...KOD 16...

Awatar użytkownika
Raziel
Posty: 656

...KOD 16...

Post#1 » ndz wrz 03, 2017 7:09 pm

PROLOG

....Rok 1999, godzina 10:15, Radynka, około 50 kilometrów od miasteczka Prypeć.
Sierżant Dymitri Repnin melduje do dowództwa mobilnego swoją gotowość. Jego pluton piechoty zmechanizowanej ma dotrzeć do miejsca docelowego za godzinę.
To był ostatni raport Repnina, zarówno on, transporter, jak i jego dziesięciu ludzi nigdy nie wrócili na teren jednostki.
***************************************
.....Rok 2001, godzina 17:34, okolice miasteczka Prypeć.
Soba Streiłkow prowadzi grupę turystów w okolicę centrum miasta, nielegalna wyprawa przebiega jak zwykle bez zakłóceń, do czasu, gdy jedna z turystek wszczyna alarm, zauważywszy brak swojego męża. Poszukiwania trwają przez kilka godzin, w końcu większość grupy z nich rezygnuje. Tylko pięć osób, w tym żona zaginionego kontynuują starania, by znaleźć mężczyznę. Zarówno oni, jak i przewodnik nigdy nie wrócili na stację Yanov, gdzie mieli spotkać się z resztą wycieczki.
***************************************
.....Rok 2007, godzina 09:48, okolice miasteczka Prypeć.
Harold van Densel wyszedł z naczepy kempingowej swojego forda, zapinając pasek od spodni. Mężczyzna przeciągnął się z uśmiechem na twarzy i zadowolenia, które zafundowała mu jego nowa koleżanka, autostopowiczka z Mlachivki. Samara tak jak i Harold, zmierzała do Prypeci w poszukiwaniu pamiątek i emocji, ona dodatkowo liczyła na dobry materiał na artykuł. Niestety, jej auto rozkraczyło się przed Mlachivką i resztę drogi miała pokonać pieszo, jednak jadący białym wozem kempingowym zachodni turysta, zaoferował jej wybawienie, miłe towarzystwo i ostry sex.
.....Harold po fikołkach zawsze odpalał cygaro, nie mógł teraz tego zrobić, bo jakieś cwele na lotnisku zabrały mu całe pudełko. W tutejszych sklepach sprzedawali tylko papierosy, robione chyba z używanych opon, na co Densel nie miał zamiaru tracić kasy. Zamiast więc pyknąć kilka kubańskich machów, wybrał się na spacer. Pomyślał, że półgodzinna przechadzka go odpręży i pozwoli naładować magazynki do pełna, bo jeśli się nie mylił, Samara była chyba niedostatecznie rozstrzelana.
.....Dziewczyna przekręciła się na bok, Belg wymęczył ją nieziemsko, gdyby nie potrzeba wzięcia prysznica, pewnie zasnęłaby jak suseł. Samara usiadła, rozglądnęła się za swoimi majtkami, starając się przypomnieć sobie, gdzie Harold je rzucił zaraz po tym, jak skończył łazić z nimi na głowie. Nigdzie ich nie było, wstała z drgającymi udami i uśmiechnęła się sama do siebie, odczekując krótką chwilę. W końcu podeszła do drzwi rozstawionej za przyczepą toalety, zabrała ze sobą z wieszaka duży ręcznik i przekręciła klamkę.
.....Woda była letnia, Samara starała się jak najszybciej opłukać, żeby nie załapać się na zimny strumień. Nagle, usłyszała stłumiony krzyk, dochodził gdzieś od strony lasu. Dziewczyna owinęła się ręcznikiem i niepewnie wystawiła głowę za uchylone, pleksowe okienko toalety. Nikogo nie było na zewnątrz, nie było też słychać żadnego dźwięku.
Harold nie wracał, nie było go już od ponad półtorej godziny, Samara postanowiła go poszukać. Ubrała się i ruszyła w stronę Czerwonego Lasu domyślając się, że w tamtym kierunku poszedł Belg i pewnie wlazł w jakąś norę, albo złamał nogę na wystającym korzeniu.
.....Dziewczyna w końcu sama zabłądziła, leśne ścieżki wyglądały tak podobnie do siebie, zrezygnowana odpuściła sobie kochanka z zagranicy, starając się samej wybrnąć z kłopotliwej sytuacji, nie miała nic do picia i burczało jej w żołądku. W pewnym momencie zauważyła kątem oka jakiś ruch między gęstymi drzewami. Uradowana pobiegła w tamtym kierunku, nawołując Harolda, nikt jej nie odpowiedział. Zezłoszczona myśląc, że to kiepski kawał Belga, odwróciła się na pięcie i upadła na wznak. Jak przez mgłę widziała dwie pary nóg, potem usłyszała jeszcze jakiś głos i straciła przytomność.
***************************************
.....Rok 2008, godzina 05:12, okolice miasteczka Prypeć.
Agent Dudikoff natrafia na opuszczony, splądrowany wóz kempingowy marki Ford. Pojazd jest niesprawny, brak akumulatora, pusty bak na paliwo oraz dwa puste kanistry. Z auta ukradziono oczywiste rzeczy, jednak agenta zaciekawiło to, że zniknęły też zdjęcia naklejone na ściany wewnątrz, oraz wszelkie dowody tożsamości właścicieli.
Agent o godzinie 15:49 składa przez telefon satelitarny ostatni, zakodowany komunikat. Po tym, kontakt z Dudikoffem się urywa.
***************************************
.....Rok 2011, godzina 21:22, Czerwony Las, około sześciu kilometrów od miasteczka Prypeć.
Transporter zatrzymał się gwałtownie, wewnątrz słychać było krzyk kierowcy i paniczne wycie członków załogi. Górny właz otworzył się z trzaskiem...

Awatar użytkownika
Raziel
Posty: 656

Re: ...KOD 16...

Post#2 » sob wrz 09, 2017 10:45 pm

...kapitan wyskoczył z wnętrza pojazdu, stłumiona eksplozja wyrzuciła go w powietrze. Kwiki umierających pasażerów nie cichły, dowódca wylądował na brukowanym chodniku, uderzenie zabrało mu dech z płuc, zemdlał. Ostatnie co widział, był obraz, który wypalił się w jego mózgu na chwilę przed katastrofą, widok ładowniczego, wywracającego oczy do tyłu jak rekin, trzymającego w dłoni odbezpieczony granat.
************************
.....Rok 2011, godzina 07:56, Czerwony Las, około dziewięciu kilometrów od miasteczka Prypeć.
Svietłana była zła, tyle się nasłuchała o rosnących tu grzybach, o tym jakie to one nie były wielkie i smaczne, a tymczasem, w lesie nie było nawet muchomora. Kobieta miała wyraźną nadwagę, jej krótkie, naznaczone żylakami nogi dreptały nieporadnie ze zmęczenia, podpierała się grubym kijem i klęła na czym świat stoi. Miała dosyć, zawróciła z rezygnacją i ruszyła powoli w kierunku miejsca, gdzie zostawiła swój rower. Nagle poczuła niesamowity odór, słodki zapach zgnilizny uderzył ją w nozdrza, przyprawiając niemal o wymioty. Svietłana zakryła usta i nos dłonią, wsadzając patyk pod pachę i przyspieszając kroku. Wyszła zza szerokiego drzewa na jedną z wielu leśnych ścieżek i stanęła jak wryta, przed stojącym do niej tyłem mężczyzną.
- Boże wszechmogący, panie, co żeś mnie nastraszył, ło matko i córko! - mężczyzna nie zareagował, stał nieruchomo, z dziwnie pochyloną głową, śmierdziało zgnilizną.
Svietłana nie wróciła już nigdy do domu, poszukiwań nie było, gdyż nikomu nie powiedziała gdzie się wybiera.
************************
.....Rok 2011, godzina 18:31, Czerwony Las, około siedmiu kilometrów od miasteczka Prypeć.
Agenci Xawiery i Johanson nasłuchiwali przenośnej radiostacji, ustawionej na pniaku ściętego niegdyś tu drzewa. Z głośnika dochodził słaby dźwięk przekazu, nadawanego w języku ukraińskim.
- ”kod szesnaście... kod szesnaście...”
Mężczyźni spojrzeli na siebie, Xawier potarł czoło dłonią w zamyśleniu i stwierdził.
- Dokładnie ta sama godzina co wczoraj, dokładnie ten sam czas nadawania i ta sama treść.
Johanson wyprostował się i podszedł do terenowego Jeepa, wziął z tylnego siedzenia notes i zapisał coś na jego karcie długopisem, mówiąc.
- Codziennie rano, w południe i wieczorem ktoś nadaje tą samą sekwencję, jak zaprogramowany automat. „Kod 16”, co to może być do cholery? - Xawiery również podniósł się znad radia i rozglądnął po okolicy.
- Nie mam pojęcia, ale sygnał dochodzi z odległości nie większej niż pięć kilometrów, złóżmy meldunek i zróbmy pożytek z tego ustrojstwa. - mówiąc to, wskazał leżący na masce auta przyrząd mierniczy, służący do namierzania nadajników radiowych.
Meldunek agentów Xawiera i Johansona nigdy nie został nadany.
************************
.....Rok 2011, godzina 11:34, Czerwony Las, około dziesięciu kilometrów od miasteczka Prypeć.
Piotr Mikołajewicz usiadł, oparł się o pień drzewa, odsapnął, krwawił obficie. Jego udo było przeszyte na wylot długim bagnetem, napastnik przekręcił ostrze, powodując krwotok, wiedział co robi skurwysyn. Piotr odciągnął zamek, spojrzał do komory, ostatnia kula, „wystarczy”, pomyślał...

Awatar użytkownika
Raziel
Posty: 656

Re: ...KOD 16...

Post#3 » sob wrz 23, 2017 11:55 am

...przystawił lufę do skroni i pociągnął za spust.
*********************
.....Rok 2011, godzina 8:24, Polska, ośrodek szkoleniowy służb specjalnych w Emowie. Dwaj mężczyźni szybkim krokiem pokonują kolejne zakręty oświetlonego korytarza.
- Naczelniku, nie zawracałbym panu głowy i nie przerywałbym panu porannej kawy, gdyby to nie było ważne. - oświadczył niższy mężczyzna, nerwowo przeczesując rzednącą grzywkę.
- Mam nadzieję panie kierowniku, bo po tym, co pana ludzie odwinęli w sobotę...
- Nie nie, to poważna sprawa...
- Czyli kurwa w sobotę była niepoważna?
- Nie, znaczy tak panie naczelniku...
.....Mężczyźni zatrzymali się przed jednymi z drzwi na korytarzu, kierownik otworzył je przed wyższym mężczyzną i obaj weszli do niewielkiego pomieszczenia, w którym przy obdrapanym z farby, pamiętającym jeszcze czasy peerelu biurku, siedział młody mężczyzna, który zerwał się z miejsca na widok wchodzących.
- Kowalski, pokaż naczelnikowi co odkryliśmy. - rozkazał kierownik, wskazując ekran monitora na biurku pracownika.
- My? - zdziwił się młodzik?
- Nie pierdol, pokazuj... - uciął kierownik nerwowo, Kowalski odwrócił monitor w stronę naczelnika i kliknął w kilka klawiszy na klawiaturze.
.....Naczelnik przypatrywał się przez chwilę wyświetlonemu zdjęciu.
- Dobra, co mam tu widzieć?
- To jest... - zaczął Kowalski, ale kierownik wszedł mu w zdanie.
- To jest zdjęcie lotnicze Wilczego Szańca, z czasów drugiej wojny światowej wykonane w lecie. Jak naczelnik widzi, nic na nim nie widać oprócz gęstego listowia drzew. Kowalski, następne zdjęcia.
Chłopak wykonał polecenie pośpiesznie, i już po chwili, wszyscy przyglądali się kilku nowym zdjęciom.
- ...iii? - naczelnik nie ukrywał zniecierpliwienia.
- Kolejne zdjęcie, to ten sam teren, ale zimą, widać czapy śniegowe na gałęziach drzew, ale sam Wilczy Szaniec jest przykryty niemal jednolitą warstwą śniegu, a jak pan zapewne wie, Niemcy zabezpieczyli Szaniec przed zwiadem lotniczym, rozciągając gęstą sieć lin maskujących pomiędzy drzewami. Kolejne zdjęcia, te satelitarne, to okolice ukraińskiej Prypeci, gdzie odkryliśmy dokładnie takie samo miejsce...
- My? - wtrącił niepewnie Kowalski, ale odsunął się na bok i zamilkł, zgromiony spojrzeniem kierownika.
- ...w lecie niczego nie widać, ale w zimie, nad kawałkiem terenu jest widoczna strefa, która nawet jak śniegu na drzewach w okolicy jest niewiele, ona jest zasypana idealnie...
.....Naczelnik odsunął nos od monitora, spojrzał bardziej przychylnie na kierownika i kierując się w stronę drzwi zakomunikował.
- Dzwonię do premiera, dobra robota kierowniku!
Kowalskiemu szczęka opadła, a z gardła wyrwało się nieśmiałe „ale?”, jednak tego naczelnik już nie słyszał. Kierownik natomiast, taksował młodzieńca wrednym spojrzeniem mówiąc.
- Co się gapisz, weź się kurwa za jakąś robotę!
*********************
.....Rok 2011, godzina 17:12 Francja, tajna baza wywiadu. Trzej mężczyźni, siedzący w obitych skórą fotelach, popijając kawę z porcelanowych filiżanek, patrzyli na stojący pod ścianą ogromny telewizor, oglądając pojawiające się na nim zdjęcia.
- Jak na to wpadliśmy? - zapytał łysawy mężczyzna.
- To pozyskane, nasz wtyk z Polski to podesłał. - odpowiedział najstarszy z mężczyzn.
- Tak, swoich tam trzepią niesamowicie, ale już na to, że cywilna sprzątaczka ma dostęp do wszystkich pomieszczeń, nie wpadli od czterdziestego piątego. - Wtrącił chudy i wszyscy trzej głośno się roześmiali.
*********************
.....Rok 2011, godzina 18:00 Rosja, Kreml. Prezydent patrzył z przymrużonymi oczami na leżące na biurku przed nim, zdjęcia i raport wykonane przez mężczyznę, stojącego na baczność w połowie pomieszczenia.
- Doskonale, jak to zdobyliśmy? - zapytał prezydent, podnosząc wzrok znad dokumentów, utkwiwszy go w pocącej się ze zdenerwowania postaci, która odchrząknąwszy odpowiedziała.
- Od Francuzów, podsłuch w sali odpraw...
- Doskonale, doskonała robota, możecie odejść.
Mężczyzna odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę korytarza. Gdy był już w drzwiach, usłyszał za plecami.
- Jeszcze jedno, tydzień urlopu.
- Dziękuję panie prezydencie. - odpowiedział mężczyzna, ścierając ukradkiem pot z czoła.
*********************
.....Rok 2011, godzina 10:11 Japonia, laboratorium korporacyjne, skrzydło toksykologiczne.
Kobieta odrzuciła do tyłu długą, czarną grzywkę, odsłaniając przystojną twarz i usiadła w fotelu, który wskazał jej gestem ręki mały mężczyzna, stojący po drugiej stronie szklanego stołu.
- Czegoś się pani napije? - zapytał, gdy oboje wygodnie rozsiedli się w fotelach.
- Nie, dziękuję. - odpowiedziała kobieta, kładąc na blacie stołu swoją czerwoną, damską torebkę. Mężczyzna choć starał się z całych sił, nie mógł oderwać wzroku od głębokiego dekoltu w czerwonej sukience swojego gościa, w końcu wziął ze stołu leżący na nim plik dokumentów i udając, że go studiuje, kontynuował rozmowę. Kobieta uśmiechnęła się widząc zakłopotanie małego człowieczka.
- Pani Wang, bardzo nas cieszy pani wizyta, jednak odnoszę wrażenie, że nie jest to tylko i wyłącznie towarzyskie spotkanie, a cała ta „turystyczna” przykrywka... Wybaczy pani.
.....Kobieta roześmiała się serdecznie, utkwiwszy wzrok w jednej z gablotek, stojących przy ścianie biura.
- Jest pan spostrzegawczy i przebiegły, podoba mi się to, i zapewniam, że szef również jest zadowolony z faktu, że posiada tak wartościowych pracowników. - słowiczym głosem zakomunikowała kobieta, pochylając się nieco do przodu. Mężczyzna musiał przymknąć powieki, a oczy zasłonił dłonią przecierając czoło, żeby nie widzieć rozchylającego się jeszcze bardziej dekoltu. Kobieta była tym tak rozbawiona, że aż jej się zrobiło żal małego człowieczka.
- Pani Wang, to wielki zaszczyt, mam nadzieję, że nasza współpraca będzie długotrwała i owocna, jednak, mając świadomość, że zapewne bardzo się pani spieszy, nie chciałbym pani zabierać cennego czasu.
Mężczyzna kluczył, kobieta była tego świadoma i postanowiła więcej nie dręczyć swojego rozmówcy. Sięgnęła do torebki, z której wyciągnęła niewielki, chromowany pistolet.
Mężczyzna znieruchomiał, pot wylał mu się na czoło, a małe oczka wyszły z orbit z niedowierzaniem. Chwycił poręcze fotela kurczowo, czekając na to, co ma się wydarzyć. Kobieta w czerwonej sukni odciągnęła kurek, pod którym ukazała się końcówka pendrajwa, którą wetknęła w gniazdo, umiejscowione w rogu stołu.
.....Mężczyzna rozluźnił się, ale gdyby zmierzono mu w tej chwili puls, w aparacie zabrakło by skali. Sięgnął po leżący obok, szeroki pilot i drżącymi palcami włączył panel wkomponowany w blat stołu. Przez chwilę oboje przyglądali się zdjęciom i zeskanowanym dokumentom, po czym kobieta wyciągnęła pendrajw z gniazda i chowając go do torebki spytała.
- Wie pan, co to oznacza?
- Tak pani Ado, rozpocznę przygotowania niezwłocznie.
- Cieszę się. - odpowiedziała kobieta wstając z fotela. Zabrała z blatu torebkę i ruszyła w stronę drzwi dodając.
- To była czysta przyjemność, spotkać się z panem, panie doktorze.
- Wzajemnie, pani Wang, również się cieszę z naszego spotkania. - oznajmił mały mężczyzna wstając i odprowadzając wysoką kobietę kilka kroków w stronę wyjścia.
Gdy ta w końcu wyszła, zamykając za sobą drzwi, doktor podszedł do niewielkiej komody przy ścianie, wyciągnął z niej butelkę i pociągnął spory łyk jej przeźroczystej zawartości.
*********************

Wróć do „Spectre Miniatures”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość