Blackswords sezon 2 - The New Beginning

Daty turniejów i umawianie się na wyjazdy
Awatar użytkownika
omadan
Posty: 182

Blackswords sezon 2 - The New Beginning

Post#1 » czw wrz 05, 2019 10:25 pm

bandofblackswords.jpg
bandofblackswords.jpg (106.38 KiB) Przejrzano 1252 razy


Nowy Początek

Thunderhawk spokojnie wylądował w dosyć ciasnym hangarze ładunkowym przeznaczonym dla okrętów mniejszego kalibru. Gdy tylko zakończył się proces osiadania boczne wrota otworzyły się w kłębach pary i zgrzytów zawiasów. Z wewnątrz wyszła tylko jedna postać, cała odziana w szary pancerz energetyczny. Marine pewnie zszedł z rampy a jego płaszcz z wilczych skór powoli wyłonił się zza oparów. Na jednym z naramienników widniał czarny napis Ragnar Blackmane, ozdobiony osobistymi insygniami właściciela.

Podróż przez ciasne korytarze okrętu nie trwała zbyt długo. Po kwadransie Adeptus Astartes w szarej zbroi dotarł na miejsce swojej wędrówki. Gdy tylko zbliżył się dostatecznie blisko komnaty, wrota otworzyły się samoczynnie. Po drugiej stronie znajdowały się dwie postacie spowite w słabym świetle lamp plazmowych. Pierwszym z nich był space marine w kruczoczarnej zbroi. Jego pancerz był zapewne poddany licznym modyfikacjom tak, że niewiele zostało z oryginalnego projektu. Marine posiadał jedną cybernetyczną rękę, zapewne nie pochodzącą z arsenału Astartes. Jego cybernetyczny wizjer wbudowany w hełm zdawał się przybliżać i oddalać soczewkę, tak jakby uważnie śledził każdy ruch przybysza. Drugim obecnym na sali okazał się mężczyzna wątłej budowy, odziany w strój znacznie odbiegający od tego millenium. Jego głowę zdobił wysoki cylinder, który skrzętnie ukrywał większość jego twarzy. Gdy marine w szarej zbroi zbliżył się na wystarczającą odległość, jegomość w cylindrze odezwał się.

„Uwielbiasz to swoje sztuczki, co Sejdorf? A może żałujesz, że nie stanąłeś po tamtej strony te dziesięć tysięcy lat temu, co?” Spytał Faustus swoim cichym głosem.

„Cadia updała. Imperium otrzymało cios, który przesądzi o jego istnieniu. Cicatrix Maledictum podzieliło galaktykę na dwie części osłabiając wpływy trupi-imperatora na zawsze. Vigilus jest stracony. Słabi wyparują dając miejsce silnym do rozkwitu i odtworzenia tego co zostało utracone. Do wilków mam sentyment bo w ich barbarzyństwie jest dużo szczerości.” Odparł Sejdorf dezaktywując swój kamuflaż. Wilczy płaszcz momentalnie zamienił się w sztywną pelerynę mieniącą się tysiącem barw. Precz poszedł szary kolor ustępując miejsca łuskowatej zbroi legionisty Alpha. „Teraz lepiej?”

„Zdecydowanie wolę twoje prawdziwie oblicze Hydro. Ale nie spotkaliśmy się tutaj by pokazywać sobie sztuczki, prawda? Czy masz to o co prosiłem?” Odrzekł Doc Faustus.

„Mam wszystko, a nawet więcej. Z moją pomocą odtworzysz swoją dawną potęgę i odbierzesz to co utracone. Udało mi się zdobyć największych zabijaków jakie widziało Imperium i Osnowa. Część z nich zrekrutowałem używając manipulacji, innych indoktrynacji a paru zechciało dobrowolnie służyć największe potędze tych galaktyk. To doprawdy fascynujące ile można zdziałać za pomocą zwykłych słów a nie kul i ognia. Ponadto zdobyłem też to.” Sejdorf z wyraźną satysfakcją rzucił Faustusowi tablet.

„Nie schlebiaj sobie za bardzo, Sejdorf. To czy oni się nadają to się dopiero okaże. Mam dla nich parę istotnych zadań i jest jeszcze niedokończona sprawa ze zdrajcą Tarkosem. Co prezentują te projekty? Nie widziałem tego wcześniej. Skąd to masz?” Spytał zaciekawiony.

„Rany dalej bolą po utracie twoich dzieci? Nie widziałem, że takie ludzkie uczucia jak zemsta mogą się pojawić w twoim umyśle. Przed oczyma masz nowe zabawki naprędce tworzone przez sługi Guilimana. Nowe czołgi, transportowe, maszyny kroczące. Imperium resztkami sił próbuje zatrzymać to co nieuniknione. Niestety najważniejsza ciekawostka jest wciąż poza moim zasięgiem. Wierze, że ty też byłbyś tym zainteresowany.”

„Moje bóle niech pozostaną moim problemem. Te nowe pojazdy są innej skali, nieco ponad miarę Astrates. Nie wiem w jaki sposób mieliby je pilotować. Jaki jeszcze sekret chowasz przede mną, Hydro?”

„Czyżby bruzda galaktyczna odcięła cię od twoich ptaszków, Faustusie? Guiliman tworzy nowych żołnierzy, większych, silniejszych i bardziej wytrzymałych. Nazywa te okazy primaris marines. Są ich tysiące a tysiące powstają z każdym tygodniem. Już teraz zasilają szeregi istniejących zakonów a także tworzą nowe. Widzę, że cię zaciekawiłem.”

„Istotnie, chciałbym zobaczyć jak primaris marines zareagowaliby na nandroxy. Czy jesteś w stanie dostarczyć mi kilku?”

„Moja kohorta pracuje nad tym. Ostatecznie można spróbować dodając nowe implanty do marines mojej generacji. Słyszałem, że takie rzeczy są możliwe i większość śmiałków podejmujących się operacji przeżywa. Marneus Calgar na ten przykład.”

„Jestem coraz bardziej zainteresowany tymi primaris… Tymczasem pokaż mi to co już należy do mnie. Pokaż mi tych swoich zabijaków, Sejdorf.”

„Zatem zapraszam ze mną, Faustusie. Chciałbym jeszcze powrócić do warunków mojego wynagrodzenia.”

„Będzie tak jak chciałeś. Ale do tego będę potrzebował twoich zakapiorów. Chodźmy.”

„Jestem tuż za tobą.” Odrzekł Sejdorf odwracając się na pięcie. W dosłownie parę sekund jego zbroja ponownie przybrała szary odcień a wilczy płaszcz odsłonił jeden z naramienników sygnowanych Ragnar Blackmane. Mallek pozostał na miejscu i wzrokiem odprowadził dwójkę wychodzących. Perspektywa nowych implantów dających wiele benefitów napawała byłego Iron Fista nową nadzieją na ulepszenie swojego uszkodzonego ciała.

„Zapraszam z nami przyjacielu. Mam z tobą do pomówienia.” Zagadał Sejdorf na kodowanym kanale. Po chwili namysłu Mallek podążył za wychodzącymi.

Awatar użytkownika
SamboR
Posty: 653

Re: Blackswords sezon 2 - The New Beginning

Post#2 » sob wrz 07, 2019 1:56 pm

Chcę wiedzieć więcej.

Awatar użytkownika
omadan
Posty: 182

Re: Blackswords sezon 2 - The New Beginning

Post#3 » sob wrz 07, 2019 4:35 pm

hangar.jpg
hangar.jpg (59.18 KiB) Przejrzano 1202 razy


I - Rozkład i zgnilizna

Faustus patrzyl jak jego nowy nabytek szykuje się do akcji. Dosyć przestronny hangar zajmowała dwunastka Astartes w pełnych power armorach. We wcześniejszym życiu taka sytuacja nie mogła być mieć miejsca. Lojaliści i zdrajcy prędzej daliby się poćwiartować niż stanąć ramię w ramię przeciwko wspólnemu przeciwnikowi. Sejdorf jednak zdołał zebrać ekipę, która była już poza takimi moralnymi ograniczeniami. Przynajmniej taki sprawiali wrażenie. Faustus patrzył jak rodzi się jego nowa drużyna, która w krótce będzie wykonywać wszystkie polecenia bez wahania. Pierwszy skład stanowiła dwunastu Astartes w pełni zasymilowanych z x-nano Nandroxami. Nowsza technologia miała dawać nie tylko większe możliwości bojowe ale także bardziej wpływać na myśli, tworząc mocną więź z głównym hostem. Posłuszni aż do śmierci i poza nią. Tak przynajmniej głosiła teoria.

Moment zadumy przerwał głośny jazgot dobywający się z hangaru. Dwaj Astartes postanowili tuż przed akcją sprawdzić działanie swoich toporów. Gore i Butcher byli siebie warci. Dwóch byłych World Eatersów stanowiło trzon sił uderzeniowych ekipy. Faustus obserwował jak dwaj legioniści wymieniają ciosy i błyskawicznie reagują na siebie. Nandroxy w ich ciałach działały rewelacyjnie doskonale łącząc się z ich morderczymi implantami. Kontrolowana agresja to wielki atut i Faustu żałował, że ma tylko dwa takie okazy w swoich szeregach. Reszta marines sprawdzała swój sprzęt dokładnie. Byli fachowi i skrupulatni w tym działaniu. Ich pierwsza misja była swojego rodzaju testem dla nowej technologii Faustusa jak również i integracji nowego zespołu. W swoim czasie ta dwunastka będzie obalać władców i przejmować planety. Jeżeli tylko dadzą radę współpracować i przetrwać na polu bitwy. A nadchodzące zadanie nie napawało zbytnim optymizmem w tej kwestii.

Esther IV, zwykła planeta pod pieczą Imperium nie była jakimś szczególnym kąskiem dla Faustusa. Po tym jak Cicatrix Maledictum rozdarła galaktykę odcinając ją od imperialnego zaplecza i wsparcia szybko padła ofiarą czających się w pobliżu faworytów Nurgla. Death Guardzi wylądowali w skromnej lecz wystarczającej sile by przemienić planetę, najpierw w ruinę a następnie w gnijące ogrody Nurgla. Faustusowi nie zależało na tym kto będzie kontrolował Eshter IV i jakie będą dalsze losy jej mieszkańców. Wiedział jednak, że Death Guardom przewodzi Nixus Rottenblood, przywódca bandy zwanej Blight Bringers. Tak się kiedyś złożyło, że Nixus gdzieś w galaktyce znalazł kryształ o wielkiej mocy. Będąc w potrzebie użył kryształu aby zaopatrywał jego power armor. Moc była na tyle wielka, że zbroja nie tylko zyskała na sprawności ale także wzmocniła siły witalne właściciela. Ponadto Nixus zaczął wykazywać talenty psioniczne, które coraz bardziej przybierały na sile. Nieświadomy Rottenblood myślał, że został naznaczony przez swojego boga i wszystko co go spotyka jest darami od Nurgla. Rzeczywistości była jednak inna i właściwie tylko dzięki silnej odporności Nixus był w stanie wytrzymywać natężenie mocy w jego osobie.

Faustus latami czekał aż informacje o obecności Nixusa spłyną do niego. Gdy tylko dowiedział się, że Rottenblood pustoszy nieodległą planetę natychmiast przyspieszył implementowanie Nandroxów w swoich nowych okazach. W nowej, jeszcze niebezpieczniejszej rzeczywistości, kryształ był dla niego bezcenny. Za wszelką cenę musi trafić do jego rąk albo Wielki Plan mocno się opóźni lub całkiem spali na panewce. Tak więc Faustus ostatni raz spojrzał w stronę hangaru. Ostatni Astartes wchodzili do mocno zmodyfikowanego Thunderhawka. Po chwili rampa się zamknęła a silniki zaczęły się rozgrzewać. Prosty cel: wygrzebać kryształ ze zbroi Death Guarda, siłą lub sprytem. Piłka w grze, pomyślał Faustus i odwrócił wzrok od hangaru.

1. Drużyna wylądowała bez problemów. Ostatnie sprawdzenie sprzętu przed nieuchronną konfrontacją.
BS0.jpg
BS0.jpg (220.76 KiB) Przejrzano 1202 razy

2. Blackswords zajmują kluczowe pozycje wśród ruin. Miasto wygląda na opuszczone ale nikt rozsądny nie dawałby temu wiary.
BS1.jpg
BS1.jpg (242.82 KiB) Przejrzano 1202 razy
Ostatnio zmieniony śr gru 04, 2019 10:42 pm przez omadan, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
omadan
Posty: 182

Re: Blackswords sezon 2 - The New Beginning

Post#4 » sob wrz 07, 2019 4:39 pm

3.Ostro do przodu! Nieumarli mieszkańcy miasta wypełźli ze swoich kryjówek.
BS2.jpg
BS2.jpg (221.17 KiB) Przejrzano 1201 razy

4.Zombie jest coraz więcej. Pierwszy kontakt z Death Guard.
BS3.jpg
BS3.jpg (209.93 KiB) Przejrzano 1201 razy

5.Death Guardów jest coraz więcej i mają wsparcie terminatorów.
BS4.jpg
BS4.jpg (211.5 KiB) Przejrzano 1201 razy

Awatar użytkownika
omadan
Posty: 182

Re: Blackswords sezon 2 - The New Beginning

Post#5 » sob wrz 07, 2019 4:45 pm

5.Nie udało się utrzymać tyłów. Natłok nieumarłych jest zbyt duży. Przegrupowanie konieczne.
BS6.jpg
BS6.jpg (215.7 KiB) Przejrzano 1200 razy

6.Walka na wszystkich frontach w pełni!
BS5.jpg
BS5.jpg (255.98 KiB) Przejrzano 1200 razy

7.Nixus Rottenblood ze swoją świtą. Zwycięstwo jest w zasięgu ręki ale...
BS7.jpg
BS7.jpg (194.36 KiB) Przejrzano 1200 razy

czlowiek.morze
Posty: 56

Re: Blackswords sezon 2 - The New Beginning

Post#6 » wt wrz 10, 2019 10:22 am

Super sprawa, dzięki za relację.

Awatar użytkownika
omadan
Posty: 182

Re: Blackswords sezon 2 - The New Beginning

Post#7 » śr wrz 11, 2019 10:06 pm

Gra Cieni

Torv był wyjątkowo zniesmaczony obecną sytuacją. Plany inwazji na planetę szły całkiem pomyślnie. Opór był słaby i nieudolny a naprędce powstałe siły obrony planetarnej szybko przechodziły na poprawną stronę papy Nurgla. Champion Death Guard nie lubił bezmyślnego masakrowania dobrego towaru. Każdemu należy dać szanse na otworzenie oczu i dostrzeżenie najdoskonalszej prawdy, prawdy Ogrodów Nurgla. I gdy wszystko zaczęło się już układać a plagi zgnilizny trawić planetę, wówczas zjawili się oni. Jakiś zlepek Astartes do zadań specjalnych. Torv widział już takich specjalistów w czarnych pancerzach z srebrnym naramiennikiem. Ci jednak wyglądali na jeszcze lepiej przeszkolonych. Wybicie ich zajmie pewnie trochę czasu ale może i przyniesie jakąś satysfakcję. Ostatnimi czasy champion niewiele czuł i nie do końca wiedział czy mu to przeszkadza. Poza tym coś było nie tak w powietrzu dziś. I nie był to zapach Imperium.

„Torv, mam kontakt” głos płynący z voxa brzmiał donośnie i wyraźnie w odróżnieniu do standardowego legionisty synów Mortariona. Cymion był nowym nabytkiem XIV legionu a jego renegacka przygoda zaczęła się dopiero trzy standardowe lata wstecz.

„Imperialni?” odparł Torv rozglądając się po zgliszczach budynków. Sam zaczął się zastanawiać czy nie dostrzega czegoś czającego się w cieniach. W zasadnie znał już odpowiedz na swoje pytanie. Czekał na potwierdzenie.

„Ciężko mi ocenić, sierżancie. Coś szybkiego i lichego w kształcie. Nie Astartes” rzekł młody legionista nieco zbyt emocjonalnie.

Torv nie lubił gdy jego podopieczny używał imperialnej nomenklatury. Najwyższy czas żeby się w końcu dostosował do standardów XIV. Widać, że trzeba będzie nad nim jeszcze popracować, zamyślił się weteran. Nie było jednak czasu na zbyt głęboką kontemplację, gdyż pociski z nieznanej broni spenetrowały pordzewiały pancerz wojownika. Torv jednak szybko rozpoznał pociski jakie poszarpały jego gnijące ciało. Odrywając wzrok od swoich ran instynktownie spojrzał na wprost i dostrzegł ruchy w cieniach starej fasady budynku. Wyglądało na to, że był osaczony i odcięty od reszty swojego oddziału. Tymczasem cienie zaczęły się zbliżać.

Cymion strzelał głównie na oślep ale donośny jęk przeciwnika oznajmił, że nie wszystkie strzały zostały oddane na darmo. Legionista szybko przeładował i zapobiegawczo uskoczył za niski murek nieopodal. Dary papy Nurgla nie były jeszcze w nim w pełni rozwinięte i dalej szybkość przeważała nad wytrzymałością. Wtem seria pocisków poszczerbiła murek. Gdy ogień ustał Cymion wstał i wypalił krótkie serie w kierunku domniemanego wroga. Tak jak powinien był zrobić według Codex Astartes. Tym razem jego pociski trafiły tylko na pustkę i już gdy miał się ponownie chować za murkiem poczuł silne wyładowanie elektryczne. Potem była już tylko ciemność.

Awatar użytkownika
Raziel
Posty: 1267

Re: Blackswords sezon 2 - The New Beginning

Post#8 » czw wrz 26, 2019 10:58 am

Oto w skrócie tło historii moich postaci:

.....Pavel Zakarov urodził się na księżycu Turtolsky, orbitującym wokół planety Vostroya. Miał o tyle szczęście, że jego rodzina była zamożną i liczącą się w środowisku szlacheckim dynastią, nie jest więc jednym z tych standardowych herosów, którzy musieli wygramolić się z szamba, żeby osiągnąć w życiu jakiś sukces. Pavel miał dokładnie odwrotnie.
Po ojcu odziedziczył talent do inżynierii, w szkole wyprzedził swoich rówieśników i już jako młodzieniec trafił na studia, gdzie praktykował u samych kapłanów z Adeptus Mechanicus, mocno powiązanych ze światem industrialnym, jakim była Vostroya.
.....Niestety, na mocy przyrzeczenia, jakie Vostroya złożyła wobec Imperium po herezji Horusa, Pavel, osiągnąwszy pełnoletność, trafił w szeregi Gwardii Imperialnej, gdzie miał do odsłużenia pięć lat zasadniczej służby wojskowej. Początki w armii były ciężkie, jak to zwykle bywa, lecz młody inżynier szybko znalazł się na pozycji „spoko gościa”, który potrafił pomagać oficerom w drobnych naprawach, a z czasem nawet w usprawnianiu ich personalnego ekwipunku.
Dzięki tym układom i sporemu wpływowi swojego ojca, Pavel unikał wszelkich konfliktów zbrojnych, w których brała udział Gwardia z Vostroy. Zamiast tego, ulokowano go w jednostce technicznej, gdzie razem z innymi mechanikami opiekowali się zużytym sprzętem.
.....Pevelowi pozostał do odsłużenia zaledwie rok, gdy otrzymał rozkaz wysyłający go na front. Nie pomogli koledzy, nie pomógł wpływowy ojciec, wróg był zbyt blisko, zbyt niebezpieczny i do walki z nim rzucono wszystkich, którzy mogli dzierżyć broń. Zakarov nadal pełnił funkcję mechanika, jednak tym razem był w centrum działań bojowych. Co dziwne, nie bał się walki i po pierwszym starciu z obcymi, wrócił do jednostki jako bohater. Okazało się bowiem, że w czasie bitwy, pod silnym ogniem naprawił działo Bazylisk, dzięki czemu odparto wroga z kluczowej lokacji.
Pavel walczył czynnie jeszcze kilka razy, za każdym razem dowodząc swojej odwagi i bojowego zacięcia, o które nikt wcześniej nie podejrzewał inżyniera „karierowicza-dupowłaza”.
.....Niestety, służba wojskowa i uczestnictwo w wojnie skończyło się dla Pavela gwałtownie i tragicznie. Podczas jednej z bitew, w której udział wzięli Space Marines z zakonu Angels Encarmine, Pavel uratował zakleszczonego we włazie transportera Rhino anioła, sam przy tym tracąc lewe ramię.
Utrata ręki była wielką traumą dla młodzieńca, który w innych okolicznościach, musiałby pożegnać się ze swoją karierą inżyniera. Jednak zamożność jego rodziny, oraz fakt, że wyczyn Pavela przysporzył sławy jego ojcu sprawiły, iż życie młodzieńca wróciło do normy. Niebotycznie droga, wykonana przez samych Tech Kapłanów Maszyny proteza ręki, sprawowała się doskonale i po niedługim czasie Pavel doszedł do wniosku, że jest sprawniejsza niż prawdziwa ręka.
.....Nastały czasy sławy, dostatku i sukcesów, gdyż Pavel Zakarov został przyjęty do Arsenału, najbardziej honorowej uczelni i jednocześnie centrum inżynieryjno-patentowego w systemie Vostroy. Wraz ze sławą i niebagatelnymi zarobkami, do szczęścia Pavela dołączyła piękna Adda, która dała inżynierowi siódemkę wspaniałych potomków.
Pavel natomiast, poświęcił się projektom, tworząc niesamowite urządzenia, z których część trafiła na rynek jako jego własne patenty.
.....Mijały lata, dzieci Zakarovów dorastały, dziedzicząc po ojcu zapał, talent i wytrwałość, natomiast po matce spryt i nieprzeciętną urodę. Tak się bowiem złożyło, że wszystkie pociechy Pavela były dziewczynami, na co czasami narzekał, gdy nie miał mu kto pomagać w warsztacie.
Dobra passa skończyła się wraz ze śmiercią ojca Pavela, która wydarzyła się w dość niejasnych okolicznościach, rzucając na Zakarovów cień podejrzeń o herezję i kontakty z obcymi.
Pavel tego nie wiedział, ale jego ojciec pracował nad tajnym projektem razem z Mechanicum. Coś tragicznego musiało się wydarzyć w trakcie eksperymentów, gdyż któregoś wieczora, ojciec Pavela zebrał w swojej willi całą rodzinę i oświadczył, że musi wyjechać na nieokreślony czas. Dwa dni później, w rozbitej na drodze awionetce znalazła go milicja.
.....Nie wiadomo z jakiego źródła, do opinii publicznej trafiła plotka o domniemanych kontaktach seniora z obcymi. Jednak te podejrzenia wystarczyły, by cała śmietanka władzy na Turtolsky odwróciła się od rodziny Zakarovów. Na domiar złego, zupełnie przypadkiem w czasie badań ciąży jednej z córek Pavela, okazało się, że dziewczyna jest chora na niezidentyfikowane, wirusowe zakażenie organizmu. Po wnikliwych badaniach, za które Pavel słono zapłacił, wyszło na jaw, że wszyscy, którzy uczestniczyli w ostatnim spotkaniu z seniorem, zostali zarażeni owym wirusem. Każdy, kto uścisnął dłoń, lub ucałował seniora na pożegnanie, miał umrzeć w przeciągu kilku miesięcy na szybko rozwijającą się, nieuleczalną chorobę układu nerwowego.
.....Oczywiście ta informacja również odbiła się echem pośród chłonnych plotek środowisk, przez co Zakarovie stali się niemal wyrzutkami społeczeństwa. Kilkoro członków rodziny popełniło samobójstwa, część opuściła księżyc, dokonując żywota na obcych planetach w przeciągu roku, jednak najbliżsi Pavela zostali wspólnie z nim, obiecując sobie stawić czoło nieszczęściu, razem.
.....Pavel Zakarov został wydalony z uczelni i pozbawiony możliwości pracy i prowadzenia tam badań. Odebrano mu prawa patentowe, a nawet zagrożono konfiskatą mienia, do czego jednak nie doszło z niewyjaśnionych powodów. Najprawdopodobniej Mechanicum miało w tej sprawie swój wkład, Tech Kapłani dalecy byli od współczucia czy wyrozumiałości, możliwe jednak, że czuli się odpowiedzialni za los tak znamienitej, od zarania dziejów współpracującej z nimi rodziny.
.....Pierwsza, w miesiąc po ustaleniu wyniku badań, umarła najmłodsza córka Pavela. Ta tragedia sparaliżowała wszystkich w rodzinie, jednak nim jej członkowie zdążyli ochłonąć, w tydzień później zmarła kolejna z córek inżyniera. Adda, nie mogąc pogodzić się z taką stratą i mając na uwadze fakt, że będzie patrzyła na śmierć kolejnych swoich dzieci, popełniła samobójstwo.
Pavel niemal oszalał z rozpaczy, gdy znalazł w salonie swoją martwą żonę, otrutą środkami nasennymi. Jednak jego początkowy szał, spowodowany bezsilnością, szybko przerodził się w twórczy zapał. Zakarov znał człowieka, który od lat zmagał się z toczącą jego organizm śmiercią. Tym człowiekiem był Domino Ferrato, członek gangu Van Sar ze świata Necromundy.
.....Cała rodzina Van Sar cierpiała na swego rodzaju popromienną chorobę, którą powstrzymywano przed uśmierceniem całej dynastii, za pomocą specjalnych kombinezonów, wyposażonych w specjalistyczne, chirurgiczne akcesoria i komponenty nanoinżynieryjne. Pavel musiał stworzyć podobną technologię i to bardzo szybko.
.....Domino nie mógł ryzykować podzielenia się z Pavelem schematem kombinezonu, gdyż to była szczerzona przez Van Sar tajemnica, nakierował go jednak najlepiej jak mógł, na konkretne badania, dzięki czemu znacznie ułatwił pracę inżyniera. Zakarov pracował w pocie czoła całymi dniami i nocami, w końcu stworzył prototyp egzoszkieletu wspomagającego układ nerwowy człowieka, jednak musiał go przetestować, co było bardzo niebezpieczne, a nie miał na kim. Jako ochotnik, stawiła się jedna z jego córek, którą choroba prawdopodobnie zabrałaby w przeciągu tygodnia.
Ledwo żywa dziewczyna, wspierana przez resztę sióstr, odziana w sztywny prototyp leczniczego szkieletu, czekała na wyniki testów. Początkowy efekt wzbudził we wszystkich niesamowitą radość i euforię. Ciało ochotniczki, wypełnione wzmacniającymi chemikaliami zaczęło z wolna się regenerować, wirus zauważalnie tracił siłę i przechodził w stan uśpienia, regeneracyjne działanie nanorobotów poprawiało wydolność organów, wzmacniając jednocześnie naskórek i wtedy dziewczyna nagle umarła.
.....Zakarovie, choć początkowo z trudem, nie tracili nadziei w swojego ojca i jego projekt. Na własne oczy widzieli jak stan ochotniczki poprawiał się, rozumieli, że kombinezon wymagał pewnych usprawnień, jednak mieli też świadomość uciekającego czasu. Mijały tygodnie, śmierć zbierała kolejne żniwa, odbierając życie wielu członkom licznej rodziny seniora, jak i kolejnym córkom Pavela. Inżynier pomału popadał w obłęd, nie mógł znaleźć sposobu na ustabilizowanie pracy swojego kombinezonu, który zarówno mógł w obecnym stadium pomóc, jak i z miejsca zabić noszącą go osobę. Wtedy, po raz kolejny w dziejach dynastii, do jej życia wmieszało się Mechanicum. Pavel po prostu pewnego dnia znalazł na swoim biurku schemat, który miał odmienić jego życie.
.....Do testów postanowił użyć własnego ciała, czuł, że kolej na niego, a na cierpienia następnego swojego dziecka nie chciał patrzeć. W eksperymencie towarzyszyły mu trzy pozostałe przy życiu córki. Nowy egzoszkielet zintegrował się z systemem nerwowym Pavela perfekcyjnie, chemia i nanoroboty zaczęły swoje działania bardzo selektywnie i delikatnie, by nie spowodować szoku i w efekcie gwałtownej zapaści mózgu człowieka. Wyglądało na to, że stan chorego stabilizuje się, a wirus osiąga poziom niemal całkowitego uśpienia.
Po kilkudziesięciu godzinach eksperymentu, Pavel ogłosił sukces swoim pociechom. Nie przyznał się jednak do tego, że wirus choć poważnie spowolniony, nadal niszczył jego system nerwowy w tempie szybszym, niż następowała jego regeneracja za sprawą kombinezonu.
.....Zakarov pospiesznie przystąpił do tworzenia kolejnych wersji kombinezonu, na początek skupiając się na trzech sztukach dla swoich córek. Wtedy właśnie, po raz tysięczny analizując plany znalezione wcześniej na swoim biurku, zauważył na marginesie pergaminu wyblakły, niemal całkowicie usunięty zapis. Wcześniej brał go za pożółkłą plamę, lecz teraz, oglądając go przez soczewkę mikroskopu stwierdził, że to nie do końca usunięty zapis, z którego dało się odczytać dwa słowa, „astartes” i „preomnor”.
Nagle wszystko stało się jasne, schemat przedstawiał odpowiednio okrojony, jeden z etapów tworzenia imperialnego super żołnierza. W głowie inżyniera zaczął tworzyć się szalony plan, nie dzielił się nim z nikim, obawiając się braku zrozumienia, nie akceptacji, a nawet potępienia. Pracował wytrwale, starając się przypomnieć sobie wszystkie szczegóły dotyczące Space Marines z czasów, gdy u ich boku walczył z obcymi.
.....W międzyczasie, Vostroya została wplątana w kolejny konflikt, tym razem stanęła na drodze podążającej w kierunku systemu Baal, floty Leviathan. Na księżycu Turtolsky swoją bazę wypadową ustanowiły trzy zakony Space Marines, w tym z Angels Encarmine.
Dla Pavela Zakarova był to znak do działania i kolejne potwierdzenie, że jego plan ma szansę się powieść. Inżynier spotkał się ze swoimi, odzianymi w prototypy kombinezonu nano-chirurgicznego córkami i oświadczył, że działanie tegoż, jest tylko tymczasowe i aby zapewnić całkowite usuniecie wirusa z organizmów swojej rodziny, jej członkowie muszą stać się Astartes.
.....Zgodnie z przewidywaniem Pavela, dzieci w najbardziej możliwie delikatny sposób, dały mu do zrozumienia, że jest szalony. Wybuchła kłótnia, w efekcie której dwie córki wyszły z pracowni ojca z wściekłością i płaczem, Pavel już nigdy w życiu nie zobaczył ich na oczy. Przy boku roztrzęsionego inżyniera pozostała jedynie Nadia, która wykazała największy dystans do całego zajścia.
Nadia, jedyna z rodziny, która dobrowolnie postawiła na karierę wojskową, była w stanie wysłuchać propozycji ojca do końca. Najstarsza z córek, uspokoiwszy Pavela poprosiła, by raz jeszcze wyjaśnił jej szczegóły swojego planu. Po godzinie wysłuchiwania technicznego bełkotu, oraz niedorzecznego sposobu realizacji szczegółów stania się Astartes, Nadia chwyciła jedyną dłoń ojca w swoje ręce i niespodziewanie zgodziła się.
.....Kobieta nie miała zamiaru zawieść ojca w chwili, gdy z tak wielkim trudem i poświęceniem wywalczył dal nich wszystkich możliwość dalszego życia. Informację, że nie jest ono w pełni bezpieczne przyjęła z goryczą, ale rozumiała dlaczego ojciec ją zataił. Spodziewała się, że plan Pavela w wielu aspektach nie wypali, nie stało więc nic na przeszkodzie, żeby do bezpiecznego momentu brać w nim udział, choćby z miłości do szalonego ojczulka.
.....Wielki szok natomiast Nadia przeżyła w dwa tygodnie później, gdy Pavel przywitał ją w swoim domu, odziany w pancerz wspomagany, zbudowany na wzór tych, noszonych przez Space Marines. Kobieta, będąc swego czasu podoficerem Gwardii wiedziała, że jeśli ktokolwiek doniesie o podobnej herezji władzom, jej ojciec z miejsca wyląduje w celi dla skazanych na śmierć.
Nagle okazało się też, że plan Pavela nie miał jak dotąd żadnych problemów z realizacją i przeświadczenie Nadii, że to wszystko, to tylko pogoń szaleńca za niespełnionym marzeniem, prysło.
.....Wojna z tyranidzką inwazją na Baal trwała, na Turtolskym roiło się od wojska z różnych rejonów działań, między innymi kilka zakonów maiło w tym miejscu swoje tymczasowe szpitale, gdzie w doraźnym stopniu łatano najbardziej poturbowanych Marines, zanim odesłano ich do macierzystych światów na pełną rekonwalescencję.
.....Pavel Zakarov wraz z córką Nadią, przystąpili do ostatniej części szalonego planu inżyniera. Nadia, nie wierzyła, że zgodziła się wziąć w tym udział, podejrzewała nawet, że udzieliło jej się szaleństwo i obłęd ojca.
Odziani w czerwone pancerze wspomagane, z wymalowanymi na naramiennikach emblematami zakonu Angels Encarmine, oczekiwali w ukryciu, na maszerującą przez ulicę kolumnę sanitarną. W momencie, gdy jej koniec minął zaułek w którym się chowali, oboje jak gdyby nigdy nic, wyszli z ukrycia i dołączyli do idących skautów.
Nadia myślała, że zesika się ze strachu, Pavel natomiast, żyjąc już chyba w innym świecie, zdawał się nie okazywać żadnych uczuć. Dostosował krok do ciężko stąpającego przed nim Marine, zadarł wysoko brodę i patrzył pustym wzrokiem w czerń nocnego nieba.
.....Kolumna zatrzymała się po paru krokach, jeden z najbliżej idących Marines, wykazując standardową czujność, zauważył intruzów i zameldował o tym ciągnącemu pochód kapłanowi Sanguina.
Lufy bolterów wycelowane w Vostroyan wyglądały groźnie, spojrzenia Astartes również nie wróżyły nic dobrego, natomiast reakcja kapłana spowodowała, że pod Nadią nogi same się ugięły, jednak siłowniki jej pancerza utrzymały ją w pozycji stojącej. Kapłan dobitnie wyraził swoje zdanie o herezji na którą patrzył i z miejsca rozkazał sierżantowi wykonać egzekucję na bezczelnych oszustach. W tym momencie, ku zdumieniu wszystkich, a najbardziej przerażonej Nadii, inżynier Pavel Zakarov, spokojnym, inteligentnym jak za dawnych czasów głosem przemówił. Oświadczył, że zarówno on jak i jego córka, muszą zostać Astartes, żeby przeżyć, w przeciwnym razie są już martwi, bez konieczności wykonywania na nich egzekucji.
.....Kapłan nie wysłuchał tego nawet do połowy, powtórzył swój rozkaz i powiódł kolumnę dalej, pozostawiając płaczącą Nadię i milczącego Pavela na łasce sierżanta. Marine wyciągnął nóż, podszedł do Zakarova, chcąc szybko i bez zbędnego hałasu zakończyć sprawę. Jednak gdy zauważył mechaniczne ramię inżyniera i przyglądną mu się bliżej, schował ostrze i ściągną hełm z głowy. Astartes pochylił się nad mężczyzną, by zrównać się z nim nieco i przypomniał zdarzenie sprzed ponad dwudziestu lat, gdy bohaterski gwardzista uratował mu życie, poświęcając w efekcie własną rękę. Pavel nic nie odpowiedział, patrzył w oczy wojownika bez strachu i stał tak, niczym posąg. Nagle przemówił oświadczając, że zrobił to bo jest człowiekiem, a ludzie obnoszący się ze swoją dobrocią i lojalnością wobec Imperium, w takich chwilach nie pozwolą cierpieć swoim pobratymcom.
.....Tymi słowami Pavel chwycił za serca sierżanta, który miał właśnie wykonać wyrok śmierci na człowieku, którego przyrzekał chronić, a któremu na dodatek zawdzięczał życie. Marine zwrócił się do Nadii, która w tym czasie zdołała się nieco uspokoić i ogarnąć. Nakazał jej niezwłocznie zabrać ojca z księżyca, pozbyć się pancerzy i ukryć się na jakiś czas. Kobieta nie dyskutowała, wzięła ojca pod ramię i choć z początku się opierał, ruszyli razem w kierunku zaułka, w którym się wcześniej chowali. Na odchodne, Pavel pozdrowił nieoczekiwanie sierżanta życząc mu, by bogowie nad nim czuwali. Marine nigdy nie miał się przekonać, o jakich bogów chodziło Pavelowi, gdyż kilka dni później, zginął honorową śmiercią walcząc na czele oddziału Kompanii Śmierci.
.....Tego co stało się później, jak i całego swojego życia, zarówno Pavel jak i Nadia nie pamiętają, czują między sobą więź, ich fizyczne podobieństwa świadczą o spokrewnieniu, jednak jak dotąd, służąc pod komendą Ragnara Blackmane'a nie mieli okazji ani poznać swojej przeszłości, ani zgłębić tajemnicy swojego związku. Jedyne co im pozostało z przeszłości to imiona, bo razem z resztą wspomnień, ich nazwiska wymazano im z umysłów.
Pavel doskonale radzi sobie z używaniem wszelkiego rodzaju mechanicznych i elektronicznych urządzeń, do walki wykorzystując swoje bioniczne ramię. Natomiast Nadia okazała się niezłym wojownikiem i strzelcem, preferując jednak walkę w zwarciu, gdzie z powodzeniem używa swojego demoralizującego krzyku, na równi skutecznie z dzierżonym toporem.
.....Oboje żyją nieświadomi śmierci, która w spowolnionym tempie drąży ich organizmy, jednak mając na uwadze ryzyko, jakie siepacze Blackmane'a ponoszą w ciągu każdej ze swoich misji, prawdopodobieństwo, że to wirus pierwszy wykończy Zakarovów jest... znikome.
Palić! Mordować! Gwałcić! Rabować!

Awatar użytkownika
omadan
Posty: 182

Re: Blackswords sezon 2 - The New Beginning

Post#9 » czw lis 07, 2019 11:55 pm

Bestia w klatce

Tłum na trybunach powstał w momencie gdy wojownik pojawił się na arenie. Jazgot i wiwaty, obelgi i oklaski, wszystko to łączyło się w kakofonię trudną do wytrzymania. Większość motłochu gnieżdżącego się na niewygodnych ławach miała jeszcze usta i struny głosowe, więc była zdolna to głośnego wyrażania swojego aplauzu lub dezaprobaty. Ci mniej szczęścili, lub jak kto woli, bardziej obdarzeni, nie byli w stanie już wydawać dźwięków z dziur jakie pozostały po ich jamach gębowych. Gdy wojownik wniósł swój piłotopór tłum oszalał z ekstazy. Wizja walki i mordu udzielała się wszystkim obecnym a imię wybrańca niosło się złowieszczym echem.

Gorevitus!!!
Gorevitus!!!

Gorevit!!!

Gorev!!!

Gore!!!
Gore!!!!
GORE!!!


Gore znowu poczuł jak ból przeszywa całe jego ciało. Wspomnienia momentalnie ustały a przed oczami zawitała znajoma ciemność. Berzerker w dalszym ciągu znajdował się w nieznanym miejscu zaadaptowanym na więzienną celę. Jego masywne ramiona spętały były rodzajem łańcucha powiązanego z wiązką energetyczną nieznanego pochodzenia. Jego pancerz był nieaktywny, zapewne przez wyłączony reaktor w tylnej części plecaka. Gore ponownie się szarpnął i ponownie nie wywołało to zamierzonego efektu. Łańcuch był mocny, nawet na standardy Astartes. Gore od kilku dni próbował go rozerwać licząc na jedno słabe ogniwo ale jak do tej pory nie miał szczęścia. Działo się tak głównie za sprawą Nandroxów paraliżujących jego ciało. Albo zarządca tej celi doskonale wiedział co robić aby bardzo zabolało Gore'a albo zrobił to całkiem nieświadomie. Berzerker patrzył w ciemność swojej celi przez swój nieaktywny wizjer hełmu. Wiedział już, że za chwilę nastąpi kolejne wyładowanie energetyczne powodujące niesamowity ból ciała aż do utraty przytomności. Potem dwugodzinna przerwa i proces znowu się powtórzy. Oprawca Gore'a nie widział jednak do końca z kim ma do czynienia. Legionista World Eatersów miał jeden, konkretny atut w swoim arsenale. Za każdym razem gdy wyładowania przechodziły przez ciało Berzerkera implanty zwane Gwoździami Rzeźnika dostawały potężnego kopa. I zanim ciemność pochłaniała Gore'a implanty uwalniały mnóstwo adrenaliny a poziom agresji przekraczał wszelkie granice. Przez ostatnie dni legionista dokonywał wszelkich starań aby wykorzystać te parę sekund przed utratą przytomności. Ból, siła, agresja, wolność – to były jego jedyne pragnienia. I gdy kolejna fala wyładowań zaczęła przetaczać się przez jego ciało berzerker klnąc się na cały panteon ślubował sobie, że tym razem wytrzyma i rozerwie łańcuch. A wówczas Khorn będzie miał powody do radości.

Drzwi otworzyły się ze zgrzytem i do środka weszła smukła postać w zbroi koloru nocy. Mierząc ze swojej broni do nieprzytomnego legionisty stanęła w bezpiecznej odległości. Po chwili wydała z siebie gromki śmiech skwitowany słowami w obcym języku Drukhari. Gore podniósł się z ziemi na tyle ile pozwalał mu łańcuch. Jego hełm stylizowany na antycznego wojownika areny podniósł się powoli. Z wewnątrz odpowiedział głos pełen śmierci i nieustępliwości.

„Nigdy nie rozumiałem dewiantów torturujących swoje ofiary. Co to za wyczyn znęcać się na związanym przeciwnikiem, który jest jedynie świadkiem poczynań swojego oprawcy. Torturami zajmują się jedynie istoty zbyt słabe by stanąć oko w oko ze swoim przeciwnikiem albo te, które lubią tracić czas na bzdury zamiast wypatrywać kolejnych ofiar. Zastanawiam się tylko, którą z nich jesteś ty?

Słysząc obelgi pod swoim adresem wojownik Drukhari wycelował swą broń w lewe kolano legionisty. Śmiech ponownie wyrwał się z jego gardła.

„Tylko małpa dałaby się tak złapać jak ty. Ciekaw jestem jak twardy będziesz, gdy odstrzelę ci nogę poniżej kolana. Będziesz wtedy pełzający czy podskakujący? Wy wszyscy jesteście tacy sami. Wielcy wojownicy płaczący jak zarzynane prosięta, gdy się wami odpowiednio zająć. A my zajmiemy się wami bardzo dobrze.” Odparł Drukhari.

„Muszę cię zatem nieco oświecić, chuderlawy pomiocie bo widzę, że generalizujesz wszystkich Astartes. Berzerker Khorna nie jest jakimś kundlem do bicia w klatce. A twoja technologia kiepsko sobie radzi z moim szałem. Patrz!”

Mówiąc to Gore wystrzelił łańcuchem w kierunku broni przeciwnika. Broń momentalnie upuściła ręce kabality uderzając o ziemię ze stalowym brzękiem. Drukhari błyskawicznie sięgnął po swój sztylet ale wówczas Gore był już na nim. Kabalita zadał szybkie cięcie chcą sięgnąć szyi przeciwnika. Legionista był jednak zaprawiony w walce w starciu a poza tym przemawiały za nim lata spędzone na arenie. Lekko odwracając się w locie przyjął cięcie sztyletu bezpiecznie na swój naramiennik. W tym samym czasie z całych sił uderzył hełmem w twarz eldara. Większość twarzy wraz z oczami, nosem i szczęką została wciśnięta do środka czaszki i kabalita zdołał tylko wydać przeraźliwy jęk zanim legionista wymierzył kolejny cios całkowicie miażdżąc jego czaszkę. Zgrabne ciało osunęło się na ziemię drgając w śmiertelnych spazmach. Gore z uśmiechem przywitał komunikat na jego wyświetlaczu informujący go o tym, że reaktor zasilający rozpoczął proces uruchamiania pancerza.

„Amatorzy.” Pomyślał Gore i wyszedł ze swojej celi w kierunku zbliżających się kroków. Wiedział, że jego kompani będą znajdować się w sąsiednich celach. Najpierw ich uwolni a potem zgotuje mała masakrę tym idiotycznym obcym.

A może jednak najpierw zacznie od obcych...
Załączniki
GORE!!!.jpg
GORE!!!.jpg (52.24 KiB) Przejrzano 755 razy

Awatar użytkownika
omadan
Posty: 182

Re: Blackswords sezon 2 - The New Beginning

Post#10 » śr gru 04, 2019 10:31 pm

Gore po kolei uwalnia kolegów, którzy następnie szybko pozbawiają życia strażników więzienia.
photo1.jpg
photo1.jpg (224.33 KiB) Przejrzano 54 razy



Blackswords uwalniają też championa legionu death Guard, który obiecuje pomóc w ucieczce z nieznanej planety. Wystarczy tylko oswobodzić jego oddział i psionika. Blackswords niechętnie przystają na propozycję czciciela Nurgla.
photo2.jpg
photo2.jpg (210.78 KiB) Przejrzano 54 razy

Awatar użytkownika
omadan
Posty: 182

Re: Blackswords sezon 2 - The New Beginning

Post#11 » śr gru 04, 2019 10:41 pm

Ciężko zaskoczyć perfekcyjnych łowców. Cichy atak na obóz Drukhari przeradza się w regularną bitwę. Tymczasem druga połowa Blackswords walczy z najgorszymi monstrami na piaskach areny ku uciesze Archona Slyskissa.
photo3.jpg
photo3.jpg (194.31 KiB) Przejrzano 54 razy


Blackswords wybierają krótszą ale, jak się okazało, bardziej niebezpieczną drogę prowadzącą do areny. Niespodziewanie okazuje się, że kopalnie przejęte zostały przez genokult. Tym razem to jednak tyranidzi poznają co to strach w momencie, gdy Nightlordsi zaczynają rozrywać ich na strzępy.
photo4.jpg
photo4.jpg (242.6 KiB) Przejrzano 54 razy

Awatar użytkownika
omadan
Posty: 182

Re: Blackswords sezon 2 - The New Beginning

Post#12 » śr gru 04, 2019 10:57 pm

II - Głosiciele Pierwotnej Prawdy

Diabolus Serventa przebił się przez rzeczywistość przestrzeni niczym starożytna galera wyłaniająca się zza wielkich fal. Monumentalny kształt krążownika dominowały kolory czerni i czerwieni a stara heraldyka ustąpiła miejsca nowym emblematom. Po wyjściu z warp’a sytuacja na mostku była dość nerwowa. Kapitan trzeciej kohorty, Gallek, nerwowo spoglądał na odczyty przyrządów. Tranzycja przebiegła jakoś dziwnie i kapitan był tego świadom. Coś wisiało w recyklingowanym powietrzu wewnątrz statku. Jedynego statku jaki wyłonił się z osnowy. Gallek nerwowo nadawał w kodowanym paśmie voxa ale odpowiadała mu tylko cisza. Gdzie była reszta floty? Na to pytanie nikt nie był w stanie odpowiedzieć i zapowiadało się, że tak zostanie. Pomimo złych poszycie statku było nienaruszone a wszystkie systemy całkowicie sprawne. Spływające raporty z poszczególnych sekcji nie zwiastowały niczego niepokojącego. Może poza tym, że cały mostek kompletnie nie miał pojęcie gdzie się znajdują.

„Gdzie są inne jednostki?!?! Chcę mieć ja na ekranach i to już!” Kapitan Gallek krzyczał z całych swoich sił. „Raport o naszym położeniu-natychmiast! Nie pozwolę żebyśmy przegapili wielką ofensywę! Nie zawiodę!”

„Systemy są sprawne. Raporty zaczynają spływać. Za parę minut będziemy w pełni operacyjni.” Odpowiedział Kalim, najstarszy brat weteran na mostku. „Ale jest inny problem.”

„Jaki znowu problem?!? Nic mnie nie interesuje dopóki nie dowiem się gdzie jesteśmy. Dawać mi Verok’a! Gdzie jest ten przeklęty przez bogów psionik? To on nas wprowadził w morze Osnowy i on mi teraz powie nasze położenie! On musi-”
„Verok dopiero co odzyskał przytomność, cały czas był w jakimś transie. Nasi bracia już go tu prowadzą.” Przerwał Kalim krótko i zwięźle. „Nie jest w dobrym stanie.”

Ból skroni ustawał i Verok zaczynał dochodzić do siebie. Nie był jednak w stanie podnieść się z podłogi swojej komnaty. Wizje, które go nawiedziły podczas tanzytu były nawet dla takiego doświadczonego Diabolisty jak on. Cały ten mrok, wsiąkający w jego dusze i zmieniający ją nie był tak straszny jak to co ujrzał. Zobaczył jak Diabolus Serventa przedziera się przez falę demonów manifestujących się w Osnowie. Ujrzał pozostałe okręty floty, dryfujące w innych kierunkach. Był świadkiem jak czas i miejsce rozpływają się w morzu dusz a on świadkuje wydarzeniom, które dopiero nadejdą, wydarzeniom, które zmienią wiele. Verok kolejny raz traci przytomność i gdy przychodzą po niego bracia bezwiednie opada w ich ramiona.

Nieznośny dźwięk ceramitu ciągniętego po stalowej podłodze daje się wszystkim na mostku we znaki. Brat Sol i Dramecco wnoszą nieprzytomnego Diabolistę przed oblicze kapitana. Gallek widząc swojego gościa opuszcza tron i kieruje się w jego stronę. Gdy jest zaledwie parę metrów ciało Verok’a zaczyna drgać. Po chwili potężne spazmy opanowują jego ciało i Astartes wyrywa się swoim braciom. Kierowany jakąś nieznaną siłą miota się po całym mostku bredząc pod nosem słowa w języku nieznanym nikomu na pokładzie. Po chwili następuje cisza i marine pada na kolana. Jego ręce wędruję ku hełmowi, który po chwili zdziera i odrzuca na bok. Kolejny gwałtowny spazm przechodzi przez jego ciało i Verok wymiotuje czarną mazią na pokład okrętu. Zmysły zaczynają mu w pełni wracać gdy Gallek pochyla się nad nim, niezrozumienie widniejące w jego oczach.

„Verok co się dzieje? Gdzie jesteśmy? Dokąd nas zaprowadziłeś? Ile mamy czasu?” Grad pytań zasypywał psionika coraz bardziej.

„My… jesteśmy… za późno…” Słabo odparł Diabolista. „Jesteśmy za późno i nic nie możemy…”

„Za późno?!? Co ty bredzisz głupcze? Weszliśmy w Osnowę zaledwie parę dni temu! Ile za późno?”

„Millenia.” Odparł wycieńczony Astartes i ponownie zapadł w swój trans a podobizna demona na ognistym tle naramiennika złowieszczo patrzyła na zdumionego Gallek’a.

TheTruth.jpg
TheTruth.jpg (90.31 KiB) Przejrzano 53 razy

Wróć do „Turnieje i granie zorganizowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość