymi sierpami cięli paprocie i krzaki, żeby utorować drogę dla reszty. Posuwali się niesamowicie wolno, bez przerwy rozglądając się na boki i do tyłu, jak gdyby oczekując w każdej chwili ataku.
.....Kilka razy „Plamka” dawał sygnał, po którym wszyscy padali w gęste zarośla i nieruchomieli, dopiero gdy cichym szczeknięciem, po upewnieniu się, że nic im nie grozi, pozwalał oddziałowi wstać, obcy z ulgą podnosili się z ziemi i kontynuowali marsz.
Taemia gotowa była do starcia, zabrała katapultę i granaty wiedząc, że dotarcie do Serpenta jest dla niej priorytetem.
Po dwóch godzinach marszu, „Plamka” odnalazł małe gniazdo futrzastych stworów, przy którym Dżabassowie urządzili polowanie.
Obcy żywili się tym, co byli w stanie hodować pod ziemia, a więc grzyby, mchy i glony były ich główną dietą, natomiast mięso w niewielkich ilościach uzyskiwali z farm małych gryzoni, które nazywali Świnkami Jeziornymi.
.....Autarcha po jakimś czasie rozluźniła się nieco, nikt ich nie niepokoił, żadnego śladu po jakichkolwiek wężach nie było i już zaczęła myśleć, że strach Dżabassów przed powierzchnią jest mocno przesadzony.
W końcu dotarli do wraku Serpenta, na którego ślad wpadli dosyć łatwo, natykając się na długi pas ściętych zarośli. Pojazd był w tragicznym stanie, jego osmalony wrak nie nadawał się do naprawy, a tym bardziej do lotu. Cały sprzęt, który Taemia mogłaby ewentualnie użyć, spłonął w eksplozji. Jedyne, co Eldarce udało się zrobić, to uruchomić nadajnik pozycyjny, którego konstrukcja zabezpieczała go przed podobną katastrofą. Taemia zabrała też dwie sprawne baterie, dzięki którym jej pancerz jeszcze przez jakiś czas byłby zasilony w energię.
.....Nieco zawiedziona oznajmiła „Plamce,” że jest gotowa wracać do podziemi. Cały oddział powitał tą decyzję z radością, ruszając niemal biegiem w drogę powrotną. Po własnych śladach podróż przebiegała o wiele szybciej, przetarty szlak zapewniał wygodną drogę, a strach przed dżunglą działał jak wiatr w żaglach.
W połowie drogi jednak, doszło do tragedii i Taemia przekonała się na własnej skórze, że strach Dżabassów był zasadny.
.....Najpierw usłyszeli świst, po którym trzech zwiadowców z oddziału padło martwych na ziemię. Z ich głów wystawały długie, drewniane strzały, zakończone stalowymi grotami.
„Plamka” wyszczekał rozkaz i wszyscy zaczęli kryć się w zaroślach. Strzały świszczały nad ich głowami, zdawały się nadlatywać ze wszystkich kierunków, a co najgorsze, niewiele z nich chybiało celu. Taemia nie widziała wroga, wydawało jej się, że widzi ruch pośród gęstego listowia, jednak gdy tylko wycelowała katapultę w takie miejsce, poruszone gałęzie i liście nieruchomiały.
Nagle padł strzał, to był bardzo głośny strzał z prochowej broni konwencjonalnej, czego Autarcha się kompletnie nie spodziewała. Pocisk uderzył w głowę gwardzisty kucającego tuż obok niej, a ta eksplodowała niczym arbuz, ochlapując Eldarkę mieszaniną kości, mózgu i krwi.
.....Oślepiona, poczuła silny chwyt na przedramieniu, ktoś zmuszał ją do biegu, najszybszego, na jaki było ją stać. Wierzchem dłoni zgarnęła krwawą mazię ze swoich oczu i popędziła za trzymającym ją nadal „Plamką.” reszta oddziału poszła w rozsypkę, ale wszyscy na własną rękę usiłowali wrócić na udeptaną ścieżkę i dotrzeć do ruin.
Taemia słyszała za plecami kwiki bólu i plaśnięcia strzał w skórzane kurtki zwiadowców, brzęku kolczug gwardzistów już nie słyszała. Obciążeni pancerzem mieli niewielkie szanse i zginęli w pierwszej kolejności. Obróciła się i przez ramię zaglądnęła na towarzyszy, tylko trzech podążało za nią. Wtedy poczuła delikatne muśnięcie na policzku, biegnąc dalej spojrzała w szeroko otwarte z przerażenia oczy „Plamki”, który krzyczał coś do niej i pochwycił ją, gdy upadała nieprzytomna na ziemię.
*********************************
.....Przebudzała się od czasu do czasu, słysząc krzątaninę dookoła siebie, czując zimne okłady na swoim czole i piekącą maź na policzku. Czasem budził ją cichy dźwięk piszczałki, na którym ktoś wygrywał wesołą melodię. Czasem budziły ją rozmowy w obcym języku, którego bez translatora nie rozumiała.
Nie miała na sobie pancerza, owinięto ją jakąś szorstką tkaniną, którą co jakiś czas wymieniano na nową, świeżą. Oczy bolały ją strasznie i dziwnie zarazem, jakby ktoś wsadził jej gorące węgle do głowy, nie widziała nic. Lewa strona twarzy była sparaliżowana, Taemia czuła czasem, jak strużki jej śliny z niewładnych ust ściekają jej po szyi, ale wtedy zawsze ktoś delikatnie wycierał ją miękką, wilgotną szmatką.
Za którymś razem gdy się obudziła, zobaczyła iskierki. Z początku nie mogła ustalić co to, ale po czasie przekonała się, że to były płomyki świec porozstawiane po pomieszczeniu. Było jej zimno, szczękała zębami, a wtedy zawsze ktoś podchodził i naciągał na nią kolejną warstwę futra, siadał w kącie i grał na piszczałce kojące melodyjki.
.....Kilka zmian ubrań później, gdy się przebudziła, z mroku, do którego już się przyzwyczaiła wyłoniły się kształty. Rozpoznawała pomieszczenie, to była nora „Plamki”. Przedzielił ją kotarą ze skór, najwyraźniej chcąc dać obcej choć trochę prywatności, lub zapewnić ją sobie.
W pomieszczeniu nikogo nie było, Eldarka rozglądnęła się dookoła, jednocześnie masując swój obolały policzek. Czuła dotyk, a to już był znak poprawy, paraliż zszedł niemal całkowicie, ale pod palcami została ohydna w dotyku szrama. Taemia chciała wstać, poszukać jakiegoś lustra, lub czegoś, co by je zastąpiło, jednak nogi odmówiły jej posłuszeństwa.
Straszliwie schudła, zastanawiała się, jak ją karmiono, ale domyśliła się sposobu, po leżącym na stoliku obok, drewnianym kubku z długim dziobkiem.
.....Ktoś za kotarą otworzył wejście, kobieta poczuła lekki podmuch powietrza, gdy postać weszła z korytarza do wewnątrz. Po chwili włochaty łeb „Plamki” ukazał się za uchyloną kotarą, obcy, Taemia mogłaby przysiąc, że to zauważyła, uśmiechnął się choć w przypadku jego rasy, to wyglądało jakby pies szczerzył kły.
Flokk podszedł szybko do niej i przykucnął skomląc jakieś niezrozumiałe pytanie.
Kobieta raz jeszcze się rozglądnęła, zauważając leżącą pod ścianą zbroję Avengera. Wskazała ją palcem z ledwością unosząc dłoń. „Plamka” na szczęście w mig pojął o co chodzi, podniósł z podłogi napierśnik i przyniósł go Autarsze.
.....Bateria była na wyczerpaniu, jednak gwarantowała jeszcze kilka godzin działania. Datownik twierdził, że od wyprawy do wraku Serpenta minęły trzy tygodnie. Taemia włączyła translator, przysuwając headset do swoich ust.
- Co się stało? - zapytała, z trudem poruszając spękanymi wargami.
- Strzała z wężowym jadem drasnęła twoją twarz. - oznajmił z przejęciem w głosie „Plamka” - Każdy Dżabass na twoim miejscu skonałby w ciągu godziny, ale nie ty, ty przetrwałaś.
Taemia przez chwilę się zastanowiła, czy gdyby nie zdjęto z niej pancerza, proces leczenia byłby szybszy, jednak obcy nie wiedzieli, że automatyczny chirurg zamontowany w zbroi mógł zdziałać takie cuda. Prawdopodobnie to właśnie pancerz analizując skład krwi Eldarki, zastosował najskuteczniejszą z antytoksyn, ratując jej życie.
.....Autarcha nie tłumaczyła tego obcemu, nie miało to sensu i niepotrzebnie poczułby się niezręcznie.
- Ktoś jeszcze przeżył? - zapytała, uzyskując w odpowiedzi jedynie smutne spojrzenie rudych oczu.
- Uratowałeś mnie „Plmka,” jestem ci dozgonnie wdzięczna. - stwierdziła Taemia jednocześnie czując, jak niewiele razy miała okazję komukolwiek coś podobnego powiedzieć, a już na pewno nie obcemu.
- Próbowaliście wyjść później znowu? - zagaiła.
- Tak, potrzeba jedzenia, polowaliśmy blisko, dwa razy się udało, raz nie i znowu nas zaskoczyli, ale blisko więc uciekli prawie wszyscy.
.....Eldarka zamyśliła się, po czym zmieniając temat zapytała.
- Tam, wtedy, spomiędzy drzew ktoś wystrzelił z broni palnej, wiecie coś o tym? - Flokk zrobił zdziwioną minę, nie wiedział o czym Taemia mówi.
- Huk, słyszeliśmy huk, a po chwili jeden z was zginął.
- Tak, huczący łuk z niewidzialnymi strzałami. - załapał „Plamka” szczerząc jeden z kłów w geście pogardy.
- Wąż ma taki, bardzo rzadko się go spotyka, ja go słyszałem w życiu na palcach jednej łapy.
Flokk miał około sto pięćdziesiąt lat, więc jeśli w ciągu tak długiego okresu spotkał się z bronią prochową tylko kilka razy, nie mogła być ona powszechną w szeregach Węża.
.....Taemia ziewnęła, rozmowa ją zmęczyła uświadamiając jej tym samym, jak wiele jeszcze potrzeba czasu, by odzyskała pełnię swoich sił. „Plamka” odstawił na bok napierśnik, przykrył obcą dokładniej futrami i już miał wyjść, gdy usłyszał jak zagwizdała kilka nut z jego ulubionej melodii. Taemia uśmiechnęła się, gdy Flokk, wyciągnął z etui przy pasku piszczałkę, usiadł w kącie i zaczął snuć niesamowicie radosny i jednocześnie ckliwy utwór.
*******************************
.....W ciągu tygodnia Taemia znacznie wydobrzała, wymieniła baterię w pancerzu i poprosiła „Plamkę” by pomógł go jej zakładać od czasu do czasu. Chirurg niewiele był w stanie pomóc, ale przynajmniej zużył resztki chemicznych wspomagaczy, na szybsze odrestaurowanie sił i kondycji mięśni Eldarki. Nie obyło się też bez ćwiczeń, w czasie których, oboje z Flokkiem trenowali, wymieniając się doświadczeniem bitewnym.
Dżabassowie generalnie nie potrafili skutecznie używać ciała do walki, jednak w biernej obronie byli niezrównani. Pochwycenie, lub nawet trafienie lekko opancerzonego Dżabassa graniczyło z cudem, byli tak zwinni i szybcy, że czasem wydawało się Taemii, iż „Plamka” jest chodzącą sprężyną. Niestety, wystarczyło raz, a porządnie trafić go w tułów, by mocno obniżyć jego zdolności. Dżabassowie byli bardzo wrażliwi na ból i rany.
.....Czas upływał Autarsze na poznawaniu obcych, z początku bano się jej, jednak w końcu, gdy jej obecność stała się dla wszystkich codziennością, zaczęto ją tolerować, a nawet zapraszać na wspólne posiłki. Taemia najwięcej czasu spędzała z „Plamką”, wiedziała że jego przy niej obecność była poniekąd wymuszona, ale doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że to bardzo mu odpowiadało. Zwiadowca podziwiał obcą, nie jako samicę, która zresztą według gustu Dżabassów była nieopisanie brzydka, ale jako wojownika i bratnią duszę.
Razem przechadzali się po górnych piętrach, gdzie „Plamka” pokazywał jej nory wysoko urodzonych, razem też, chodzili na patrole najniższych poziomów, tępiąc zakradające się wyżej drapieżniki.
.....Któregoś razu, gdy siedzieli przy ułożonym z kamieni ognisku, popijając z bukłaka grzybowe piwo, Taemia poruszyła coraz bardziej dręczący ją temat.
- "Plamka”, ja muszę się stąd wydostać.
- Wiem, myślałem o tym nie raz. - wyznał po chwili milczenia Flokk.
- Moi rodacy na pewno mnie szukają, i jeśli tylko sygnał z wozu do nich dotarł, pojawią się tu lada chwila, może nawet już przeczesują dżunglę poszukując mnie, lub moich zwłok.
- Myślałem jak dać im sygnał i wymyśliłem, że trzeba ich skierować do ruin, najlepiej układając znak przy wejściu.
.....Taemii już nie zaskakiwała błyskotliwość przyjaciela, to, że chodził odziany w futro i skóry, nie oznaczało, że był idiotą. Kiedyś, Autarcha by tak pomyślała, dziś, dziś wiele się zmieniło.
- Cokolwiek jednak obmyślimy, Rada się na to nie zgodzi. - dokończył myśl Flokk, dokładając do ognia suche purchawice.
- Nie martw się tym „Plamka”, jeśli Eldarzy tu przybędą, zrobią to na latającym wozie, wytropią mnie i skontaktują się przez pancerz. - uspokoiła go, poklepując po ramieniu. Zwiadowca pokiwał głową i szczeknął na znak zrozumienia.
.....Autarcha miała wielu znajomych wśród Eldarów, niektórych traktowała jak dobrych kolegów i koleżanki, niektórych kochała, jednak tu, w tej ciemnej jaskini zrozumiała, że takiego niezwykłego przyjaciela jak „Plamka”, nie miała jeszcze nigdy w życiu.
********************************
.....Harmider na wyższym poziomie obudził Taemię, była sama w norze. Ubrała się w pośpiechu, pędząc co sił na skrzyżowanie Spotkań.
Na małym, podziemnym placyku zebrała się gromada samic z dziećmi, gorączkowo o czymś debatując. Eldarka już co nieco rozumiała z mowy obcych nawet bez translatora, w końcu dowiedziała się więc, że Rada Starszych ogłosiła pobór w szeregi zwiadowców, szykowała się bitwa. Wszystkich samców zebrano w sali Wojny, do której Eldarka nigdy nie miała wstępu, poszła tam teraz, jednak dwaj gwardziści zagrodzili jej drogę, uniemożliwiając wejście przez bramę zrobioną z kości jakiegoś wielkiego zwierzęcia.
.....Po jakimś czasie wrota otwarto, a z ciemnej komnaty o niebywale wysokim suficie, wyszła ponad setka młodych poborowych. Za nimi, z ponurymi minami wyszło pozostałych kilkudziesięciu obcych, wśród nich był Flokk, do którego Taemia od razu podeszła z malującym się na twarzy pytaniem. Zwiadowca wiedząc, że kobieta bez pancerza na sobie nie będzie w pełni go rozumiała, szczeknął tylko.
- Wąż, zmierza, tu. Będziemy, bronić.
.....Wieczorem, gdy mieli trochę więcej czasu na rozmowę, Eldarka dowiedziała się więcej szczegółów.
Węże zaatakowały grupę myśliwych i pojmały jednego z nich żywcem. Zanim zawlokły go do swojego miasta, urządziły postój w dżungli, gdzie chcieli go pożreć. Na szczęście, obóz został niespodziewanie zaatakowany przez dzikie Ptakory i w zamieszaniu Dżabassowi udało się uciec i wrócić do gniazda z niepokojącymi wieściami. Myśliwy podsłuchał rozmowę dwóch z porywaczy, którzy opowiadali o planie swoich dowódców, mających zamiar uderzyć na kryjówkę Dżabassów, stosując nową taktykę. Uciekinier nie dowiedział się jaka to była taktyka, jednak według niego, Węże bez przerwy mówili coś, o jakiejś bestii.
.....Taemia zrozumiała, że jeśli ten cały Wąż, zdecyduje się wejść do podziemi, wymorduje całą populację Dżabassów w ciągu kilku godzin. Rada starszyzny zapewne miała jakiś plan, jednak Autarcha postanowiła sama coś wymyślić. Dżabassowie byli kiepskimi wojownikami, doskonale uciekali, ale w zwarciu byli wrażliwi i niestety, tchórzliwi.
Poprosiła „Plamkę” by ten zabrał ją pod samo wyjście i pomógł znaleźć pomysł na najlepszą obronę, jak i plan awaryjny w przypadku, gdyby wrogowi udało się wedrzeć pod ziemię.
Palić! Mordować! Gwałcić! Rabować!

Wróć do „Raporty i fluff”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość